10 października 2022

Takie tam przedpołudniowe ...

 Wyrywam z rzeczywistości chwile wytchnienia i myśli, które cisną   klawiaturę...

 

Po takim artystycznym wstępie, wypadałoby sklecić coś filozoficznego... Prawie na miarę A.Schopenhauera. Ale póki co...nie omieszkałam sięgnąć do Wiki, żeby zapoznać się bliżej, ze znanym mi ze słyszenia nazwiskiem. No i... zaczynam żałować, że porzuciłam czytanie Atlasu Filozoficznego, zanim dotarłam do litery S. A tak swoją drogą, to muszę pogrzebać w podręcznym pudle czy nadal go posiadam czy grzeje półkę w bibliotece osiedlowej... Rozgrzała mnie bowiem treść w Wiki (jak niezła rozgrzewka) do tego stopnia, że nabrałam chęci do czytania czegoś więcej niż wybranych blogów i paska w wiadomościach ( tu przesadziłam, trochę więcej  nasłuchuję). 

Zatem nietoperz jak to nietoperz, ale/A. Schopenhauer to niezły Batman jest i za chwilę może się okazać, że to cała moja życiowa filozofia jest, a ja się tak pluję i męczę zamiast przeczytać co i jak, i mieć z bani całe to doświadczanie na własnej skórze. Tyle dobrego, że jest całkiem nieźle wygarbowana...

Ps. Także , tego no, Boja, dziękuję bardzo za wskazanie kierunku...

Co prawda czasu i warunków w tej chwili nie mam na poznanie czegoś głębszego niż własne ego, ale kto wie, może kiedy człek przestawi się z programu "jeść" na program "czytać", to reszta pójdzie jak z płatka?

08 października 2022

W zaklętym kręgu postępu cywilizacyjnego.

 Jak tu zacząć, skoro mam do czynienia z zamkniętym kręgiem? Trzeba poszukać właściwych drzwi ...

O są, otwarte na oścież i straszą. Straszą wysokimi rachunkami za wszystko jeszcze zanim cokolwiek się zmieni na gorsze/ lepsze. Dzięki temu czuję się przygotowana psychicznie na nadchodzące zmiany. Bo przecież tyle trąbienia musi czemuś służyć. A służy najprawdopodobniej przyzwyczajeniu człowieka do myśli o kolejnych podwyżkach cen wszelakich. 

Jak wiadomo wszystko bierze się nie bez przyczyny. Pominę w tym momencie wojenną narrację, bo jest to tylko dolanie oliwy do rozpalonego wcześniej ognia. 

A co tak naprawdę rozpala ogień w strefie komfortu współczesnego świata? Nowe wynalazki , odkrycia, unowocześnienia, oszczędnościowe technologie, itp. udogodnienia. Wskutek tego zmniejsza się zapotrzebowanie na to co starsze i energochłonne/ paliwochłonne. Ludziska zmieniając wyposażenie sprzętowe zużywają potem mniej energii/ paliwa korzystając z tego samego rodzaju osprzętowania( wyposażenia), i dzięki temu mają oszczędności, które zamiast trafić na rachunek producenta( energii/ paliw), rozpływają się niczym kamfora podczas wzmożonego konsumpcyjnego życia nie tylko na pokaz. 

W ten oto sposób poszkodowana zostaje pracownicza grupa paliwowo-energetyczna, której dochody maleją. Chcąc sobie poprawić zubożony oszczędnymi technologiami standard życia - nie pozostaje im nic innego jak podniesienie ceny na surowiec energetyczno-pociągowy/jezdny. 

