30 stycznia 2026

Podwójne dno cudu ego-kółeczka.

 Teraz  dobrze by było dorzucić parę dodatkowych informacji dotyczących poniżej przedstwionego analitycznego ego-kółeczka .

 Jakie ekstra informacje mozna wyciągnąć z tej zabawy i co zobaczyć w sobie:

1. Jakie było nasze podejście do poszukiwania symboliki figur i kolorów:

a, z chęcią/ z ciekawością

b. z niechęcią

c. z musu, żeby cokolwiek liznąć w temacie

d. w ogóle mnie to nie interesuje

 Co dana odpowiedź nam o nas mówi? 

a, nie mam ochoty, bo nie lubię analizować

b. nie mam takiej potrzeby, bo znam siebie na wylot

c. nie mam czasu na duperele/ zabawy/ itp.itd.

I co ta wybrana odpowiedź o nas nam mówi?

a. czy mamy potrzebę by w to wchodzić

b. czy nie mamy takiej potrzeby

Jeżeli a/ b to co by mi odpowiadało innego/podobnego?


3. Jeżeli podjęliśmy temat zabawy  w ego-kóleczko- jakie informacje do nas napłyną:

- ilość pytań, które sobie postawiliśmy w związku z obserwowaną zagospodarowaną przez nas przestrzenią ego-kóleczek, świadczy o, np :

a. stopniu dociekliwości

 b. stopniu zainteresowania sobą i tym co w nas siedzi w środku od innej strony niż konwencjonalne środki wyrazu

c.stopniu zainteresowania daną tematyką ( kolory/ symbolika/figury/psyche/dusza itp.ego, człowiek)

d. zdolnościach/niezdolnosciach  do wyszukiwania wzajemnych zależności

e. potrzebie poznania i sprawdzenia siebie i metody na ile oddaje stan rzeczywisty naszego podejścia do życia - skłonności badawcze

f. stopniu znudzenia i znalezieniu nowego kolejnego bodźca, który na nas zadziałał ,,konstruktywnie,,

Pewnie jeszcze parę ,niewidzialnych,, rzeczy ta zabawa jak i inna- jest w stanie powiedzieć o nas....

I teraz warto popatrzeć na siebie i od tej strony:

- w jakim stopniu korzystamy z dostępnych nam źródeł/informacji i co nam to mówi o nas lub innych:

a. ograniczamy się do wybranych źródeł 

b. szukamy informacji wszędzie gdzie można

c. w ogóle- nie podejmujemy samodzielnego działania w tej sprawie

d. czekamy, liczac na ,,,cud,,

27 stycznia 2026

Zabawa w analityczne kóleczko z własnym ego -ja.

 Idąc za ciosem zabawy w kółeczko/ kółeczku.. dla wytrwałych proponuję wyklejankę.

Materiały i przygotowanie:

1.kartka papieru z bloku rysunkowego/ szary papier- sporych rozmiarów złożona na pół

2. obrysować talerzyk mniejszych rozmiarów -dwa razy obok siebie

3. podpisać okręgi( kółeczka)

po lewej- ego ja i jego pryzmat- ja zewnętrzne

po prawej - ja wewnętrzne - intuicja

4. klej w sztyfcie

Następnie:

5. pociąć papier kolorowy- mnie trafił się z zawartością 10 kolorów, w tym srebrny i złoty, fiolet i brąz)

na trójkąty, kóleczka i kwadraty ( tak pi razy drzwi) - ja pocięłam całość



6. Napisać legendę tj. co będziemy wyklejać w naszym ego- zewnętrznym i intuicyjnym kółeczku, przyporzadkowując cyfry, żeby uzgodnić ze sobą samym/mą kolejność dla poszczególnych elementów naszej ego-wyklejanki:

np. może być inna niż poniżej- opisać w podobny sposób:

np. 1.- ja

2. wiedza

3. przestrzeń materialna

4. emocje

5. doświadczenia życiowe

6. wartości i kryteria ocen

7.myśli i oceny

8. ciało fizyczne i jego biologia

9.nabyte wzorce i schematy 

7. Potem świadomie wybrać figurę w określonym kolorze, który według nas oddaje - charakter danego elementu naszego ego, czyli z jakim kolorem i figurą nam się kojarzy, np. nasze życiowe doświadczenie.
Nakleić obok albo poniżej z przyporzadkowaniem do danej cyfry. Jak na zdjęciu powyżej. Najpierw robimy to po lewej stronie.

Po prawej stronie - robimy to samo, ale losując kolorowe figury na ślepo, ktoś by powiedział na chybił-trafił, najlepiej lewą ręką - jak na metafizyczne doznanie przystało- bez zaglądania do pudełka, słoika czy kapelusza w którym umieszczona jest kolorowa mieszanka. 

8. Przykleić wybrane losowo kolory przy odpowiednich cyfrach.

9. Umiejscowić w dowolny sposób -jak nam w duszy gra-grupę figur po lewej w lewym kółeczku, a to co po prawej - w prawym.

