Niezaspokojone potrzeby i odpuszczenie sobie konfrontacji z kimś ...
Hm..to pozornie dwa różne problemy, ale łączy je cienka nić.....zwana Miłością. Ale nie jest to ta miłość jak interpretuje Ją nasze ego i w jaki sposób wyrażamy ją indywidualnie, bo ona jest na swój sposób ,,wypaczona,,. z powodów nam znanych , wymienionych też we wczesniejszym wpisie (i wczesniejszych - z rysunkami).
Ta właściwa , począwszy od momentu poczęcia, a skończywszy na śmierci jest pozazmysłowa. Wyczuwalna intuicyjnie. W jej obliczu znikają wszelkie potrzeby poza Nią. Na to wskazują jednostkowe doświadczenia ....różnych osób , na przestrzeni dziejów. Opisane w literaturze lub niekoniecznie.
Problem tkwi w tym, że nie można Jej zatrzymać/ utrzymać na stałe, a jedynie czuć bliskość czegoś Większego stale lub chwilowo. Wtedy , po takim doświadczeniu dochodzi do tzw. nawróceń, ludzie wychodzą z nałogów itp. , mają siłę przetrwać w skrajnych okolicznościach.
Można rzec, że od Niej wszystko się ,,zaczyna,, i na niej ,, kończy,,. Jest ,początkiem i końcem,, naszych problemów/ radości.
Czy rzeczywiście obdarzamy świat i siebie taką Miłością, czy nie? A może tylko odwzorowujemy zachowania wskazujące na Nią, a mające na celu ,, zmylić przeciwnika,, / zamydlić komuś oczy, w imię własnych egocentrycznych interesów tj.zaspokojenia własnych potrzeb w skali rodziny/ pracy/ państwa/ grupy rówieśniczej / organizacji/ itp.?
Walka o swoje i odpuszczenie wchodzenia w konflikt jest wbrew pozorom tym samym. Róznica polega tylko na bazie. Czy jest w nas ta Miłość- wyższych lotów, czy tylko miłość własna....
Ps. Zrobione z Miłością zdjęcie.... :-)