Wzrost cen energii/ paliw pociąga za sobą wzrost cen na pozostałe artykuły, wyprodukowane przy ich użyciu. Tak więc podnosi nam się nie tylko ciśnienie i poziom życia ( wydajemy więcej na to samo przy starych zarobkach), ale w wielu słabszych przypadkach siada  hydraulika układu nerwowego. Tam gdzie nie ma się z czego/ do czego podnosić, bo np. do tej pory prowadziliśmy przeważnie życie na klęczkach bez szans na wstanie z kolan. Wszelkie bowiem protezy/ ortezy i inne datki i tak musimy pokryć z własnej kieszeni, chociaż wypłacają je Mopsy, gopsy czy inne zwierzęta. Wówczas zmiana pozycji z klęczącej na czołganie i pełzanie nie będzie grozić większą kontuzją. A z pozycji leżącej to już można na spokojnie wołać albo o podwyżkę zarobków/ rent/emerytur ewentualnie o pomstę do nieba. A to kiedy będziemy wysłuchani zależy od czasu w jakim zostaną wprowadzone kolejne postępowo- oszczędnościowe technologie. A że postęp zwykle odbywa się skokami, to zanim nastąpi kolejny skok nastąpi wyrównanie zaburzonej gospodarki cenowej. Hurra! A wtedy....

...znowu będziemy chodzić na kolanach, stać mocno na nogach lub balować/ bujać w obłokach np.na paralotni z odwłokiem do góry i patrzeć słońcu prosto w twarz. Przynajmniej dopóki nie nastąpi nowa technologiczna era i kolejna podwyżka cen. I tak w koło... Macieju.

 

Takie tam poranne ...

 Ciekawe czasy mamy...

Ewolucja dosięgnęła i moich zakupowych sympatii. Ale ceny wyrównają wszystko...

Jeszcze chwileczkę, jeszcze momencik, a sklepy będą pękać w szwach, a nie będzie co kupić.

02 października 2022

O głupotach słów kilka...

 Ponieważ moje zainteresowanie np.polityką wynosi  "tyle o ile" to mogę całkiem spokojnie napisać coś o władzy. 

Takie ogólne spostrzeżenia, żadne tam picie w jakimś kierunku, ale są pewne powtarzalne cechy, na które zwróciłam uwagę. Oczywiście nie dotyczą każdej władzy, bo jak wiadomo za pojęciem " władza" stoją konkretni ludzie( a nie jest to słowo bez pokrycia, ale za to coś za czym można się skryć) , więc od wybrańców nominowanych odgórnie lub " oddolnie" zależy później co będzie się dziać. A dziać się może różnie - zarówno na szczycie Olimpu, jak i tam poniżej. 

A że władza to szerokie pojęcie: sięga układów w rodzinie, w pracy, i innych grupowych zależności,to.....

Po wstępnym przynudzaniu nadszedł czas na konkrety. Czas dołożyć do pieca, zamiast węgla, swoje trzy grosze zauważonych prawidłowości :

1. każda władza musi się wykazać, żeby udowodnić sobie i i innym, że pracuje i nie bierze pieniędzy za darmo, co prowadzi ,w wielu przypadkach , do licznych "błędów i wypaczeń" , marnotrawienia dobra np.narodowego i innych debilnych posunięć. 

Koszty ponosi oczywiście zawsze społeczeństwo, bo przecież do władzy głupich nie wybierają...

2. wprowadza swoje rządy i " unowocześnienia", które w porównaniu do poprzedniej władzy mają wykazać jej wyższość nad poprzednikami, co prowadzi do przerwania ciągłości obranego wcześniej kierunku , zamiast kontynuować dobre a zmieniać złe ( niedostosowane do bieżącej sytuacji ekonomiczno- polityczno- społecznej)

3. zwykle ciężko jest się jej pozbyć, ponieważ ludzie pilnujący swojego nosa tj. indywidualnej sytuacji ekonomiczno-związkowo-rodzinnej nie mają czasu by zajmować się  górą, domagającą się swoimi działaniami zwrócenia na nią uwagi. Przynajmniej do czasu dopóki wprowadzone " odgórnie" zmiany nie zakłócą wypracowanej  indywidualnej stabilizacji ( protesty określonych grup) lub do wyznaczonego (odgórnie) czasu wyborów.