Przykładowo, wyglada to tak:
Inny przykład:
Jak interpretować całość?
Dla ułatwienia można sobie napisać cyfry na wybranych figurach umiejscowionych w obu okręgach.
Interpretacja - wymaga sięgnięcia do znaczenia kolorów i  symboliki zastosowanych figur. 
Po lewej stronie- jakie pytania można sobie postawić:
Gdzie usadowiliśmy nasze ja? co jest mu najbliższe? co nachodzi i wykracza poza ramy, co jest obok siebie, co w oddaleniu i jaki to ma wpływ na nasze relacje ze światem zewnętrznym. Skupienie czy rozproszenie? Co się zazębia lub nie itd.

Kolory i figury -podkreślają cechy , które przejawia się w związku z danym elementem naszego ego i sytuacjami.

To co po prawej:

Oddaje stan wewnętrznej wibracji. Jak nas widzi nasz Wewnętrzny Oserwator. Znaczenie figur i kolorów wychodzi wtedy gdy porównujemy z tym co wyszło nam po lewej stronie. Co jest - jaki element naszego ego jest w zgodzie tj. w tym samym kolorze w obu kołach, 

Różnice pokazują w jakim stopniu nasz pryzmat i to co przejawiamy na zewnatrz  jest inne od naszego intuicyjnego obrazu siebie (bez ingerencji umysłu) gdy poddajemy się ,,sile wyższej,, tj. Losowi, Przypadkowi czy jak kto zwał. Nasz wizerunek kolorystyczny jest inny.

Być może stąd popłynie wskazówka z czego czerpać własną moc? Na tym etapie życia: doświadczenia, schematów i wzorców czy być dla siebie przewodnikiem ( gdy ja jest ja tj. w tym samym kolorze i figurze-po obu stronach)

A gdyby toś chciał zobaczyć swoją falę tj. na jakiej jest Hz to naklejenie na tekturę kółka i zakręcenie nim- cosik wskaże ( wersja uproszczona i zminimalizowana):

Miłej zabawy i analizy siebie. Można wierzyć albo nie....

26 stycznia 2026

O dmuchaniu i pysznościach ego-balona.

 Czuję parcie. I nie jest to związane z dolnym odcinkiem przewodu pokarmowego, ale to parcie ego-tematów domagających się ,,przyjścia na świat,,, A więc...układ rozrodczy i to co się z nim wiąże. Dzisiejsza notka będzie więc o ....dmuchaniu. 

Nadmucham własne ego i zobaczę co z tego wyniknie. Co może być początkiem?

Stwierdzenia typu: masz rację, jesteś wspaniała, itp. oraz temu niepodobne  czy jakieś  formy zachowań  np. poklepywanie po plecach, nagradzanie oklaskami itd. czyli ogólnie oceny otoczenia wyrażone w jakiś sposób, a odnoszące się tylko do jakiegoś momentu w naszym życiu/ wyrażonego przez nas zdania (zbudowanego np. w oparciu o posiadaną wiedzę, doświadczenie) czy naszego zachowania w określonej sytuacji. 

Problem tkwi w tym, że niedojrzały /nieuświadomiony osobnik - ma skłoność do rozciagania tej radosnej chwili triumfu i wyróżnienia się spośród tłumu - na pozostałe dziedziny życia/inne  sytuacje i inne otoczenie zapominając, że ...nic nie trwa wiecznie i do tego nie jest z nieskończenie elastycznej gumy, takiej żeby rozciągnąć sukces w czasie (tj.na resztę żywota ) i do tego we wszystkich kierunkach/ dziedzinach życia.

Trzymanie się kurczowe pochwał i pozytywnych w naszym indywidualnym odbiorze ocen, związanych nawet z wieloma dziedzinami życia, w których odnosi się sukcesy, nie jest niczym złym- bo tak buduje się pewność siebie i własne poczucie wartości- z jednej strony, a z drugiej strony- jako  przeciwieństwo tego waloru - możemy dmuchać własne ego. 

Kiedy robimy siebie w balona ?. 

Wtedy gdy zamykamy się na np. racje innych i stroszymy piórka , pod hasłem : bo ja wiem/ myślę/ zrobię to na pewno lepiej . W tym momencie.  Kto myśli mówi/ robi inaczej staje się wtedy wrogiem. Wyimaginowanym lub namacalnym ( w rozumieniu ego-balona). A co sie wtedy robi z wrogami ego-balona? Podejmuje się walkę. Niestety jest to walka z własnym cieniem( uzasadnienie poniżej).

Otoczenie zewnętrzne ma tylko pewien wpływ na nas. Jest to sytuacja/ używane słownictwo/ inne formy wyrazu -- a reszta zależy od nas samych. Wszak czasem zdrowo dowartościowujemy się sami, zauważając sukcesy, których nie widzą inni, bo dotyczą przekraczania własnych ograniczeń i słabości czy osiągania wyznaczonych sobie subiektywnych celów, którym otoczenie sprzyja lub niekoniecznie lub jest w ogóle niezorientowane w temacie. Gdy napotyka się przeszkody - zwykle czujemy złość lub  ekstremalne emocje sięgające zenitu ( tzw. ciemna strona mocy) -wtedy gdy mamy nadmuchany ego-balon. Bez niego jest nam łatwiej przejść do akceptacji sytuacji taką jaka ona jest.

W jakim stopniu nadmuchane , czasem do nieprzytomności ego, przejmuje kontrolę nad naszym życiem, łatwo zauważyć.....Ale nie nam.  Widzi to zdrowe, ,,puste,,( nienadmuchane w tym momencie) otoczenie.  Nam nadmuchany balon -przesłania rzeczywistość i dlatego zamiast budowania zdrowej pewności siebie- przy braku uważności- dalej robimy  siebie w balona.

