08 października 2022

Takie tam poranne ...

 Ciekawe czasy mamy...

Ewolucja dosięgnęła i moich zakupowych sympatii. Ale ceny wyrównają wszystko...

Jeszcze chwileczkę, jeszcze momencik, a sklepy będą pękać w szwach, a nie będzie co kupić.

02 października 2022

O głupotach słów kilka...

 Ponieważ moje zainteresowanie np.polityką wynosi  "tyle o ile" to mogę całkiem spokojnie napisać coś o władzy. 

Takie ogólne spostrzeżenia, żadne tam picie w jakimś kierunku, ale są pewne powtarzalne cechy, na które zwróciłam uwagę. Oczywiście nie dotyczą każdej władzy, bo jak wiadomo za pojęciem " władza" stoją konkretni ludzie( a nie jest to słowo bez pokrycia, ale za to coś za czym można się skryć) , więc od wybrańców nominowanych odgórnie lub " oddolnie" zależy później co będzie się dziać. A dziać się może różnie - zarówno na szczycie Olimpu, jak i tam poniżej. 

A że władza to szerokie pojęcie: sięga układów w rodzinie, w pracy, i innych grupowych zależności,to.....

Po wstępnym przynudzaniu nadszedł czas na konkrety. Czas dołożyć do pieca, zamiast węgla, swoje trzy grosze zauważonych prawidłowości :

1. każda władza musi się wykazać, żeby udowodnić sobie i i innym, że pracuje i nie bierze pieniędzy za darmo, co prowadzi ,w wielu przypadkach , do licznych "błędów i wypaczeń" , marnotrawienia dobra np.narodowego i innych debilnych posunięć. 

Koszty ponosi oczywiście zawsze społeczeństwo, bo przecież do władzy głupich nie wybierają...

2. wprowadza swoje rządy i " unowocześnienia", które w porównaniu do poprzedniej władzy mają wykazać jej wyższość nad poprzednikami, co prowadzi do przerwania ciągłości obranego wcześniej kierunku , zamiast kontynuować dobre a zmieniać złe ( niedostosowane do bieżącej sytuacji ekonomiczno- polityczno- społecznej)

3. zwykle ciężko jest się jej pozbyć, ponieważ ludzie pilnujący swojego nosa tj. indywidualnej sytuacji ekonomiczno-związkowo-rodzinnej nie mają czasu by zajmować się  górą, domagającą się swoimi działaniami zwrócenia na nią uwagi. Przynajmniej do czasu dopóki wprowadzone " odgórnie" zmiany nie zakłócą wypracowanej  indywidualnej stabilizacji ( protesty określonych grup) lub do wyznaczonego (odgórnie) czasu wyborów.

W ten to sposób funkcjonuje władza. Bowiem, jak wiadomo pod presją (społeczną w tym wypadku) robi się różne głupoty...Przynajmniej do czasu umocnienia się na wyżynach.  bo potem pozostaje tylko odreagować nagromadzony stres...

Ps. Gorzej/ lepiej jest gdy robi się z siebie psychola czy gdy się nim jest....będąc u władzy?

01 października 2022

Tak tylko, żeby coś napisać...

 Nie żebym miała ostatnio jakieś przykre doświadczenia i chciała to z siebie wyrzucić, ale ot tak ...bez powodu .Nagle nasunęło mi się, że , cyt. siebie :" niektórzy są jak ...nowotwór. Jedni są  złośliwi, a inni rozmnażają się na potęgę."

No i co mam zrobić, przecież nie ma w tym żadnej złośliwości, a jedynie stwierdzenie faktu. Oczywiście dylemat "co było pierwsze jajko czy kura" ( organizm czy choroba) chyba nie pozostawia wątpliwości  i w tym przypadku. Śmiem twierdzić, że jedno bez drugiego nie może istnieć, a to co zasługuje na uwagę, to czas i czynnik, który coś uaktywnia. A potem, wiadomo...trzeba myśleć jak zareagować.



28 września 2022

O błędach Natury i staniu na głowie.

 Co to ja chciałam powiedzieć/ napisać ?...

Aaaa, że czasem mam wątpliwości czy ewolucja Natury poszła we właściwym kierunku. Bo może gdyby ewoluowały ryby,a nie człowiecza małpa, to bylibyśmy już dawno w Raju z koralowcami trawiąc krzem w czystopiaszczystej postaci, a nie lizali foliowane sreberka z masełka czy wsuwali z apetytem wybrzuszone smakowicie środki spulchniające nie tylko z kurczaka czy innych produktów. Ech...

