29 lipca 2021

Takie tam skojarzenie fit z koanem. *

 "......nie trzeba przejmować się tym jak ludzie oceniają innych"- to jedno z tych zdań, które wśród wielu innych znalezionych w różnych pozycjach książkowych- skłaniają do zastanowienia . Osobiście wolę taką formę ćwiczenia umysłu niż wszelkiego rodzaju krzyżówki, sudoku  czy co tam jeszcze jest... Bo dlaczego by nie. Jest jeden mankament- dla jednych, a dla innych -plus. Trzeba mieć czas na zastanawianie/ analizę / medytację/ nad wybranymi zdaniami, więc rekordów czytelnictwa z pewnością się nie pobije. Za to jest duża szansa, że w ten sposób można skłonić ciało  do chwilowego wyciszenia. Zamiast więc rozpamiętywać przeszłość i grzebać we wspomnieniach wspaniałych chwil, lepiej zaprosić kogoś do rozmowy na dany temat ( a nie do dyskusji o tym kto ma rację) lub zrobić sobie indywidualny fitness dla szarych komórek. :)

Tymczasem, zastanawianie się nad jakimś pojedynczym stwierdzeniem, które przykuło naszą uwagę, pozwala na skupienie się na chwili obecnej i sobie (od wewnątrz)  by rozwiązać problem. W ten właśnie sposób porządkujemy się wewnętrznie. Ten sam proces ma miejsce gdy piszemy swoje przemyślenia na dany temat np. w poście.

Jest jeszcze jeden plus- w czasie gdy jesteśmy skupieni na sobie od wewnątrz, zwykle nie mamy odruchu sięgania po smakołyki lub inne lodówkowe delicje. Jest więc spora szansa, że przy okazji uwolnimy się od nawyków, które nie sprzyjają w podtrzymaniu pożądanej przez nas wagi. Wagi, która nam indywidualnie nie będzie szkodzić ( np.obciążenie układu kostnego i inne schorzenia ) i przeszkadzać w wykonywaniu codziennych czynności. Tym właśnie jest dla mnie bycie fit.

Ps. Wpis nie byłby pełny, gdyby nie padło tu słowo koan*. 

I warto zerknąć na stronę https://kartkazbrulionu.wordpress.com/. Jest nad czym myśleć...


* https://pl.wikipedia.org/wiki/Koan

Koan to szczególne ćwiczenie dla umysłu, poza myśleniem, które zalecane jest uczniowi przez mistrza chan. Specyficzna konstrukcja koanu przeczy logicznym założeniom, a tym samym uderza w przywiązania i przyzwyczajenia człowieka. Pierwotnie zwrot ten odnosił się do dokumentu z oficjalną transakcją lub do przypadku, który ustalił precedens prawny.

Zwyczajne ludzkie rozumowanie polega na budowaniu jednej rzeczy na szczycie innej, czyli jest dodawaniem czegoś do już istniejącej i umysłowo postrzeganej wiedzy. A więc jest również cofaniem się do przeszłości. Ma to swoje zalety, ale i wady. Między innymi to stałe stopniowanie powoduje, że umysł porusza się w sferze pojęć i wyobrażeń, traktując je jako konkretne zjawiska. Tak naprawdę porozumiewamy się z innymi słowami, określającymi pewne pojęcia, których właściwie nie rozumiemy. Nie są to nasze słowa, nasze nazwy, nasze pojęcia i zjawiska. Równocześnie umysł zmuszony do ciągłych rozróżnień: złe–dobre, brzydkie–piękne, moje–twoje – wpada w schematy i coraz bardziej się ogranicza. Każda informacja przechodzi przez raster przyzwyczajeń, przywiązań, chęci i niechęci, i zostaje przekłamana; większości informacji nie zauważa nawet nasza świadomość, mimo tego, że zostały postrzeżone.

Mistrzowie chan po to pracowali przez kilkaset lat nad koanami i techniką ich użycia, aby wyzwolić człowieka ze schematów, w które wpadł jego umysł oraz z nieprzetworzonych i nieprzyswojonych przez niego pojęć i abstrakcji.