W ślad za nadmuchanym ego podąża jak nieodłaczny cień - pycha. I  wychodzi z cienia z zegarkiem w ręku, w określonych sytuacjach. Czasem nawet nas wyprzedza i nadaje kierunek.......To taki nasz o-błędny GPS. Człowiek wędruje wtedy ku manowcom samotności na własnym ,,pysznym,, szczycie .

A skoro już mowa o pysznościach.....to z powodu bycia zbyt ciężkostrawnym dla otoczenia- w takiej formie tj. nadmuchanego ego-balona,, naturalną metodą jest przebicie swojego balona samemu, albo robi się to z pomocą innych-tzw. metodą konwencjonalną. Coby wreszcie zobaczyć Życie  takim jakim ono jest i odnaleźć siebie w Nim.

Podjęcie leczenia jest możliwe zwykle wtedy gdy cierpienie tak da nam popalić, z jakiegoś niesprecyzowanego ( dla nas )powodu, a tutaj ukrytego w zdaniu:,, nie umiem cieszyć się z drobiazgów codzienności,, 

 Jest to i nie jest zgodne z prawdą.

Jest- gdy przestajemy mieć/czuć potrzebę czegokolwiek/kogokolwiek.

Nie jest zgodne z prawdą-  gdy nabywamy coś lub zaspokajamy dalej swoją chęć posiadania czegoś/kogoś. Tyle, że nie czujemy z tego powodu zadowolenia lub większej radości, chociaż tak nam się zdawało. Bo co może  przebić ( być lepszym) od nas samych- skoro siebie stawiamy na pysznym szczycie? 

I kółko się zamyka.

W jaki sposób i gdzie szuka pomocy nadmuchane ego, żeby od siebie uciec- to już ...inna bajka. 

Ps. I tu powyżej mam już zaczątek następnej notki. Prawie czarny humor:

,, Nadszedł czas na zabawę w kółeczku ..z własnym ego i jego wewnętrznym obserwatorem. Jak na dzieci przystało.

A jak dorośli się bawią? - w kółko i krzyżyk.


23 stycznia 2026

O dysonansie w związkach paradoksalnych?

 W ramach przerwy od striptizu naszego ego, postanowiłam tym razem zająć się sprawą bardziej przyziemną, czyli po części wodną.

Paradoksalnie ,jeżeli miałabym sobie zadać pytanie, dlaczego chodzę na basen? odpowiedź jest jedna: żeby złapać głęboki oddech. Wyobraźnia oczywiście podpowiada czarny scenariusz utonięcia, ale ponieważ basen/zbiornik wodny/ kałuża /po części deszcz i inne pochodne wody- typu prysznic -jest dla mnie w pewien sposób ,,źródłem mocy,, - więc skoro jest okazja- to korzystam.

Po tak zawiłym początku, przejdę do równie zagmatwanego tematu, jakim jest sprawa związków partnerskich w szerokim rozumieniu tego słowa. Nie będę się wypierać, że notka na blogu Oko ( zwróciła moją  uwagę na słownictwo) i Eve Daff ( o relacjach w związku) popędziły mi kota, zatem zerknęłam przez soczewkę na mikroskopijny problem, który mackami wpił się w żywotny organizm ego-społeczny od początków jego istnienia i tkwi tam jak belka w oku . Patrzę, patrzę i co widzę?:

-schematy słowne związane z pojęciem rodziny 

-problemy prawne z usankcjonowaniem relacji innych niż przyjęty na danym terenie schemat/ wzorzec

-indywidualne ego-przesłanki , którymi szafuje się lub nie w celu ustanowienia status quo - odpowiadającego na ego-subiektywne potrzeby.

Ponieważ kontrowersje budzą dotychczasowe projekty, zdecydowałam sie wyjść z cienia, ze swoją medi-a-cją, mimo że wiek średni już za mną ( medium) i średniowieczny umysł też, Ponieważ operuję za to w mediach , na delikatnym organizmie blogosfery, to w celu zabezpieczenia przed zakażeniem się poglądami innych, ubrałam się w dostępny mi prawny kombinezon. Jak wyglada rozwiązanie problemu?

Proponuję ustanowić nowy dokument prawny na miarę APD ( bez aktu zgonu, za to z aktami urodzenia ) tudzież zamiast testamentu - wprowadzić Testnaamen, czyli test na amen . Dokument sprawdzajacy na ile jestesmy gotowi w imię własnych intymno-mentalnych przekonań- wejść w jakąś relację ,, na amen,, czyli z dobrodziejstwem inwentarza. 


Czym jest APD? ( Akt Poświadczenia Dziedziczenia) - przegląd od AI:

Kluczowe informacje:
  • Co to jest: Urzędowy dokument notarialny, który wskazuje spadkobierców i ich udziały w spadku (nie dzieli majątku).
  • Alternatywa: Działa jak prawomocne postanowienie sądu o stwierdzeniu nabycia spadku, umożliwiając szybkie załatwienie formalności.
  • Kiedy można zrobić:
     Gdy wszyscy potencjalni spadkobiercy (ustawowi i testamentowi) są zgodni i stawiają się u notariusza
    .
  • Wymagania: Wymaga stawienia się wszystkich zainteresowanych osób i okazania dokumentów (odpis aktu zgonu, odpisy aktów stanu cywilnego).
  • Zastosowanie: Umożliwia np. odblokowanie konta bankowego, przerejestrowanie samochodu czy wpisanie się jako właściciel nieruchomości.
  • Ograniczenia: Nie można go sporządzić, gdy dziedziczy małoletni (wymagane jest postępowanie sądowe) lub gdy jest spór między spadkobiercami. 