W ten to sposób funkcjonuje władza. Bowiem, jak wiadomo pod presją (społeczną w tym wypadku) robi się różne głupoty...Przynajmniej do czasu umocnienia się na wyżynach.  bo potem pozostaje tylko odreagować nagromadzony stres...

Ps. Gorzej/ lepiej jest gdy robi się z siebie psychola czy gdy się nim jest....będąc u władzy?

01 października 2022

Tak tylko, żeby coś napisać...

 Nie żebym miała ostatnio jakieś przykre doświadczenia i chciała to z siebie wyrzucić, ale ot tak ...bez powodu .Nagle nasunęło mi się, że , cyt. siebie :" niektórzy są jak ...nowotwór. Jedni są  złośliwi, a inni rozmnażają się na potęgę."

No i co mam zrobić, przecież nie ma w tym żadnej złośliwości, a jedynie stwierdzenie faktu. Oczywiście dylemat "co było pierwsze jajko czy kura" ( organizm czy choroba) chyba nie pozostawia wątpliwości  i w tym przypadku. Śmiem twierdzić, że jedno bez drugiego nie może istnieć, a to co zasługuje na uwagę, to czas i czynnik, który coś uaktywnia. A potem, wiadomo...trzeba myśleć jak zareagować.



28 września 2022

O błędach Natury i staniu na głowie.

 Co to ja chciałam powiedzieć/ napisać ?...

Aaaa, że czasem mam wątpliwości czy ewolucja Natury poszła we właściwym kierunku. Bo może gdyby ewoluowały ryby,a nie człowiecza małpa, to bylibyśmy już dawno w Raju z koralowcami trawiąc krzem w czystopiaszczystej postaci, a nie lizali foliowane sreberka z masełka czy wsuwali z apetytem wybrzuszone smakowicie środki spulchniające nie tylko z kurczaka czy innych produktów. Ech...

Mam jednak wątpliwość czy aby rozum i logika  nie spłatały nam figla. Bo jak wiadomo wszystko ma swój + i - . A może to wszystko to wina niepo(c)hamowanego u niektórych osobników apetytu na życie?

Wyjaśnienie całości procesu jest całkiem proste . 

Śmiem twierdzić, że gdy organizm jest w równowadze ( fizycznej i psychicznej), to i apetyt ( ten na życie  też) jest umiarkowany. A gdy apetyt jest umiarkowany to  nadprogramowe potrzeby mogą nie istnieć. 

 Niestety wraz z rozwojem ludzkiej cywilizacji ewoluuje też pojęcie " umiarkowania", a rozum w całkiem logiczny sposób uzasadnia nam swoje wygórowane żądania wobec otoczenia i samego siebie. W ten sposób dochodzi do walki wewnętrznej w człowieku, walki gatunkowej i międzygatunkowej o zaspokojenie wszelkich indywidualnych i gatunkowych potrzeb, bez względu na to czy są one  pożądane i korzystne czy  wychodzą nam (z )czasem bokiem, a nawet dwoma. 

Bo jak wiadomo wszystko co jest ponad i poniżej - wymaga uregulowania. Nie mylić ze zrównaniem...z ziemią. Wtedy jedne parametry trzeba obniżyć, a inne podwyższyć, żeby cały organizm dobrze funkcjonował, czyli wrócił na właściwe dla siebie tory.

Takie oto wnioski nasunęły mi się po lekturze własnych wyników (morfologii i innej diagnostyki). Wszak:" gdy chemia w ciele gra, to psychika nie siada!"

Ludzkość i jej  ewolucja pokazuje,że  wszystko jest odwrócone do góry nogami....

Ps. Tak się teraz zastanawiam...jaki to musi być rozstrój i demolka w organizmie , żeby człowiek zamiast o świętym spokoju myślał np. o wojnie i zniszczeniu...




27 września 2022

Niespodziewana niespodzianka.

 Czasem zdarza mi się odebrać jakąś paczkę dla córki zamówioną na mój adres, ale tym razem nikt-nic nie zamawiał, a dostałam sms o przesyłce. I do tego z informacją o jakiś zakupach poczynionych w empiku. Początkowo przyjęłam to jako żart usuwając wiadomość.

