19 maja 2021

Od chomikowania do historii naturalnej.

 Zastanawia mnie, taki odwieczny zwyczaj zakopywania/chowania różnych rzeczy w Ziemi ( umownie). Chomikowanie.Kiedyś wykorzystywano do tego ściany skalne, jaskinie czy dziuple w drzewach, o tradycyjnych przydomowych skrytkach nie zapominając. Tak gdzieś w pobliżu domostwa ,żeby można było mieć oko na poczynione zapasy.

 Pomijam fakt ukrywania historycznej kontrabandy czy majątku, przed bliskimi*ale też po prostu różnych pamiątek z czasów komuś współczesnych. Dla potomności. Bo przecież nie jest to cecha teraźniejszości, że chcemy pozostawić reliktom drzewa genealogicznego i  tym którzy przylecą z kosmosu, wiedzę o obecnej cywilizacji.Taką esencjonalną i w kapsułce na różnych elektronicznych nośnikach.  Tak się posunęliśmy w rozwoju...

I kto wie, może tylko to  różni nas od zwierząt i świata roślinnego. Ta chęć pozostawienia czegoś po sobie, prócz potomstwa , która  to chęć jest motorem podejmowanych  działań.

Nie będę ukrywać, że o powyższym odkryciu ( o tej różnicy międzygatunkowej) poinformowały mnie  ptaszki. Tak więc  radzę pogadać ze swoimi pupilami, tj.zwierzakami i roślinkami i wsłuchać się w odgłosy przyrody i żywiołów. Bo te, to faktycznie mają wiedzę. Naturalną i nie zafałszowaną jak w wielu podręcznikach :). To takie nasze wspólne dobro ponadmaterialne. 

Rozmowy z Naturą zaczęłam dość standardowo- od psa. Po drodze było słuchanie trawy, przytulanie się do drzew, chodzenie na bosaka, pływanie itp. przyjemności. Z białą myszką typu doświadczalnego nie mogłam się dogadać, ale z chomikiem - już w wieku dojrzałym i owszem. Wyraźnie mi pokazał, że jestem zakręcona i chodzę w kółko. Potem była  świnka morska, która wyciągnęła mnie z depresji i królik. No i te ciągłe rozmowy z lasem. Potem drzewostan się na mnie wypiął i przegonił na cztery wiatry. Widocznie zmieniłam się na gorsze. Po czasie wróciłam. Już na zupełnie innym poziomie i znów mogłam na niego liczyć.

W końcu, po okresie wyciszenia trafiłam na gołębia. Ten wprowadził mnie w życie ptaszków. No i stało się. Wróciłam w ten sposób do dzieciństwa. To ta płyta ... ciągle odtwarzana w domu "W ptasim gaju"  wryła mi się na całe życie. Tak życie zatoczyło koło, o którym gadał chomik wsuwając z talerza zupę pomidorową . Wreszcie dotarłam na swój właściwy poziom. Nabyłam papużkę. Ta to ma gadane....O innym ptaszku, który do mnie ćwierkał w ubiegłym roku nie wspominając (wspomnę :))



I wszystko byłoby całkiem proste, gdyby nie fakt, że:

1. trzeba być na odpowiednim poziomie, by  zrozumieć Naturę

2. chcieć znaleźć wspólny język

3.  i , tak jak wśród ludzi, trafić na egzemplarz, który zechce podzielić się wiedzą

Bo przecież coś nam powinny mówić/ wskazywać .... takie zdania jak: weterynarz z sercem, o czym szumią wierzby, co piszczy w trawie, gradobicie, o chomikowaniu itp. wyrazy bliskoznaczne i inne słowno-zdaniowe przyrodnicze wariacje .

Archeologia jak widać ma swoje różne wymiary....To nie tylko badanie materii, ale i dóbr ponadmaterialnych. Taka to historia. Naturalna.

* tu w znaczeniu: przed rodziną, sąsiadami,wrogami itp. otoczeniem

18 maja 2021

Przyszłościowa wizja tucznika w mrówkowcu.

 Patrzę, patrzę i oczom...wierzę. I widzę jak świat staje się globalną wioską . 

Rozwój cywilizacji połączył oddzielone dawniej kontynenty i ludzi na nich mieszkających. Elektronika i informatyka, stworzyły sieć pozwalającą na zajrzenie w dowolny kąt z niebios. Ciężko jest mi zatem uwierzyć, że świat nie dąży do globalizacji i zacieśnienia więzów. Bo to już jest.