Wbrew licznym głoosom za i przeciw usankcjonowaniu relacji innych niż hetero-może się okazać, że parcie na prawny ślub/ rozwód nie jest wcale tak duże, a chodzi jedynie o zagwarantowanie prawnej mozliwości i związanych z tym ułatwień w załatwianiu spraw w urzędach/ szpitalach czy innych instytucjach -w zastępstwie konkretnej osoby. 

Dziwne, że toleruje się a nawet tworzy instytucje pomocowe z opiekunami, czy namawia do sąsiedzkiej pomocy -a nie chce się stworzyć mozliwości wspierania w różnej formie - osobom, które chcą sie wzajemnie wspierać w codziennym życiu.

Niech słowo rodzina, pozostanie przy związkach hetero, a komórka społeczna- w związkach innego rodzaju, coby oddzielić tradycyjne słownictwo od uwspółcześnionego.

Piętnowanie kogoś za to że chce być sam i wpuszczanie go w kanał słowny , bo wszyscy...żyją w związkach ......w takim samym stopniu utrudnia człowiekowi funkcjonowanie. A dlatego utrudnia, że ....nie wszyscy - skrzeczy rzeczywistość, a ,,wszyscy,,, ( czyli jakaś grupa wywyższająca się i mieniąca ,,głosem narodu,, ) mówi, że ....wszyscy. 

Toż to dysonans poznawczy jak sto pięćdziesiąt!

19 stycznia 2026

Biblijne odpuszczenie w miłosnym poradniku.

 -Fajny film wczoraj widziałem...

-Momenty były?

itd.  jak w dawnej powtórce z rozrywki, ale tym razem będzie o... fajnej rozmowie, którą obejrzałam i wysłuchałam w tzw.przez niektórych- mediach głównego nurtu. Wysłuchalam z zaciekawieniem rozmowy p. Szubartowicza i p.Karoliny ( Polsat) z prof. M.Majewskim - polskim biblistą . Oprócz zakodowania słowa ,, apokryf,, ,z jego kontekstem, pozostało mi..............Wielkie Wrażenie czegoś Nieuchwytnego obok Niedosytu, co mi się nieczęsto zdarza.

Pełna podziwu dla rozmówców -z powodu zadawanych pytań i usłyszanych odpowiedzi- marzyłam by program trwał wieczność. Niestety, musiałam się obudzić i wrócić do rzeczywistości...

Ponieważ szerokim echem odbiła się we mnie ta Nieuchwytność, postanowiłam że tym razem oddam się czemuś na poły prawie namacalnemu. Miłosnej tematyce- jak na babcię przystało. Wypełnił się czas górnolotnej definicji: 

,Miłość to przyjaźń z domieszką pociągu seksualnego.,,

Proporcje są znane, bo z czym się je słowo domieszka- wiadomo.

A skoro przyjaźń, to teraz dobrze by było wypisać słowa, które kojarzą nam się z przyjaźnią: zaufanie, poczucie bezpieczeństwa, otwartość na inny punkt widzenia,  zrozumienie, wzajemna akceptacja i co by tu jeszcze dodać? Szacunek ,..........

O pomyłkach w nazewnictwie rzeczywistych osób słyszano nie raz......bo wraz z doświadczeniami życiowymi przychodzi selekcja naturalna wśród zadeklarowanych przyjaciół czy nieprzyjaciół.

Mając gotową regułkę wykutą na pamięć, można przystąpić do poszukiwań . Zanim bielmo zakochania przesłoni nam wzrok , dobrze by było poddać kogoś i siebie różnym próbom, które nie ograniczą się do wyrażenia zgody /niezgody na wyjście do kina czy spędzenie czasu na wspólnym przeglądaniu stron w mediach społecznościowych, tylko sprawdzić stan nerwów podczas nasiadówki rodzinej w czasie np. imienim u nielubianego wujka czy koncertu muzyki poważnej  w wydaniu nieletnich instrumentalistów. 

Wszelkie podróże w dalekie  strony i bliskie parki w zasięgu komunikacji pieszej, doskonale wskażą słabości i mocne strony cierpliwosci naszego wybrańca. 

Odwiedziny w szpitalu u schorowanych dziadków, którym trzeba podstawić basen , kaczuszkę czy nerkę pod zawartość treści żołądkowej wyciekającej z chlustem podczas kaszlących epizodów - pokaże w jakim stopniu możemy posunąć się dalej w nawiązywaniu przyjacielskich relacji.

Przygotowanie do życia w rodzinie jakieś musi być. Nie polecam odwiedzin na cmentarzu i wspólnego mycia grobów, w początkowym etapie znajomości, coby nie wystraszyć ewentualnego współlokatora urny, grobowca czy mogącego wzbudzić większy niż my sami podziw- dla sąsiedniego oczka w pierścionku ze skrystalizowanymi prochami. Wszak dieta  za życia może mieć i pozagrobowe znaczenie, o czym wiedzieli już starożytni zajmujący się balsamowaniem. 