 


27 lipca 2021

Nic śmiesznego to tylko o... podążaniu za dzieckiem.

Było, minęło. Czasu kijem się nie zawróci, tak jak i wody. Popełnione błędy wychowawcze z czasem dadzą o sobie znać i nie pomoże bicie się w piersi. Ale co tam. W sumie każde pokolenie  ma swoje wady i zalety, które uzależnione są w pewnej mierze od czasów w jakich się żyje i dorasta, a nie tylko od stworzonych przez rodziców/ opiekunów/państwo warunków do indywidualnego rozwoju. 

Okres odbudowy państwa ze zniszczeń wojennych mamy już dawno za sobą, przeobrażeń ustrojowych związanych z demontażem żelaznej kurtyny również . Nastał wreszcie okres upragnionych swobód i długo oczekiwanej wolności gospodarczej. Doczekaliśmy się wreszcie  urlopu tacierzyńskiego i rodzinnego dodatku wspierającego   (500+). Nareszcie są warunki by stworzyć  szeroki wachlarz możliwości poznania zdolności lub beztalencia potomstwa. Pytanie tylko czy jest na to czas i cierpliwość?

Czas na obserwację dziecka podczas zabawy i podczas innych zajęć domowych/niedomowych. Czy chce nam się dostarczać nowych bodźców w celu poznania/ rozwijania aktualnych zainteresowań dziecka? A może wolimy/musimy pozostawić to odpowiednim placówkom i umyć ręce, ograniczając się do weekendowo-świątecznych wypraw w znane/nieznane ?

Czym jest podążanie za dzieckiem ( wg.mnie)? Jest ono obserwacją dziecka podczas wspólnie spędzonego czasu i dostarczanie/stwarzanie możliwości do rozwijania rozpoznanych przez nas zdolności, predyspozycji i zamiłowań. Oczywiście wszystko do czasu. 

I chociaż zawsze pozostaniemy dziećmi, to i tak kiedyś przyjdzie czas żeby dorosnąć i wreszcie zrobić użytek też z tego  co o sobie wiemy . Oczywiście o ile będziemy mieć ku temu warunki. 

Ty durniu/blondynko/ palancie/idiotko może nam zatem towarzyszyć do końca życia, zwłaszcza gdy wyrzucamy coś sami sobie. Samokrytyka pod własnym nosem jest bowiem o wiele łatwiej przyswajalna niż wtedy gdy słyszymy ją z ust innych, np. przyłatanych rodziców (przełożonych) w wieku dziecinnym (w porównaniu do naszego rocznika), od własnych dzieci, które wybiły się na niepodległość na naszych lub cudzych ramionach i mają krótką pamięć, od współmałżonka/partnera życiowego z przerośniętym ego zamiast z rozkwitłym w całej okazałości poczuciem humoru i własnej wartości.

Ale przecież to nic nowego...to tylko taka spóźniona  refleksja . Zresztą już wspominałam, że mam spóźniony zapłon. 

Ps. Może nawet jeszcze napiszę coś  w odpowiedzi na komentarz Stokrotki? "....nie trzeba przejmować się tym jak ludzie oceniają innych...." A może i nie napiszę? Przecież nie tylko ciało ma być fit, ale i mózg też. Więc lepiej  samemu zastanowić się jak to z tą oceną jest. Podobno myślenie nie boli... :)

Tymczasem nasunął mi się inny wątek : o modzie na fit . 

Na własnej skórze przyszło mi kiedyś doświadczyć czym jest połączenie niskiego poczucia własnej wartości z rzeczywistością tj. z oceną ( wypowiedzianą w dobrej wierze) innych na mój temat. Wyszedł z tych składników niezbyt smaczny shake....

26 lipca 2021

Takie tam skojarzenie o robieniu na przekór.

Kiedy ktoś ci mówi, że "masz kwiatki w głowie"- nie przejmuj się, tylko  ruszaj w stronę ogrodu i Natury.

Kiedy ktoś ci mówi, że "nic z ciebie nie będzie"- nie przejmuj się, tylko sprawdź swoje możliwości w sporcie.