 Po niedzieli okazało się, że "książki/ paczka (  podmiot domyślny)cyt. "chcę do domu". W ten sposób ponowiono próbę kontaktu. Podany był nr.przesyłki, kod odbioru w Krakowie i jakiś tam link oraz zaproszenie do skorzystania z rabatu 20%. 

Znalazłam tel empiku, wysłałam im sms z całkiem innego nr.tel.  podając namiary paczki , o którą nie zamierzałam zabiegać. Wycieczka do Krakowa może i byłaby miła, ale ..." nie dla psa kiełbasa ( wieprzowa) więc... głupiemu radość.

Ps.  A może.... są to wymyślne sposoby zdobywania  klientów...? A może .... była to zwykła pomyłka w cyferkach?

21 września 2022

Nic ciekawego...to tylko o słabości konsumpcyjnego ducha.

To co da się zauważyć, bezsprzecznie, to ciągły wzrost cen. Wraz z nim, niestety, wzrósł mój apetyt. Spoglądam na siebie z lekkim niedowierzaniem, bo jak tak można. Co za słabość ducha! Zamiast zaciskać pasa, postanowiłam trzymać portki w zębach i patrzeć ile jeszcze we mnie wlezie przed zimą. Wszak dobrze byłoby nabrać właściwej tkanki, ale tylko tyle by nie trzeba było zmieniać rozmiaru czegokolwiek prócz dziurki w pasku . No i zaczęłam jesienne szaleństwa zakupowe. 

Zamiast "śledzika na raz", który nota bene, jest raczej na mój jeden ząb, kupiłam pół kilo matiasów ( potem przeliczę ilość) .Na dwie kolacje powinno wystarczyć. Niestety, śledzi  nie doczekał sos tatarski, który zużyłam wcześniej zamiast majonezu ( kupiony jeszcze po starej cenie) więc pozostaje mi zanurzyć się w jego wspomnieniach podczas kolejnej śledziowej uczty. 

Herbatniki  petitki 40 g + (w ramach promocji), mają stanowić zadośćuczynienie dla podniebienia  łaknącego czasem odmiany. 

Zabezpieczyłam również swoją żytnią potrzebę. 0.5 kg płatków  zamiast 0,5 l to chyba dobry zamiennik?

Z politowaniem skonfrontowałam cenę "miksełka" z niektórymi margarynami i wyszło mi, że chyba w ogólnym rozrachunku zdrowotnym wyjdę na swoje. Więc zwyciężyły tym razem prostopadłościany zawinięte w  przysłowiowe "sreberka".

Nie umknęły mojej uwadze zasmażane buraczki z cebulką i inne....ulubione / osławione wiórki, świetnie nadające się do zrobienia barszczu czerwonego na szybko. Są dla mnie tym czym dla innych " śledzik na raz". A tak. Taki słoik buraczków ( tych zasmażanych) to wciągam na raz. Jako drugie danie. Wspieram w ten sposób ostatnio swoją morfologię, nieco zubożałą po odbytych właśnie prześwietleniach.

No i pozostały ...soki. 

Ponieważ wyciskanie soków  na masową skalę pozostawiłam innym, pozostało mi jedynie poprzebierać w firmach, cenach i zawartości cukru. Pomijam sok pomidorowy, bo ten to zwykle biorę w ciemno, zwłaszcza dopóki nie zmienią ustawienia asortymentu w sklepie. Po omacku. to i tak  będziemy się przemieszczać gdy się świeczki w domu skończą i będzie dobrowolne odgórne zaciemnienie....

A na deser oczywiście...wpis. Trzeba pisać póki jeszcze można korzystać z prądu dla celów prywatnych, bo rokowania są kiepskie....

Ech,że też nie mogę pisać na zapas...Na cholerę ma się coś zestarzeć przedwcześnie lub stracić na ważności/aktualności i być więcej niż niestrawne?

Przecież lepiej jak się coś zestarzeje już po konsumpcji....