- Jak się ma zatem  wspomniana powyżej  rozmowa do miłości do grobowej deski/ biżuterii ? 

-Pozostawia niezatarte wrażenie....

Gdy pierwsze przyjacielskie lody zostały przełamane i zamiast ucieczki w podskokach, po sprawdzających przejścich nadal trzymamy sztamę- można posunąć się dalej i zobaczyć jak jest z tą domieszką .Czy ma wpływ na relację i w jaki sposób .

Kolejne pytanie , które trzeba sobie zadać to: czy zmiana statusu w papierach z ,,wolny(a) ,, na ,,w związku,, ma wpływ na wzajemne relacje i w jakim kierunku prowadzi: zgodności/ kłótliwości . Jeżeli tak to nadszedł czas na dokonanie selekcji co jest/ było prawdą / fałszem i dlaczego uległo zmianie, skoro wcześniej było tak dobrze. Wszak rozmowa buduje- przynajmniej dopóki się jeszcze razem jest.

Wszystko wygląda tak prosto i ładnie, na papierze, ale gdy dojdą do tego zamiecione pod dywan cechy: zaciętość, pamiętliwość, zawziętość, które wskazane są podczas osiagania innych celów, np. związanych ze zdobywaniem szczytów zawodowych/ terenowych/ambicjonalnych .....a nie do wyeksponowania w przyjacielskiej miłosnej relacji, to nie ma przeproś! Z takim ciężarem nie posuniemy się o krok . 

Jeszcze kilka dość osobliwych cech, które prowadzą do rozpadu związków można by było dorzucić do wora intymności. Tych związanych z domieszką, typu np. niewierność, ale nielojalność i brak poszanowania /zrozumienia w tej sferze życia- są często bardziej dokuczliwe niż skakanie z kwiatka na kwiatek, mimo płynacych stąd dla wszystkich - zagrożeń.

Po doznanych przykrosciach człowiek pyta siebie: gdzie ja miałam/em oczy?

A no właśnie.....zamiast wyjść z siebie zawczasu, by być obserwatorem relacji- odkładało się ten moment na potem. A potem to już wychodzi się z siebie....z nerwów. Ot i cała tajemnica bielma na oczach..

Teraz wydłubię żółtko z tego biblijno-miłosnego wpisu , bo ono jest tu środkiem/lekiem na całe zło: trzeba umieć sobie i innym odpuścić. I o to odpuszczenie (przysłowiowych grzechów ) właśnie chodzi. Wzajemne. W podwójnym znaczeniu: 

1. odpuścić coś sobie czyli pozwolić odejść za tęczowy most -do wspomnień

2. wybaczyć sobie i innym

A nawet w potrójnym znaczeniu, z powodu Obserwatora( C),  który nigdy nie śpi...i wszystko widzi. Ale to- to już wyższa filozofia....

A na cholerę mi to?

Ps. Tu w temacie wywiadu z prof.M.Majewskim https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2026-01-16/erotyka-i-brudna-polityka-w-biblii-ekspert-odslania-pomijane-watki/


18 stycznia 2026

Od klepsydry ego-życia do pentagramu.

Dla mnie osobiście, ten rysunek oddaje człowieka ,zamknietego,, w 4 namacalnych wymiarach,  z jego dwoistością zamkniętą w Tao ( traktowanego jako symbol róznorodności -ograniczonej umysłem palety przeciwieństw ) 

Przegląd od AI wygląda tak:

Co oznacza Człowiek Witruwiański:
  • Harmonia i proporcje: Rysunek idealnie obrazuje, że wysokość człowieka jest równa rozpiętości jego ramion, a jego ciało wpisuje się w koło (z pępkiem jako środkiem) i kwadrat, co symbolizuje doskonałość i uniwersalny porządek.
  • Związek człowieka z kosmosem: Jest to wizualizacja idei makrokosmosu i mikrokosmosu, gdzie człowiek jest lustrem całego świata, zgodnym z filozofią platońską
    .
  • Uniwersalność ludzkiej postaci: Pokazuje, że ludzkie ciało jest źródłem proporcji dla architektury, a proporcje te są fundamentalne dla piękna i użyteczności budowli, jak twierdził Witruwiusz.
  • Geniusz Leonarda: Jest świadectwem połączenia precyzyjnej geometrii i dogłębnej znajomości anatomii, ukazując zarówno geniusz Witruwiusza, jak i zdolności Leonarda da Vinci. 


jest pewnym etapem, kiedy stożki z klepsydry nachodzą na siebie- co  symbolizuje połączenie ego z Wszechświatem i działającymi w nim siłami.

Inna, jeszcze   bliższa mi grafika to ta, która zawiera żywioły. 

Oddaje całość - gdy okrąg ograniczający wewnętrzny rysunek -weźmie się za element ,,,talizmanu,,. 

Ogólnym obrazem wszystkich powyższych  jest dla mnie Pentagram.
Skąd się wzięło skojarzenie klepsydry i stożków ją tworzących z wpisu https://coswtemacie.blogspot.com/2026/01/o-klepsydrze-ego-zycia-i-sile-wyzszej.html?m=1 z pentagramem? 