Kiedy ktoś ci mówi, że "jak można  tak nie myśleć" - nie przejmuj się i bierz się za majsterkowanie.

Kiedy ktoś ci mówi/ daje do zrozumienia, że "jesteś durniem/ głupia" - nie przejmuj się i bierz się za własny interes/szukaj hobby.

Kiedy ktoś ci mówi, że masz "słomiany zapał" - nie przejmuj się, służby mundurowe czekają.

Co tam jeszcze można by było dodać do tej mobilizującej motywacji?

22 lipca 2021

Z życia wzięta cz. 6. Problemy z zasilaniem.

 Były już problemy z liczeniem w tytule, więc nawiążę bezpośrednio do tematu. I chociaż nie będzie o siłach jakie należy włożyć do kopania dołków we własnym bądź cudzym ogródku, to warto mu się przyjrzeć ze względu na skalę. A skala dotyczy dwóch, a nawet trzech ogródków, do których wrzuca się węgiel, zamiast kamyczki na skalniak. 

Chodzi o, z deka już podstarzały,  konflikt z Czechami ( i po części z Niemcami) o Kopalnię Turów*. Zagłębiłam się najpierw w artykuł ( ukryty pod gwiazdką) na odpowiednią głębokość,żeby nie palnąć jakiegoś babola i znalazłam potrzebne informacje:

1. " Główną przyczyną podnoszoną w pozwie jest negatywny wpływ kopalni na regiony przygraniczne, gdzie zmniejszył się poziom wód gruntowych."*

2. I  takie info z 8 czerwca br.**

"Wiceminister spraw zagranicznych Czech Martin Smolek poinformował, że Czechy w najbliższych dniach przedstawią stronie polskiej projekt porozumienia w sprawie kopalni Turów. Szacowany koszt porozumienia dla Polski to, tak jak zapowiadano, 40-50 mln euro."

" Czesi oprotestowali wniosek o poszerzenie koncesji wydobywczej i jej przedłużenie do 2026 roku."

 "Kompleks w Turowie to trzeci po Bełchatowie i Koninie producent węgla brunatnego w kraju. Turów zatrudnia bezpośrednio ok. 3,6 tys. ludzi, wg PGE w otoczeniu kompleksu pracuje ok. 15 tys. osób."

3. " Kopalnia Turów razem z elektrownią zatrudnia ok. 3,6 tys. osób. To dominujący pracodawca w regionie i wraz ze spółkami zależnymi i rodzinami oceniamy, że ok. 60-70 tysięcy osób jest zależnych od funkcjonowania tych zakładów - zapewnia rzeczniczka PGE."***

 Były jeszcze podawane kwoty rzędu ok. 4-5 mln euro dziennie za niewykonanie wyroku TSUE.

I tak sobie pomyślałam , jak to tylko baba potrafi, że co by było gdyby zamiast płacić kary państwom ościennym ( jakby co), władować część tej kwoty w ludzi  i restrukturyzację? A resztę przeznaczyć na zakup potrzebnej energii, dopóki nie powstaną własne alternatywne rozwiązania, które zastąpią dotychczasowe źródła energii?

 Przecież mogę sobie czasem pobujać w obłokach? Od tego mam przecież fotel...


*https://businessinsider.com.pl/wiadomosci/spor-polski-i-czech-o-turow-o-co-chodzi-w-tym-konflikcie/kckcmpf

**https://300gospodarka.pl/news/turow-kopalnia-5-mln-czechy-tsue

***https://www.money.pl/gospodarka/kopalnia-turow-do-zamkniecia-los-nawet-70-tys-ludzi-jest-zalezny-od-jej-funkcjonowania-6642079943785088a.html

21 lipca 2021

Z życia wzięta cz.5. Problemy z koncesją.

Trwają przepychanki w sprawie koncesji dla TVN-u.Proponuję alternatywne rozwiązania nie wymagające kontaktu bezpośredniego:

a. pociąganie za sznurki

b. przeciąganie liny

c. dolewanie oliwy do ognia

d. potępianie w czambuł

e. robienie zważonych min

Jest szansa, że  metoda e. zadziała, bo przecież po coś Temida nabyła wagę...Niech z niej zrobi wreszcie właściwy użytek. W przypadku problemów ze zgodnością pomiarów między ilością za i przeciw można skorzystać z Rad/wag - polskiego pochodzenia.

