Koniec miesiąca sie zbliża, więc można zaszaleć. Udałam się w sobotę na poszukiwanie materiałów, dzięki którym będę realizować się niezbyt artystycznie. Postanowiłam przyjąć formę nastrojowego pamiętnika. Posługując się w dużej mierze gotowcami...Wydałam 36 zł. Resztę sobie poszukam w ulotkach lub gazetach .
Pierwsze dzieło , z użyciem j.angielskiego ( takie naklejki)wygląda tak:Druga praca jest nieco bardziej rozbudowana w treść:
Czy treść można tłumaczyć sobie dowolnie, czy cos przybliżysz? ten drugi wydaje się bardziej optymistyczny...
OdpowiedzUsuńjotka
Nie jest to co prawda sztuka wysokich lotów, ale interpretacja, jak zawsze ,należy do odbiorcy.
UsuńPrzeciwieństwa (1i 2) z którymi trzeba się oswoić w trakcie życia...Teraz tak sobie skojarzyłam...
Schorowałam sie wczoraj i 1 to tak ku pamięci...
Oh, art journaling, ok, baby ;)
OdpowiedzUsuńCo to jest sama nie wiem...
UsuńCzyli /jednak/ jakieś spotkanie się szykuje.
OdpowiedzUsuńPowodzenia!
Zawsze coś nas spotyka....Dzięki Stokrotko.
Usuńhmmm nie rozumiem tego ale ok niech każdy robi co lubi i w czym czuje sie dobry i co mu sprawia frajdę :-) powodzenia.
OdpowiedzUsuńJakoś trzeba się zaprezentować...Może bezgłośnie?
UsuńNie komentować? Nie ma mowy. Muszę, inaczej się uduszę!
OdpowiedzUsuńWidzę, że wirus art journalingu działa. To świetnie. Grupka nam się rozrasta.
Udziela się jak ziewanie :). Nie przypuszczałam, że się wkręcę...
Usuń