Można go narysować jednym ciągiem, co oddaje wg.mnie wzajemne przenikanie i połączenie Wszystkiego  - na płaszczyźnie- czyli w sporym uproszczeniu wygląda tak jak poniżej.

I tak można by było połaczyć wiele różnych dziedzin zycia, bo nic nie istnieje osobno, a tylko tak nam się wydaje.

17 stycznia 2026

Od kija i marchewki do poczucia bezpieczeństwa.

 Problem nagrody i kary wzbudza wiele emocji, zwłaszcza gdy dotyczy dzieci.

Niestety jest to jedna z najprostszych metod wychowawczych majacych wpływ na człowieka: chwalić gdy nalezy się pochwała i ganić- gdy sobie na to człowiek zasłuży. 

Niestety, na jaki grunt trafia dana metoda - nigdy nie wiadomo, ze względu na wymienione czynniki ( w poprzedniej notce) tym bardziej że wiele problemów natury duchowej tj. zaburzeń ukrytych w Psyche i jej stanie emocjonalno-medycznym ( neuroprzekaźniki i hormony) wychodzi z czasem, w trakcie dalszego życia. Czy zastosowane metody wychowawcze będą w takim razie skuteczne a jeżeli tak to w jakim kierunku / dokąd zaprowadzą ego-osobę? W porządanym społecznie czy wręcz przeciwnie? 

Jednostka dowartościowana we właściwy sposób, czyli adekwatnie do jej zachowań, i która ma zaspokojone potrzeby emocjonalne związane z poczuciem bezpieczeństwa, szacunku, uznania itp. nie potrzebuje szukać wspomagaczy/ dopalaczy itp. podniet, które mają za zadanie zaspokoić te niedobory z wczesnego okresu życia przez zwrócenie uwagi otoczenia na siebie w skuteczny sposób. 

Ponieważ większość społeczeństwa bazuje na jakiś regułach- formą zwrócenia uwagi będzie przekraczanie tych reguł. Świadomie lub nieświadomie. Nieświadomość oznacza w tym kontekście- stan niewiedzy o mechanizmach, ( tj. niezaspokojonych potrzebach emocjonalnych lub zaburzeniach)  które powodują zachowania ,nieakceptowane, społecznie.

Będąc po drugiej stronie - też jest się podporządkowanym regułom i normom, tyle że są one innego rodzaju. 

Z powodu nieświadomości lub świadomego wyboru - człowiek umiejscawia się tam, gdzie  na danym etapie życia jest mu ,najwygodniej, gdzie czuje się bezpiecznie i ma zaspokajane wszelkie niedobory emocjonalne z dzieciństwa, tworząc sobie ,własną strefę komfortu,, A ze bywa ona niekomfortowa, z innego punktu widzenia ( tj. norm społecznych) ? Wszak chodzi o zaspokojenie podstawowej potrzeby....potrzeby bezpieczeństwa. A jakie obiekty są dobrze strzeżone, to wiemy...

W ten to sposób nieświadomość rekompensuje sobie braki emocjonalne z dzieciństwa.

16 stycznia 2026

O klepsydrze ego - życia i Sile Wyższej.

 Po poranych perypetiach z g.chrome i niemożliwością dostania się do blogowego środka, odwlókł się moment tworzenia kolejnej notki. Nawał tematów do obgadania pro pubico bono- wprowadza  lekki zamęt w głowie - nic więc dziwnego, że zaczęłam kręcić nosem.

Nie dość, że tzw. wolny elektron - nazwa umowna dla cząstki energii przed ściągnięciem jej na ziemię, pcha się do życia ( ze swoimi składowymi) , to do tego doszło jeszcze ...rozdwojenie  jaźni, a może roz(s)trojenie(?)związane z 3 aż punktami widzenia, przez które można obserwować życie:

-A. patrzenie przez własne subiektywne ego i jego kryteria oceny

-B. patrzenie spoza ego- przez pryzmat indywidualnego obserwatora

-C. obserwowanie ego i obserwatora - kto obserwuje?

to jeszcze dochodzi: bolączka związkowych  relacji międzyludzkich....i ich zmiany ,,chorobowe,,.

Ponieważ wszystko zaczyna się od ...Początku, to zacznę od nieopierzonego ego- jaja, który jako wolny elektron szybuje sobie w przestworzach kosmosu.

Nagle , niewidzialna siła zwana na ziemi ,, energią miłości,, ( potocznie)= instynktem, ściąga go na ziemię, dając początek nowemu życiu w łonie matki.

Co ma zatem wpływ na nasze początki, zanim wyściubimy nosa z przysłowiowego brzusia?:

1. to - jaki był stan emocjonalno-intelektualno-seksowny rodziców w momencie naszego poczęcia, potem okresie ciąży i w momencie narodzin. Na taki a nie inny stan dawców naszego  ego materiału genetyczno-emocjonalnego mają wpływ takie czyniki:

- miejsce, czas i warunki bytowania rodziców, które uzależnione są od regionu, jego ukształtowania geo- fizycznego i politycznego ( ułatwiających przeżycie lub nie) i tradycyjnych wierzeń regionalnych , zasad i reguł, w jakich funkcjonują nasi protoplaści, w tym stan ekonomiczno-emocjonalno-intelektualnie-seksowny ego-osób tworzących podstawową komórkę społeczną.

