23 marca 2026

E 4. Zamknięcie BTW. O życiu duchowym i dyskotece.

  O tym jak przebiegała ewolucja człowieka chodzą różne słuchy... W skrócie można by było to zobrazować tak: od gara z wodą stojącego na ogniu- do czajnika elektrycznego.

Nie ma co się śmiać, bo temat jest (nie)poważny....

Jestem:  Jestem....

Ja: Ja też. 

Ja jestem: To co robimy? Grzejemy się czy nie?

Jestem: Przecież wiesz, że mnie nic do tego, bo mam związane ręce, ale za to Ty.. hulaj dusza- piekła nie ma.

Ja: Już ja Ci dam popalić! Nie ma siedzenia/ stania w miejscu trzeba się ruszać.

Ja jestem: No to gotujmy się.

W ten oto sposób człowiek rozpoczyna swoją drogę krzyżową przez życie. Raz na małym ogniu  emocji, a innym razem aż iskry lecą. Potem przychodzi okres sennej / na czuwaniu regeneracji, kiedy naczynie, w którym gotuje się Życie- odłącza się od zewnętrznego źródła bodźców  tj.energii a jest tylko na własnym zasilaniu awaryjnym. Żródłem jest chęć do tańca - cząstek elementarnych, wydających z siebie pojedyncze/indywidualne dźwięki, mające za zadanie przyciągnąć do siebie odpowiedniego partnera, a odstraszyć niepożądane ,,związki taneczne,,. Zupełnie jak w życiu codziennym feromony....Jednych przyciągają a innych odstraszają.

Patrząc na przekrój poprzeczny np. Ziemi czy człowieka- wyraźnie widać podział na warstwy, przez które trzeba się przebić tj. zejść po schodach w dół, by dotrzeć do sedna tj.jądra. To samo jest z wpisem. Trzeba przebrnąć przez kolejne wersy, żeby dotrzeć do meritum. To wymaga czasu. Stąd wniosek nasuwa się też taki, że człowiek to taka wielopoziomowa dyskoteka. A tańcują w nim cząstki elementarne -charakterystyczne dla poszczególnych poziomów, i do tego na kazdym poziomie jest inny rytm i wydawany inny dźwięk przez pojedyncze składowe.  Na samych dachu świata mamy oczywiście nasze ciało, zwane na potrzeby wpisu- garnkiem lub naczyniem.

A że w trakcie ewolucji środowiska zewnętrznego okazało się, że do naszego gara - wraz z rozwojem i wiekiem- otoczenie zewnętrzne dokłada coraz więcej ( niekoniecznie) interesujących bodźców a w tym i my sami, to okazały się być niezbędne bezpieczniki/zabezpieczenia. Na różnych poziomach naszej osobistej dyskoteki. 

Imprezujemy więc całe życie....aż do upadłego, a nawet o tym nie wiemy . To jak dbamy o stan naszego naczynia  i jego kondycję zdrowotną w dostępnym nam zakresie- warunkuje jego wytrzymałość wewnętrzną=cielesną (układu) organizmu.

A tymczasem z drugiej strony, tj z naszego kochanego świata zewnętrznego -w trakcie gotowania ( życia)- para idzie w gwizdek - jak w szybkowarze, czyli wolno się gotujemy pod dużym/małym ciśnieniem- to ci ze skokami ciśnienia, albo jesteśmy jak gar z perkoczacą pokrywką, albo w ogóle bez przykrywki.....Wtedy odparowujemy/przerabiamy życiowe sytuacje na bieżąco , tak że nie przywiera nam nic do spodu...i nie ,,wylewamy się,, z powodu nadmiaru dostarczonych bodźców. 

Tymczasem każda impreza tutaj nasza osobista dyskoteka kiedyś też musi być zamknięta, bo poszczególni tancerze padli z wycieńczenia i tylko niedobitki z najniższego poziomu , tam gdzie nic nie dociera- trwają na stanowisku Jestem. A drgają tak szybko, że jest to niedostrzegalne, a pomiar jest niemożliwością. Mówię Wam...techno , na całego...Dobrze, że nic nie słychać .....za życia.

I chociaż para z  personalnego gara może kojarzyć się z naszym ostatnim tchem/ oddechem , który jest pojazdem/ łodzią dla naszej historii powstałej podczas  czasowego pobytu w naczyniu, to to co osiągnęliśmy i jacy jesteśmy tu i teraz- jest drogowskazem do większej Makro-wielopoziomowej dyskoteki , ale już innego rodzaju...

Gdzie będziemy tańczyć pośmiertnie? To zależy od nas......Być może w naukowej bibliotece, a może na zagranicznej placówce?

Wszak złożoność duchowa Wszechświata wygląda tak....i tylko to ucho igielne jest do przejścia....

I tak toczy się życie. 

6 komentarzy:

  1. W trumnie raczej tańczyć się nie da...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakiej trumnie....? wszak Ciebie już tam nie ma, a to co zostaje to ,,najcięższe przewinienia, w formie np. kakofonii dźwięków cząstek pozbawionych Jaźni tj. bez Ja Jestem...

      Usuń
  2. Zamiast rozkminiania istoty wszechświata we mnie albo mnie we wszechświecie wolę oglądać bransoletki, które uwielbiam nosić. Pokaż więcej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To wnuczki...wpadla mi w oko, zanim doszłam do tego etapu.. BTW. Oddaje w sposób symboliczny moje postrzeganie życia po śmierci....Róznorodność wymiarów/poziomów i ten wąski przesmyk ( ucho igielne- wspomniane m.in. w Biblii)...

      Usuń
  3. Ten motyw życia jako dyskoteki, w której cząstki elementarne tańczą na różnych poziomach, jest niesamowicie trafny – każdy z nas ma swoje rytmy, swoje „feromony” i własne sposoby na przetrwanie w chaosie bodźców.

    Świetnie też pokazujesz, że życie to nie tylko ekscytacja i skoki emocji, ale też czas regeneracji, ciche przemyślenia, „gotowanie” siebie w spokoju. Ta metafora szybkowaru, pary i naczynia naprawdę daje do myślenia – jak radzimy sobie z ciśnieniem i tempem życia, i jak dbamy o swoje wnętrze, żeby nie przywarło do „dna”

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś w pewnej dyskusji, wsparł mnie Tata mojej koleżanki wspominając filoz. ,,,prawda na danym etapie poznania,,...Każdy odbiór notki jest zatem właściwy, chociaż uszczegółowienie wyjaśniło by więcej.
      Niewątpliwie taka perspektywa widzenia niesie ze sobą ciąg dalszy ...aby zamknąć wszystkie poruszone aspekty.

      Usuń