Punkt c. to kiepski wybór, bo z rzepaku  oliwy się nie zrobi, a jedynie olej, a tego szkoda do ognia. Lepiej posmarować właściwe ręce. Tym bardziej, że i do umycia rąk po wszystkim znajdą się chętni . 

Pociąganie za sznurki ( a )może się sprawdzić, gdy nie będzie wiadomo kto za nie pociąga . Zatem winno się to robić z ukrycia, w masce lub w przezroczystej przyłbicy, żeby nikt nie mógł powiedzieć, że zrobił to jakiś jeden czy drugi zakuty łeb.

O przeciąganiu liny(b) można tylko pomarzyć, bo większość woli przeciągać strunę. Wiadomo dlaczego-sami gracze. Tylko tak jakoś zgrać się nie mogą. Może dlatego, że lubią na zimne dmuchać i mają większą wprawę na dętych? A może nadstawiają ucha nie tam gdzie trzeba?

A najlepiej to skorzystać z opcji d  jak leci i mieć wszystko w nosie. Za wyjątkiem ,oczywiście, much. Te trzeba pozostawić w spokoju, bo one najlepiej wiedzą co zrobić z wszelkim* .............. i np.kompostem czy  też ranami**.

* wstaw brakujące słowo

**https://www.youtube.com/watch?v=dcyJ7Cl_MHo

19 lipca 2021

Nic śmiesznego, to tylko o.... cnotach .

 Cnotliwy temat oklepany w telewizji i w internecie, trafił  wreszcie na tapetę pod moją strzechę.

 Dążenie do szczęścia i prostoty jest, jak się okazało po latach  doświadczeń, moim naturalnym stanem, więc staram się trzymać z daleka od wszystkiego co jest ze mną niezgodne. Przecież nie robię nic innego niż pozostali....i jest to niewątpliwie cnota uniwersalna. 

I tak by się przynajmniej zdawać mogło, zwłaszcza gdy weźmie się pod uwagę, że cywilizacja posunęła się w latach, jak każde kolejne pokolenie i zmierza ku dziadostwu, o przepraszam, ku dziadowaniu, czyli przyszłej starości.

Tymczasem po latach renesansu, oświecenia, pozytywizmu i nowej powojennej Rzeczypospolitej - całkiem nienagle okazuje się, że odwieczne  dążenie do bycia szczęśliwym i zadowolonym z życia ma przysługiwać tylko jednej wybranej płci, a druga ma spełniać funkcje służebne. I to tylko dlatego, że powielany stereotyp cnót wszelako niewieścich przekazywano z pokolenia na pokolenia, z pradziadków na wnuków, z rodziców na dzieci , z matek na dzieci nienarodzone - przez całe tysiąclecia, aż do teraz.

I taki właśnie miał być początek tekstu o cnotach , ale złapałam się za głowę, potem za odnowioną cnotę i wreszcie przypomniałam sobie o  memach. Memach o Januszach i Grażynkach...Kto oglądał i czytał to wie o co chodzi. Ale do czego zmierzam...a zmierzam do imion. I nazwisk- tak przy okazji. A dlaczego?

A dlatego, że jak się przyjrzałam swoim bliższym i dalszym znajomym, poznanym w trakcie życia, łącznie z tymi z lat szkolnych, to nasunął mi się jeden ważny wniosek.

Posiadacze tego samego imienia są do siebie dość podobni pod względem cech osobowościowych i  intelektualnych oraz otwartości/ograniczoności  (= stopień elastyczności i akceptacji) na nowe.

Patrząc czysto subiektywnie, zawsze miałam bardzo dobre relacje z wszelkimi np. Ewami, Januszami, Jankami, Grażynami, Beatkami, Monikami, Zbyszkami, Grzegorzami i Tomkami, Danielami, Markami,Waldkami, Michałami,Wiesławami, Agnieszkami, Teresami, Małgorzatami, Renatkami, Andrzejami, Elami, Donatami, Dominikami,Wojciechami, Krzyśkami, Basiami, Olami,Pawłami, Przemkami, Irenkami, Izami...