Na to, jak dany region geograficzny pod względem warunków  do życia wygląda , ma wpływ inna siła wyższa: klimat, roślinność, bogactwa naturalne itp. A to warunkuje z kolei możliwość wyżywienia i zarobkowania w rodzinie.

To jest uzależnione od innej siły wyższej:  historii Ziemi i jej umiejscowieniu w układzie słonecznym. Nasze główne bóstwo jakim jest Słońce - też ma swoich przełożonych jakimi są siły międzyplanetarne . One to pośrednio , tak jak nasi bardzo dalecy prapraprzodkowie- mają tylko taki niewielki niezauważalny wpływ z jednej strony, a z drugiej - rozpad tych sił działających we Wszechświecie poza naszym układem słonecznym- spowodował by rozpad całego systemu, a w każdym razie jego całkowite przemeblowanie. Tak to widzę. - I tak pojawił /objawił się motyw .....Obserwatora (C.)  obserwującego ego i jego obserwatora( A. i B.)

Ponieważ Układ Słoneczny jest jednym z mikroelementów Całości Kosmicznego eko- systemu -można tylko przypuszczać, że jego rozpad mógłby wygladać jak usunięcie stanu zapalnego ( z racji naszego Słoneczka w centrum układu) ze zdrowego organizmu Wszechswiata, pozostawiajc niewielką rankę, która z czasem ulegnie zabliźnieniu.

W ten sposób jesteśmy w stanie zbudować piramidę - trójkąt zależności i podległości  sił wyższych. Sił - wyższych od naszego jednostkowego ego.  Jest to trójkąt, a raczej  ostrosłup stożek, którego podstawą jest nasze jajowate ego, przedstwione ze swoimi składowymi ( tu rys. 2 : https://coswtemacie.blogspot.com/2026/01/mikrokosmos-w-makrokosmosie-czyli.html?m=1 ) a wierzchołkiem góry lodowej tj.stożka jest to b.dalekie odziaływanie Kosmosu. ***

Bliżsi nam są jego podopieczni, którzy buszują w układzie słonecznym( planety z ich dodatkami) i ich pozycja w dniu naszego poczęcia oraz narodzin ( stąd wzięła się potrzeba wiedzy zwanej astrologią) 

Moment naszego przyjścia na świat , tj. data urodzenia, który jest nam duzo bliższy niż gwiazdy na niebie i ich wzajemne relacje, umiejscawia nas w różnych porach roku i sezonowych oddziaływaniach Natury w danym regionie geograficznym, gdzie zamieszkują ci, którzy powołali nas do życia. 

Obserwacja pozwala zauważyć, że są okresy sprzyjające budowaniu, destrukcji, odnowie itp. co przekłada się na nasze nastroje i zachowania , zaostrza lub łagodzi indywidualne cechy naszego ego w określonych porach roku, doby czy godziny.

***

Warunki ekonomiczne w jakich przyszliśmy na świat są  uwarunkowane:

- rodzinnie - cechy charakteru, zdolności , możliwości poszczególnych jej członków 

-miejscem zamieszkiwania rodziny i zdolnością do adaptacji w terenie

***

Drugi trókąt- a raczej stożek lejkowaty, który stanowi górną część Klepsydry przez którą przecieka nasze życie, jest spojrzeniem z punktu naszego ego- na Kosmos.

Co widzi nasze ego? ono jest w centrum:

a. traktując siebie jako punkt wyjścia i niewielką cząstkę czegoś znacznie większego, co jest ponad nim. Jest to Źródło skąd np.przychodzą pomysły, siła, energia i to co nazywa się indywidualnie ,dobrem,. Szeroka podstawa trójkata(uproszczona płaska figura= stożek) dla którego ego i jego obserwator- jest punktem podparcia.

b.traktując siebie jako punkt wyjścia i ,,źródło,,  ( tak wygląda egocentryzm) .Jak wygląda zatem przestrzeń/ świat/horyzonty w które spogląda? Jest zapatrzony w siebie. Stąd to ograniczenie i poczucie zniewolenia. To ten wąski przesmyk w klepsydrze- pomiędzy dwoma nieograniczonymi ( w rzeczywistości) przestrzeniami.

Jak zatem wygląda nasz indywidualny punkt widzenia? 

(źródło grafiki:https://wloskaporcelana.pl/scorrendo/klepsydra-scorrendo?srsltid=AfmBOorXH9q5U-CLm7PDXu7U2a3uniIXw5GsXGE52tpVWeXaNu1iIoEc)

Jesteśmy przesmykiem czy klepsydrą?

Ps. Nie napisałam niczego o czym nie wiecie, jest tylko kwestia czasu jakim się dysponuje, by zebrać się ,,do kupy,, by ,,posiedzieć ,, nad jakimś tematem i w niego zagłebić. A ten czas albo jest nam dany przez życie, albo niekoniecznie. Bo inna jest nasza indywidualna droga. Tak myślę....

14 stycznia 2026

Dzisiaj jest grubo, bo o ...nadmuchanym ego.

 Słowa jedne przez drugie cisną się na usta, więc uporządkowanie ich w ,tekst z jajem,, wymaga spokojnej głowy. Punktem wyjścia tym razem uczynię...nadmuchane ego,,

Z czym ono się je?