Podziały społeczne wytworzone przez wieki również ewoluują, chociaż pozostają niezmienne dwa bieguny: bogaci-biedni i masa...pośrednia.

O ile nie zniszczymy planety na której mieszkamy, w dalszej perspektywie czeka nas całkowita automatyzacja, wszechobecna kontrola i kto wie...może wreszcie ukochane leżenie do góry brzuchem . W miłej jednoosobowej komórce zwanej mieszkaniem, w której podłączonymi rurkami typu  "wodociągi miejskie" będzie płynąć życiodajny płyn. Jeden dla wszystkich. Ten sam smak, zapach i skutki uboczne, z góry przewidziane-też jednakowe dla wszystkich. Gówniane.

Grupa decyzyjna -z innej planety, typu Mars, będzie sterować  odżywczą "kroplówką" płynącą do ludzkich kopców ( mrówkowców) podtrzymując życie, do czasu dopóki nie staniemy się pełnowartościowym nawozem mającym za zadanie odżywić Ziemię zdewastowaną przez nieodpowiedzialną ludzkość w tzw. przeszłości, w tym i obecnie.

Podział ludzi na brojlery, nioski i koguty będzie jedynym słusznym i mającym rację bytu podziałem społecznym i politycznym. Jakość pożywienia będzie oczywiście dostosowana do posiadanego statusu. Może nawet byłaby wtedy szansa na zwykłą owsiankę na mleku zamiast brei chemikaliów mających tworzyć ludzką masę. Ta z kolei, w procesie rozkładu, będzie neutralizować wcześniejsze zanieczyszczenia i tworzyć powietrze w odpowiedniej proporcji. I nie dla dokarmianych tuczników w mrowisku, ale po to by zachować resztki środowiska naturalnego dla następnych marsjańskich pokoleń, które przylecą na Ziemię, gdy będzie ponownie gotowa na zasiedlenie. Być może nawet już za milion lat . I wtedy jest szansa, że już będą wiedzieć jak tu żyć. I będzie to życie na wysokim poziomie...cywilizacyjnym. Bo będą po naszych doświadczeniach ...o ile nie zapomną. I może dlatego ważna jest tradycja. Ale całkiem inna. Nie ta narodowa, ale naturalna-środowiskowa, planetarna (globalizm).

A może  zaginiona Atlantyda* to wcześniejsza Ziemia, pod panowaniem naszych przodków sprzed wielu tysięcy lat? I pojawiliśmy się tu znowu, po regeneracji środowiska, które wcześniej zdewastowaliśmy? Kto wie?

Na szczęście jest spore prawdopodobieństwo, że nie dożyję czasów ogólnego dokarmiania z wodociągów miejskich, bo i perspektywa mieszkania na Marsie czy Wenus też mnie nie nęci. :)

 *https://pl.wikipedia.org/wiki/Atlantyda


17 maja 2021

O horrorze historyczno-psychologicznym.

 Nie powiem, wysłuchałam częściowo info o nowym ładzie. I nie wiem czy się przesłyszałam, czy miałam omamy. W każdym razie zdębiałam, a nawet gorzej.Włosy mi stanęły dęba na samą myśl o ewentualnym zwiększeniu liczby godzin historii w szkole. A to z powodu dość prozaicznego. 

Historia jako przedmiot należy do tych, które należy opanować pamięciowo. Zwiastować to może tylko polepszenie... na gorsze. Chyba, że celem jest zniechęcenie do tegoż przedmiotu niezdecydowanych np. w wyborze przyszłego zawodu, to bardzo proszę. Historyków przecież jak psów, więc trzeba coś zrobić by zagwarantować im miejsca pracy - przyszłościowo nie będzie chętnych, bo kochana historia będzie wszystkim wychodzić bokiem, w tym wszelkim nieudacznikom życiowym , którzy nie pracują w swoim ulubionym zawodzie. 

Ale ponieważ od dawna nie mam styczności ze szkołą , więc mogę się mylić. Być może w międzyczasie uczniowie posiedli parapsychiczne zdolności , a ja nic o tym nie wiem? A może metody nauczania historii są tak nowoczesne, że wiedza sama wchodzi  do głowy, bez przerywania snu? A może nagle zapałali miłością do wkuwania zbędnych informacji, bo mogą wygrać w teleturniejach pieniądze na zapchanie przyszłych braków w budżecie  lub wylansować się na nartach w Alpach Szwajcarskich? Czort wie. W każdym razie, będąc zdechlakiem historycznym- wyrażam sprzeciw! 