Mam jednak wątpliwość czy aby rozum i logika  nie spłatały nam figla. Bo jak wiadomo wszystko ma swój + i - . A może to wszystko to wina niepo(c)hamowanego u niektórych osobników apetytu na życie?

Wyjaśnienie całości procesu jest całkiem proste . 

Śmiem twierdzić, że gdy organizm jest w równowadze ( fizycznej i psychicznej), to i apetyt ( ten na życie  też) jest umiarkowany. A gdy apetyt jest umiarkowany to  nadprogramowe potrzeby mogą nie istnieć. 

 Niestety wraz z rozwojem ludzkiej cywilizacji ewoluuje też pojęcie " umiarkowania", a rozum w całkiem logiczny sposób uzasadnia nam swoje wygórowane żądania wobec otoczenia i samego siebie. W ten sposób dochodzi do walki wewnętrznej w człowieku, walki gatunkowej i międzygatunkowej o zaspokojenie wszelkich indywidualnych i gatunkowych potrzeb, bez względu na to czy są one  pożądane i korzystne czy  wychodzą nam (z )czasem bokiem, a nawet dwoma. 

Bo jak wiadomo wszystko co jest ponad i poniżej - wymaga uregulowania. Nie mylić ze zrównaniem...z ziemią. Wtedy jedne parametry trzeba obniżyć, a inne podwyższyć, żeby cały organizm dobrze funkcjonował, czyli wrócił na właściwe dla siebie tory.

Takie oto wnioski nasunęły mi się po lekturze własnych wyników (morfologii i innej diagnostyki). Wszak:" gdy chemia w ciele gra, to psychika nie siada!"

Ludzkość i jej  ewolucja pokazuje,że  wszystko jest odwrócone do góry nogami....

Ps. Tak się teraz zastanawiam...jaki to musi być rozstrój i demolka w organizmie , żeby człowiek zamiast o świętym spokoju myślał np. o wojnie i zniszczeniu...




27 września 2022

Niespodziewana niespodzianka.

 Czasem zdarza mi się odebrać jakąś paczkę dla córki zamówioną na mój adres, ale tym razem nikt-nic nie zamawiał, a dostałam sms o przesyłce. I do tego z informacją o jakiś zakupach poczynionych w empiku. Początkowo przyjęłam to jako żart usuwając wiadomość.

 Po niedzieli okazało się, że "książki/ paczka (  podmiot domyślny)cyt. "chcę do domu". W ten sposób ponowiono próbę kontaktu. Podany był nr.przesyłki, kod odbioru w Krakowie i jakiś tam link oraz zaproszenie do skorzystania z rabatu 20%. 

Znalazłam tel empiku, wysłałam im sms z całkiem innego nr.tel.  podając namiary paczki , o którą nie zamierzałam zabiegać. Wycieczka do Krakowa może i byłaby miła, ale ..." nie dla psa kiełbasa ( wieprzowa) więc... głupiemu radość.

Ps.  A może.... są to wymyślne sposoby zdobywania  klientów...? A może .... była to zwykła pomyłka w cyferkach?

21 września 2022

Nic ciekawego...to tylko o słabości konsumpcyjnego ducha.

To co da się zauważyć, bezsprzecznie, to ciągły wzrost cen. Wraz z nim, niestety, wzrósł mój apetyt. Spoglądam na siebie z lekkim niedowierzaniem, bo jak tak można. Co za słabość ducha! Zamiast zaciskać pasa, postanowiłam trzymać portki w zębach i patrzeć ile jeszcze we mnie wlezie przed zimą. Wszak dobrze byłoby nabrać właściwej tkanki, ale tylko tyle by nie trzeba było zmieniać rozmiaru czegokolwiek prócz dziurki w pasku . No i zaczęłam jesienne szaleństwa zakupowe. 

Zamiast "śledzika na raz", który nota bene, jest raczej na mój jeden ząb, kupiłam pół kilo matiasów ( potem przeliczę ilość) .Na dwie kolacje powinno wystarczyć. Niestety, śledzi  nie doczekał sos tatarski, który zużyłam wcześniej zamiast majonezu ( kupiony jeszcze po starej cenie) więc pozostaje mi zanurzyć się w jego wspomnieniach podczas kolejnej śledziowej uczty. 