Po prostu z pewną grupą imion funkcjonuję na podobnych wibracjach, ale jest też grupa imion, z którymi "nie idzie się dogadać", w ogóle. Są to dla mnie osoby z zupełnie innej bajki.

I mam w związku z tymi spostrzeżeniami, propozycję, a nawet postulat ogólnonarodowy, by najpierw przyjrzeć się imionom i cechom im przypisanym, zanim wybierze się kogoś na posła, senatora, o wyborze na ministra edukacji  naukowej czy rzecznika praw obywatelskich,  takoż nie zapominając o  liderach partii pływających czy stowarzyszeniach dla niestowarzyszonych wspólnot prezesów ...itp, itd.

I chociaż np. z Przemkami osobiście mogę się dogadać, to jest to dla każdej Katarzyny orka na ugorze mimo obopólnej sympatii. Aż podziwiam swoją imienniczkę, która figuruje w wiki  jako żona profesora ministra od cnotliwej edukacji i nauk wszelakich. Zaiste to musi z pewnością być kobieta o wielkich cnotach niewieścich, że wytrzymuje z tak wiernym, choć mało elastycznym umysłem, którego przeznaczeniem jest , jak sama nazwa/ nazwisko wskazuje( Czarnek) - górnictwo i węgiel, a nie nauka i edukacja. Bo tu potrzebny jest światły umysł....By nie rzec... oświecony, a nie ciemna masa.

Zatem proponuję przyjrzeć się jeszcze, tak przy okazji, np. panu Tomaszowi Grodzkiemu, Piotrowi Zgorzelskiemu  ( 3krotna biblijna zdrada  i zgorzel) i innym i zastanowić się czy z takimi nazwiskami, rzeczywiście nadają się na zajmowane stanowiska.Że nie wspomnę o cechach związanych ze znakiem zodiaku. Bo może zamiast grzebać w życiorysie , wystarczy spojrzeć do astrologii i księgi imion i już wiadomo, kto nami rządzi lub z kim wchodzimy w relację i czego możemy się w związku z tym po kimś spodziewać.

 Ile jest/ może być prawdy w tym co piszę? Najlepiej przyjrzeć się własnemu otoczeniu i swoim imiennikom i już będzie wszystko wiadomo...

Wiedza o imionach *z pewnością powinna być rozszerzona o wady, o których skromnie ani widu ani słychu. Być może reszta wyjdzie w praniu, gdy głęboko zastanowimy się jakie cnoty posiadają nasi znajomi, rządzący czy współpracownicy, a których cnót się nie uświadczy w ogóle. Nie tylko niewieścich . I nie tylko u siebie.:)

Dodane: Ps. Polecam też inne strony, na których jest więcej dokładnych informacji** :)

https://www.ksiegaimion.com/przemyslaw

** https://parenting.pl/imiennik

18 lipca 2021

Z życia wzięta cz.4. Babcia się buja.

 Zanim zabiorę się za oklepane już cnoty niewieście, pochwalę się dokonanym niedawno zakupem. Tak przy okazji, z okazji  niecodziennego dźwigania ciężarów znaczy się zakupów na dłużej, dokonałam wydatku całkiem luksusowego. 

Mam swój ulubiony kącik w sklepie, do którego czasem zaglądam, tak dla rozrywki . Bo przecież ileż można mieć gały wlepione w monitor? Trochę namacalności też się oczom i rękom należy, więc nogi poniosły mnie do owej sklepowej zatoczki. A tam, zachęcając kolorem "poszycia" stało, a raczej leżało coś  zbliżone kształtem do wełnianej skarpety będącej w letargu po długotrwałym praniu w zatłoczonym bębnie. Nie mogło być inaczej...musiałam przyłożyć się do owych kształtów.  Zaległam. Stopy sięgnęły wyglansowanych płytek, kręgosłup zapadł się w dołek razem z brzuchatym wałeczkiem. Jest dobrze pomyślałam. Brzucha nie ma jest tylko poprzeczna kreska.Głowa  nieco nienaturalnie wysunięta w przód dawała nadzieję, że prędzej spadnie na klatkę piersiową niż odchyli się niebezpiecznie do tyłu, przerywając smaczny sen. Ogólnie  mówiąc, nie byłam zachwycona ergonomią , ale od czego są poduszki? Upcha się tam i ówdzie i będzie git -pomyślałam , chociaż ciągle nie mogłam zrozumieć, dlaczego taki a nie inny kształt. Wstałam, obejrzałam konstrukcję i wreszcie zajarzyłam...o co chodzi.  Nareszcie ! 