A w zamian proponuję podać na tacy, wspomnianą w poprzednim poście, wiedzę o człowieku i relacjach międzyludzkich . Uczyć asertywności poprzez odgrywanie ról w scenkach, uczyć rozpoznawać osobowości psychopatyczne, itp. zaburzone zachowania związane z mobbingiem czy stalkingiem. I pokazywać jak sobie radzić w różnych nieprzyjemnych sytuacjach ( oczywiście wiedzę dostosować do wieku). Skoro już szkoła ma wychowywać, bo rodzice są zajęci zarabianiem pieniędzy, to niech to robi w pełni profesjonalnie. I niech to nie będzie jeden pedagog grzejący fotel w wydzielonym pomieszczeniu, ale chmara psychologów...przecież można dodać osobny przedmiot, zamiast tych nadliczbowych godzin historii. Niech wszyscy coś mają...... z życia!

I wszystko byłoby dobrze, z tą moją propozycją, gdyby nie taki mały feler... Skoro uczniowie posiedli by  wiedzę jak sobie radzić z problemami, to kto będzie chodził  do tych wszystkich poradni psychologiczno-pedagogicznych czy innych psychiatrów? I co by było gdyby przyszłe społeczeństwo stało się zdrowe psychicznie?

Przecież to byłby horror!

Ps. Ale co ja tam wiem, przecież to tylko koszmar senny, z którego już dawno się obudziłam :)



16 maja 2021

Psychologiczna prywata czyli odnaleziona planeta.

Kiedyś myślałam, że życie to teatr, bo ludzie ciągle odgrywają swoje role społeczne z większą lub mniejszą świadomością. W zgodzie ze sobą lub wbrew sobie.

 Niestety, nie było to moje odkrycie, tylko zawdzięczam to własnym poszukiwaniom odpowiedzi na pytanie: dlaczego.? Najwyraźniej musiałam osiągnąć wiek dziecięcy  dopiero będąc nastolatką, bo (  bolączka słabeuszy) porównując się z innymi, tj. zwykłymi przedszkolakami , byłam o parę lat opóźniona w pytaniach. Nic więc zatem dziwnego, że aby nadrobić braki, musiałam rzucić się na głęboką wodę . Głupia jak but i nieświadoma niebezpieczeństw zbierałam kolejne razy, zwane doświadczeniem życiowym i powoli wypływałam na powierzchnię. Dylematy typu :czy lubię zupę pomidorową? (czy jestem do niej przyzwyczajona?) - które pojawiły się w głowie wskutek pewnego testu psychologicznego, powoli zaczynały znikać. Zaczęłam od podstaw .

Najtrudniejszym, jak się okazało, było wyzbycie się tzw. zasad dobrego wychowania, które dały mi w kość najbardziej. Oczy rodziców/opiekunów były bowiem zwrócone w stronę zapewnienia papu i innych doczesności, oraz sztucznego spokoju i ugrzecznienia, a nie w stronę rozwijającej się latorośli. Z pewnością nie jestem przypadkiem odosobnionym, bo...tak widocznie miało być. :)

Rozdarcie między mną prawdziwą a byciem grzeczną dziewczynką/gospodynią trzeba było również wyplewić z grządki życia, bo przecież naturalnym jest bycie  szczęśliwym, a nie ciągłe darcie szat. Bo ile można chodzić świecąc tyłkiem? ( ukłon w stronę dziurawej odzieży). I tu mogę sobie podziękować za odwagę . Jak się okazało wraz z kolejnym przykrym doświadczeniem, które ( nota bene)wyszło mi na zdrowie, odkryłam swoje własne pokłady dobrego wychowania ( i nie tylko). Te wewnętrzne. Prawdziwe. 

                                                                ***

Tak mi minęło życie - na ciągłej walce z samą sobą. A dokładniej - na walce z tym co wewnętrzne z tym co pochodzi z zewnątrz. A bezpośrednia przyczyna tego całego zamieszania leży oczywiście poza  mną i wynika z niewiedzy, że : gdy ktoś jest ze swej natury dobrze wychowany - to wszelkie zasady zewnętrzne są zbędne.( I dlatego lepiej unikać zbędnych gestów, które z jednej strony oznaczają ok, a z drugiej - że jest  0 ( do niczego).

 Jaka puenta?

Z pewnością jest grupa osób, które muszą mieć wszystko podane na tacy, żeby uniknąć meandrów życia. A jeżeli nie, to potem za kilka lat - już tylko z górki... Deprecha gotowa. A jak jest się zdołowanym, to nic nie dociera i nie ma wewnętrznej motywacji by coś z tym zrobić. Tym bardziej gdy motywuje otoczenie( np.rodzina), któremu się to całe zamieszanie zawdzięcza.