Herbatniki  petitki 40 g + (w ramach promocji), mają stanowić zadośćuczynienie dla podniebienia  łaknącego czasem odmiany. 

Zabezpieczyłam również swoją żytnią potrzebę. 0.5 kg płatków  zamiast 0,5 l to chyba dobry zamiennik?

Z politowaniem skonfrontowałam cenę "miksełka" z niektórymi margarynami i wyszło mi, że chyba w ogólnym rozrachunku zdrowotnym wyjdę na swoje. Więc zwyciężyły tym razem prostopadłościany zawinięte w  przysłowiowe "sreberka".

Nie umknęły mojej uwadze zasmażane buraczki z cebulką i inne....ulubione / osławione wiórki, świetnie nadające się do zrobienia barszczu czerwonego na szybko. Są dla mnie tym czym dla innych " śledzik na raz". A tak. Taki słoik buraczków ( tych zasmażanych) to wciągam na raz. Jako drugie danie. Wspieram w ten sposób ostatnio swoją morfologię, nieco zubożałą po odbytych właśnie prześwietleniach.

No i pozostały ...soki. 

Ponieważ wyciskanie soków  na masową skalę pozostawiłam innym, pozostało mi jedynie poprzebierać w firmach, cenach i zawartości cukru. Pomijam sok pomidorowy, bo ten to zwykle biorę w ciemno, zwłaszcza dopóki nie zmienią ustawienia asortymentu w sklepie. Po omacku. to i tak  będziemy się przemieszczać gdy się świeczki w domu skończą i będzie dobrowolne odgórne zaciemnienie....

A na deser oczywiście...wpis. Trzeba pisać póki jeszcze można korzystać z prądu dla celów prywatnych, bo rokowania są kiepskie....

Ech,że też nie mogę pisać na zapas...Na cholerę ma się coś zestarzeć przedwcześnie lub stracić na ważności/aktualności i być więcej niż niestrawne?

Przecież lepiej jak się coś zestarzeje już po konsumpcji....



18 września 2022

O piekielnych surowcach i reinkarnacji.

 Z wrzosami wiąże się wiele różnych przesądów, więc postanowiłam sprawdzić na własnej skórze ile w nich prawdy. Niewątpliwe jest to, że rzuciły na mnie urok. Najprawdopodobniej nie tylko wskutek wchodzenia na stronę blogerki ( tu: https://wrzosy.wordpress.com/), ale może coś wisi w powietrzu? Jak by nie patrzeć, to co nieco pasują  do poruszanego tematu, ze względu na ich symbolikę* ( 1. zdj.z błyskiem, 2- bez lampy).



 I skoro już posłodziłam ten post, to czas na powrót na ziemię. Oba kwiatki wsadziłam do jednego naczynia upychając ziemię i postawiłam w zasięgu wzroku. No i mnie naszło...a raczej natchło .... ;-) ...z tą ziemią.

Jak wiadomo, ze względu na toczący się konflikt, mamy niezłe chocki-klocki i zawirowania energetyczne. Różnego rodzaju. Z żywnością, chorobami i energią. Kupę pokładów węgla na terenach Polski, które najprawdopodobniej będą zalegać pod ziemią, trochę własnego gazu czy innych drewnianych surowców energetycznych, w tym owiany sławą chrust.

I tak sobie pomyślałam, nawiązując do wpisu " (Nie)boski misz-masz medialny" , że kto wie czy wskutek reinkarnacji, w przyszłym wcieleniu - jeden czy drugi człeczyna nie stanie się takim właśnie energetycznym surowcem....Jedni będą leżakować latami jako skamieniałości, a inni trafią do pieców grzewczych, czy innych pomp ciepła, zwanych religijnie piekielnymi kociołkami lub zajaśnieją fioletowym światłem kuchenki gazowej/ piekarnika podgrzewając wodę lub pokarm dla swoich niesubordynowanych następców lub dając pachnący wypiek pozostałym , innego karmicznego przeznaczenia.

Także, wiadomo już dlaczego kontroluje się szczelność różnych instalacji....może dlatego, że niektórzy ciągle uciekają przed swoim przeznaczeniem? Nawet tym duchowym....