No i przytargałam do mieszkania wersję light fotela na biegunach i od tamtej pory 'bujam się sama'. Nie ściągnęłam chwilowo pozostałych foliowych zabezpieczeń, bo miejscem docelowym tegoż sprzętu rekreacyjnego jest balkon. Tak się bujam.... ;-)

Instrukcja obsługi : 

1.Siadać z wielką ostrożnością na samym brzegu przy dolnej załamce, bo jak nie, to dostaniesz w łeb górną częścią, która się złoży. Zagrożenie to jest tylko do czasu dopóki "poszycie" nie rozciągnie się na tyle, by nie składać się podczas siadania delikwenta żądnego bujania. Po ulokowaniu  tylnej pulpy z przedziałkiem należy ciało umiejscowić w możliwie najwyższej pozycji , by z łatwością odchylić się do tyłu, korzystając z siły rąk i zaparcia się na podłokietnikach.

2. Pozostać dowolną ilość czasu z nogami uniesionymi w górze.

3. Przenosząc ciężar ciała w stronę nóg(pochylając się) wracamy do pozycji wyjściowej. Czasem odbywa się to z wielkim hukiem, wskutek uderzenia dolnej rurki o podłoże. Ale to w sumie szczegół, bo przecież jakaś podręczna izolacja z podłożonego klapka sprawę rozwiąże.

17 lipca 2021

Z życia wzięta cz.3. Problemy z inspiracją.

 To straszne... czekam na to drgnienie emocji, coby ruszyć z kolejnym tematem jak koń pod górę, a tu nic. Powodzie w Europie mnie nie ruszyły, o tyle o ile.Bo przecież lubię wodę, więc mam ją wreszcie zgoła na wyciągnięcie ręki i do tego bez zagrożenia, że mnie zaleje. 

Dziś wyjątkowo, od samego rana czyhałam na temat, który  pozwoli zabłysnąć na firmamencie blogosfery, a tu nic. Kolejne prognozy pogody pana Kreta na Polsacie przeszły bez echa, potem szybkie porównanie czy w TVN patrzą równie meteorologicznie . A tu co? Aaa zakwitły ziemniaki . I do tego w Lęborku. Reklamuje je znany pogodynek-geograf z wykształcenia ( o ile dobrze pamiętam). Obok niego rozłożone skrzyneczki pełne smacznych bulw, a za plecami towarzystwo trzymające "kubełki" z frytkami od nietuska Donalda. Zabrakło mi w tym całym ujęciu przedprognozowym oficjalnego komunikatu  ze strony "pyszne .pl" . 

Oblizałam się na myśl o ziemniaczkach z mizerią i zsiadłym mlekiem, popatrzyłam z bólem na ogórka chłodzącego się w lodówce i z niesmakiem wyciągnęłam wczorajszy rosół. Nie, pomidorowej z niego nie będzie. Przecież dwa dni pod rząd to samo, to nie monotonia. To doszukiwanie się nowego smaku po dobowym  leżakowaniu (zwykle w lodówce), zwane przegryzaniem..Na szczęście dzień dzisiaj chłodniejszy, więc i rosół nie będzie wymagał by się do niego rozebrać. Na szczęście zdjęcia z tego nie będzie, a co najwyżej mogę pokusić się o zrobienie fotki składanego leżaka/fotela , nazwanego przeze mnie"bujaj się sam".  Na szczęście leżakowanie poza lodówką nie powinno mi zaszkodzić. No i tak przy okazji jest duża szansa, że też się przegryzę...