Ps. Tym razem tekst Hegemona ( https://www.swiathegemona.pl/przyjaciel-odchodzi/#utm_source=rss&utm_medium=rss&utm_campaign=przyjaciel-odchodzi)poruszył strunę, więc, pojechałam z tym gipsem... :)

O parciu badyla na liczenie.

 Wstałam, pomyślałam o wczorajszym wpisie i już prawie chwyciłam pana boga za nogi, bo mi przyszedł do głowy kolejny temat, a tu doopa z króla. W momencie opuszczenia łazienki, razem ze spuszczaną wodą, odpłynął pożądany niedzielnie zalążek postu.

W czasie śniadania, olany wcześniej niefortunnie temat powrócił. Odpalony laptop zadrżał na samą myśl o ...Tymczasem, jak to mam w zwyczaju, sięgnęłam do  wczorajszego posta, żeby szukać natchnienia. I znalazłam. Pominę tym razem analizę logo NIK-u i jego nawiązanie do " Polski w koronie" i jak zauważyła Jotka- arystokratyczno-ozdobnego charakteru. Co przykuło moją uwagę tym razem? Nie guzik pod krawatką, który wychylił nosa, ale moja osoba! Pozostając w cieniu marynarki mówcy, odbiłam się na zdjęciu w czasie jego robienia. No i mam, wyszło szydło z worka. Najwyraźniej , a raczej dość niewyraźnie- mam parcie na szkło!

I właśnie sobie przypomniałam, co jeszcze chciałam napisać. Nie wiem jak pozostali piszący prywatnie ( nie na zlecenie), ale zauważyłam , że w moim przypadku jest zasadnicza różnica między życiem blogowym, a rzeczywistością. Będąc szczerą do bólu...tu mogę rozkwitnąć w każdej chwili, a życie to suchy badyl  wystający z ziemi. Jeszcze tkwi w niej korzeniami, ale na oko widać, że nic z niego już nie będzie. :)

Ps. Ciekawe ile wyszło znaków? Na setkę to nie wygląda...liczyć mi się nie chce, a zapomniałam gdzie jest licznik znaków. A może, tak po prostu, w ogóle lepiej nie liczyć na nic, prócz kasy przy kasie?

15 maja 2021

Takie tam o pod/oglądaniu telewizji.

 Tym razem z całkiem innej beczki...

Oglądam i słucham wiadomości z różnych stacji TV. Ponieważ ostatnio nie robię zdjęć podczas spacerów, więc zrobiłam zdjęcia z odbiornika telewizyjnego. Treści można się po części domyślać, ale przecież nie o to chodzi. Moje zainteresowanie wzbudziło hmmm...logo* ? NIK-u. (czy jak to się poprawnie nazywa?). Patrzę, patrzę i oczywiście pierwsze co mi przyszło na myśl, to skojarzenie ze znaną marką kojarzoną ze sportem, a mianowicie z... Adidasem. Korona jak się patrzy, pod spodem skrótu - liniowe zawijasy na różnych poziomach.

Jakiś ptaszek przyczepiony do I z orlim nosem, a może nawet to pochylony gołąb z rozpostartym skrzydłem?

Zawijasy pozwalają doszukać się nowego wyrazu ONIKO, a dolne narzucają skojarzenie z zawiłością prawa i paragrafów. 

Ale pal licho moją wyobraźnię, bo ciekawe co by powiedział grafolog w tym temacie. Bo przecież z pewnością do pewnych zawodów (czy prac) potrzebne jest posiadanie określonego profilu psychologicznego...**

Telewizję przecież też można oglądać na różne sposoby. :)



 * logo https://pl.wikipedia.org/wiki/Logo_Wikipedii

** inne przydatne informacje: profiler https://www.gowork.pl/blog/kim-jest-profiler-i-jak-nim-zostac-zarobki-profilera-policyjnego/

14 maja 2021

Od seksizmu do recepty na mezalians.