A taki np. diamencik czy inny kryształ górski, zebrane z pietyzmem roślinki - oprawione, oszlifowane, poddane np.obróbce bębnowej, zatopione w żywicy, po lekkich zawrotach głowy i dentystycznej/ jubilerskiej ręcznej obróbce, lądują na aksamicie , czy na innych piersiach/ w uszach/ na ręce i nic tylko słuchają samych zachwytów nad sobą...

Przy takiej perspektywie to chyba warto się zastanowić kim chciałabym być w nieoznaczonej przyszłości...

 

*https://www.wrozka.com.pl/magia/magia-przedmiotow/7826-jezyk-symboli-wrzos

 https://abcflorysty.pl/znaczenie-kwiatow-co-oznacza-wrzos/


 

 

 

12 września 2022

Czarna owca i ankieta 40 +

 Czekam na wynik kobiecego badania, mam do zrobienia kolejne podstawowe i planowaną wizytę u specjalisty.

Póki co odbyłam pielgrzymkę pieszą do przychodni, aby zamiast zostać zbadaną i dostać skierowanie na RTG, dowiedzieć się że trzeba zrobić kompleksowe badania na NFZ , bo kto to widział, żeby tyle czasu nie dbać o siebie, że wszystko musi oczywiście przejść przez komputer(internet) i profil zaufany, oczywiście po wypełnieniu odpowiedniej ankiety 40+. Inaczej ni ch..a. 

Skończyły się skierowania odręczne na badania diagnostyczne, za wyjątkiem RTG ( na szczęście dostałam kod).

W związku z powyższym doszłam do wniosku, że bliżej mi do opuszczenia tego padołu, niż myślałam. Postanowiłam, że zafunduję sobie niezbędne badania prywatnie, i tylko na mój prywatny użytek żeby wiedzieć w razie czego z czym  mam stanąć oko w oko, także podczas prywatnej wizyty u lekarza.

Pomijam fakt, że muszę dymać kawał drogi autobusem na RTG, bo przychodnia ma podpisaną gdzieś tam dalej umowę, zamiast móc zrealizować zakodowany cel w dowolnym najbliższym pacjentowi punkcie, bo raz na 10 lat dobrze byłoby skontrolować czy mam czym oddychać, czy dycham ostatkiem sił...Więc muszę znaleźć czas. Nie ma przeproś.

Przy tych wszystkich przepychankach internetowych i próbach uszczęśliwienia/ uzdrowienia na siłę czarnej owcy 40+, coraz częściej odnoszę wrażenie, że jak nie NFZ, to banki z propozycjami zagospodarowania czasu i pieniędzy na pożyczkę, albo fotowoltaika zamiast zająć się czymś pożytecznym, sprawdzają czy jeszcze żyję lub ile mi ewentualnie zostało. 

Przecież refundowane i podobno dobrane indywidualnie szczegółowe badania  dla 40+ powiedzą wiele. A jacyś państwo , tam gdzieś, na wysokoodpowiednim szczeblu, z uciechą będą zacierać ręce prognozując na podstawie algorytmów ile zaoszczędzą kasy na  nie wydanej emeryturze z powodu wcześniejszego zgonu nieleczonego/ leczonego pacjenta, lub ile może ludzia kosztować ewentualne leczenie  i ilu osobom zagubiona owieczka zasili kieszeń zaskórniakami mniej lub bardziej opodatkowanymi. 

No i tak mi się przypomniała gra w trzy karty, w której każda karta wygrywa...Karta, a nie pacjent. W tym przypadku ...ankieta 40 +, bo pacjent za resztę i tak będzie musiał bulić z własnej kieszeni, chcąc dostać się przed np. zgonem do specjalisty. 

Najpierw głaskanko, tiu, tiu,tiu badania za darmo, refundowane przez społeczeństwo, a potem ryp po łbie i bulisz człowieku jak za ...zboże.

Więc może lepiej bez tego  darmowego lukru i cukrzenia, bo skoro mamy gospodarkę wolnorynkową....a nadmiar cukru w cukrze szkodzi?

Ps. Chciałam napisać, że współczuję sobie i wszystkim innym odciętym od darmowych badań przez np.brak profilu zaufanego , ale ugryzłam się w język i zmieniłam zdanie. Przecież jak wiadomo, nie ma nic za darmo....

Tyle tylko, że ja w to nie wchodzę... ;-)  tj. w to za darmo. Może dlatego, że wolę odejść/ żyć na własnych warunkach? 

I jak tu dogodzić wszystkim? Nie dogodzi się...