Nie wiem , jak Wam, ale jest kilka rzeczy , które mi się kojarzą w związku z Zaduszkami.
Odkąd internet , a nie tylko informacje z telewizyjnych wiadomości, filmów dokumentalno-podróżniczo-przyrodniczych, wiedza podręcznikowa i szeptana ( stąd Szeptucha) , stał się kolejnym narzędziem poznawczym, moja osobista wiedza w temacie rytuałów i zwyczajów związanych z Zaduszkami, uległa rozszerzeniu, by nie rzec wycinkowej globalizacji. I stwierdzam, że wszystko to ma nas ....oswoić ze śmiercią. Już od maleńkości.
Halołin , czyli straszenie bliźnich w różnej formie , w tym świecącymi dyniami ma tu też swój udział. Inną formą wyrazu jest dobrze nam znana, też z życia codziennego, a nie tylko świąt narodowych i karnawału....maska. Maska dnia powszedniego związana jest z rolami jakie odgrywamy w społeczeństwie. Na potrzeby życia w grupie i na własne potrzeby.
Po tak poważnym wstępie, czas przejść do Babciowej Teorii Wszystkiego, jako kolejnego elementu składanki. I tak sobie babcia pomyślała, że są maski które nas uwierają i te które leżą jak ulał, gdy przymierzy się ich odpowiednią ilość ( reinkarnacja?)....
A tymczasem, w ciągu dnia, od momentu uzyskania świadomości ,, ja jestem, żyję, tj. od momentu zaczerpnięcia pierwszego oddechu, zaczyna się przymierzanie masek stworzonych regionalnie w najbliższym otoczeniu. Potem mamy ich coraz większy wybór, wraz z własnym rozwojem i możliwościami.
I tu babcia wspięła się na kolejny szczebel drabiny, po najprawdopodobniej tytanową myśl:
,,Życie to wielka przymierzalnia masek. I trzeba czasem zgubić sie w tym labiryncie, żeby znaleźć tą przeznaczoną dla nas indywidualnie. A gdy już ją znajdziemy- to wreszcie można śmiało spojrzeć w lustro. I żaden grymas nie jest nam straszny.,,
Te, które całkiem nam nie pasują, to wiadomo jakiego typu emocje wypiszą nam na twarzy i jakie zmiany w ciele wywołają. Wraz ze zwiniętym w kłębek pęcherzem czy odbytem pod gardłem, zamiast pokarmu, w niekontrolowanym przypływie negacji wszystkiego co się rusza i zdechło po drodze, sięgamy po przeprost kiszek czy motylki w brzuchu , które zwiastują- zamiast miłosnych uniesień- biegunkę idącą w zaparte. A to co tak nami targa pod wpływem uwierającej nas maski - to nasze emocje. A że trzeba je jakoś spożytkować,najlepiej, zamiast trzymać w sobie, to możemy dać czadu w dwie strony:
A. W stronę dobra: dostajemy skrzydeł i lecimy gdzie nas poniosą w stronę opamiętania, kajania i rozwiązywania problemów. Czasem z powodu azymutu ,,gdzie popadnie,, trafimy w miejsce zwane ,, a diabli nadali,, tego i owego, gdzie nasza zbyt energiczna maska zwykle nie pasuje. Więc w najgorszym przypadku stracimy banana na ustach, ale przynajmniej zostaniemy ukierunkowani lub pozostawieni w spokoju, którego tak potrzebujemy.
B. W stronę przeciwną: tutaj złość i inne dysonanse są na porządku dziennym, wraz z tym wszystkim co nam w życiu nie wyszło - mamy jak na dłoni. Cały przegląd masek, z którego można stworzyć roczny kalendarz pt. ,, Maski zaduszne,, .Przynajmniej wiadomo skąd to wątpliwej jakości samopoczucie......Bo jak żyć, gdy człowieka dusi/ przytłacza/uwiera jego własna maska?
W takiej masce długo się nie pochodzi....
Zaduszki to nie tylko nawiązanie do modlitwy za Duszki, które uwolniły się od ciała i jego grymasów, spowodowanych noszeniem niepasujących masek, ale i nawiązanie do działania zwanego duszeniem, co czynimy sami- sobie, obwiniając cały świat, że tak nam dał popalić...
A skoro już o paleniu mowa to nie ma to jak .....uzdrawiające działanie ropuchy=Natury, potwierdzone empirycznie:
https://tvn24.pl/zdrowie/psychodeliki-w-leczeniu-depresji-lekoopornej-wyniki-badan-z-udzialem-polakow-st9313882