Na wstępie dziękuję: Asenata, Boja i Andrzej Rawicz( Anzai) za komentarze ( tekst o bucach), bo są wybitnie inspirujące. Tyle, że jak tu zgrabnie ująć w całość takie kloce jak:

a.  poczucie własnej wartości

b. lęki osobistego ego-umysłu

c. seksizm*

d.  zasady dobrego wychowania (czyli  grzeczna dziewczynka i grzeczny chłopiec)

Nie będę odkrywcza, że to wszystko to wina....poprzednich pokoleń. A więc drzewa genealogicznego i ziemskiego pochodzenia człowieka. Ewolucja  związana z rozwojem cywilizacyjno-technologiczno-cyfrowym ( nie będę bardziej  rozdrabniać) nie poszła w parze z ewolucją świadomości  u wielu osobników, właśnie z  powodu tejże genealogii, czyli zejścia z drzewa, a nie zstąpienia z Niebios ( jak ma to miejsce u Kosmitów**). Proces równouprawnienia przebiega powoli i ma postać ukrytej bądź jawnej walki z zatwardziałymi zasadami przekazywanymi z pokolenia na pokolenie. I co zrobisz? Nic nie zrobisz. 

 Zasady dobrego wychowania chwilowo wprowadzają w błąd otoczenie, ale potem pojawiają się sytuacje życiowe i wychodzi szydło z worka. Więc albo pozostaje  ewakuacja z chorej relacji, albo...zaciskanie zębów i nocny bruksizm***, zamiast radosnych orgazmów i porannego szczebiotania..

Seksizm doskonale przykrywa skrzętnie skrywane osobiste ego-lęki, bo daje pozorną przewagę nad kimś. O iluzorycznym dowartościowaniu się nie wspomnę.

Tymczasem chcąc przyjrzeć się naszym ziemskim relacjom - tak w ramach prewencji, można sięgnąć do wiedzy z Chin, zwłaszcza wtedy gdy zawodzi nas intuicja ( oj, dałam sobie w kość) . Wg. feng shui mamy takie żywioły: ogień, drzewo, woda, metal, ziemia. I to jak one na siebie wzajemnie oddziałują, ma znaczenie w relacjach międzyludzkich. Tym bardziej, że każdy z nas jest przypisany do określonego żywiołu. Cyt:

"Pomiędzy pięcioma żywiołami istnieje zależność nazwana cyklem twórczym oraz cyklem destrukcyjnym. O co tu chodzi? Wyjaśnienie jest bardzo proste. Otóż, kiedy żywioły są w równowadze, wtedy mówimy o cyklu tworzenia, bowiem jeden żywioł tworzy następny, niejako go odżywiając. Drzewo – poprzez spalanie – żywi ogień. Ten z kolei wspiera energię ziemi, użyźniając ją popiołem. Ziemia rodzi metal, który następnie pobudza wodę, a ona daje siłę drzewu.

Co się jednak dzieje, gdy równowaga między żywiołami zostanie zachwiana? Wtedy tworzy się cykl destrukcyjny. Gdy drzewo staje się zbyt silne, zaczyna niszczyć ziemię, która traci składniki odżywcze. Kiedy za silny staje się ogień, zaczyna topić metal. Nadmiar energii ziemi wchłania wodę. Gdy energia metalu jest większa, niszczy drzewo. Natomiast zbyt silna woda gasi energię ognia. Aby zakończyć ten cykl destrukcji i zmienić go z powrotem w cykl tworzenia, należy zrównoważyć energię." ****


Kosmici nie mają z tym problemów, ze zrozumiałych względów. No i jedno jest pewne, o czym od dawna mówili mityczni bogowie: człowiek z człowiekiem zawsze się dogada, tak jak Kosmita z Kosmitą. Ale ciężko o porozumienie w relacji człowiek- kosmita, bo albo trzeba wznieść się ponad swój poziom ( człowiek), albo zejść na ziemię ( kosmita), co dla obu stron nie jest wygodne. Więc na cholerę? Od zawsze przecież wiadomo było, że związek ludzi z bóstwami to mezalians... :)

 

*https://www.google.com/search?q=seksizm+definicja&ie=utf-8&oe=utf-8&client=firefox-b

Seksizm został zdefiniowany jako "każde działanie, gest, wizualna reprezentacja, wypowiedź ustna lub pisemna, praktyka lub postępowanie oparte na przekonaniu, że osoba lub grupa osób jest gorsza z powodu swojej płci, występujące w sferze publicznej lub prywatnej, online i offline".30 mar 2019
 
**tu: określenie  człowieka inaczej patrzącego na życie ,
 
***Bruksizm określa się jako patologiczne tarcie zębami żuchwy o zęby szczęki. Tę przypadłość zalicza się do parasomnii, czyli grupy zaburzeń, które występują lub nasilają się w trakcie snu, przed zaśnięciem lub podczas wybudzania się.
****https://astroweb.pl/piec-zywiolow.php
 

12 maja 2021