Odpowiedź wymaga najpierw stworzenia definicji :

Nadmuchane ego to iluzja stworzona przez świat zewnetrzny w celu zaspokojenia jakiejś jego potrzeby . Jedną z takich potrzeb jest np. chęć manipulacji określonym człowiekiem/ grupą ludzi/ państwem lub innym zbiorowiskiem jednostek.

Najłatwiej nadmuchać ego osobom/ grupom niedojrzałym emocjonalnie, czasem wiekowo, niedoświadczonym ponieważ nie mają umocnionych w sobie takich kryteriów wartości, które chroniły by przed ,łykaniem jak pelikan, i przyjmowaniem za prawdę-stworzonej przez innych- iluzji na ich temat.

Przykładem może być np. członek rodziny, który bezkrytycznie i bezzasadnie wychwala pod niebiosa najmłodszą gałązkę drzewa genealogicznego, tworząc w głowie berbecia jego wizerunek w koronie na głowie.

Upadek z tronu bywa bardzo bolesny, bo wiąże się z dokonaniem przewartościowań na swój temat- w kolejnych etapach życia. W miarę zdobywania kolejnych doświadczeń.Gdy nie wyciąga się wniosków, a ego jest dmuchane z innej strony -można spodziewać się kolejnych bolesnych nakłuć. I niekoniecznie jest to igła strzykawki Pani Piguły (Pielęgniarki).....

Jeżeli pochwały/nagany znajdują odzwierciedlenie w ,twórczości, życiowej człowieka/ grupy ludzi -można wtedy mówić o pewności siebie wynikającej z odzwierciedlania obrazu siebie jaki mamy wykreowany w głowie na swój temat. Tak buduje się  poczucie własnej wartości. Rzeczywiste. Pozytywne lub negatywne.

To jaki wpływ na nasz charakter mają tak przeciwstawne wartości  i w jakim stopniu oddziałują na nasze zachowanie- to sprawa odrębna.

Nie należy zapominać, z drugiej strony, że w przypadku posiadania odpowiednio mocnej bazy własnych przekonań co do życia/ ludzi , ale przy zaburzonym poczuciu własnej wartości - skutki są opłakane:

-ograniczamy się do środowiska w którym czujemy się najlepiej

-izolujemy się od tych, którzy w jakiś sposób mogą przyczynić się do zniszczenia wykreowanego z mozołem przez innych, a potem siebie- własnego obrazu.

Zmieniając swój rzeczywisty wizerunek pod jakimś kątem, np. kontaktów towarzyskich/ grupy zawodowej / partii -kopiemy pod sobą dołek. W przenośni i dosłownie. zwłaszcza wtedy gdy  jest to zmiana czysto zewnętrzna czyli związana z zaspokojeniem jakiejś potrzeby naszego ego jednostki/grupy/państwa, a nie jest to zmiana wewnętrzna.

Dlaczego kopiemy dołek pod sobą?, bo wtedy stawiamy siebie do walki ze sobą. Siebie czyli własne kryteria i zasady, którymi kierujemy się w życiu- przeciwko stworzonej iluzji siebie -na potrzeby jakiejś chwili/ wydarzenia w życiu/ sytuacji politycznej itp.

Walka z samym sobą, jak np. wojna domowa( na większą skalę) nawet jeżeli początkowo niedostrzegalna przez otoczenie,prowadzi do wewnętrznej frustracji, stresu i blokady, w tym emocjonalnej. Odbija się to na zdrowiu - wcześniej czy później. Zablokowane emocje / energia to niedotlenienie i zagrożenie martwicą dla żywotnych komórek naszego organizmu. Też państwowego. Tzw. zachowania ucieczkowe w nałogi czy inne są na porządku dziennym.

Tak wygląda wykopany przez nas samych dołek, z którego potem się wygrzebujemy, albo i nie.  Sami lub z pomocą innych, którzy w sposób świadomy lub nieświadomy dmuchają i chuchają na nasze ego, albo upuszczają z niego powietrze.

W komentarzach pewnie dojdą ekstra elementy...i/ lub spostrzeżenia...

12 stycznia 2026

O komunistycznej śmierci- słów kilka.

Będąc pod wpływem notki u Stokrotki (https://stokrotkastories.blogspot.com/2026/01/10-bilionow-dolarow.html?m=1 ) i mając dzisiaj wyjatkowo dużo czasu dla siebie i innych ( na blogach) , co jest dużo lepsze niż pod wpływem trunków sylwestrowych, piszę wprost-śmierć jest  zadeklarowaną komunistką.
W jednej chwili podległych sobie ludzi czyni równymi. 
A że nie wiadomo ile ta ideologiczna idea trwa- to już inna sprawa, ale w tym jednym jedynym momencie- wszyscy jesteśmy równi. Taki to ...śmiertelny komunizm ;-) Dla niektórych -wieczny, a dla innych- wierzących inaczej- jest to okres przejściowy.
Jak by nie patrzeć to goli ( pozbawieni cielesnej materii ) i weseli stajemy w punkcie wejścia/ wyjścia. A potem to pewnie, jak to w życiu bywało.....tyle, że tu mowa o życiu wiecznym- selekcja : nadaje się do życia w komunie albo się nie nadaje i wraca do szkoły życia ...odrobić lekcje.Samodzielnie i bez pomocy....znikąd.
Można na życie patrzeć też i z takiej strony....I święty Boże nie pomoże...a ludzie to już w ogóle, albo w bardzo niewielkim stopniu, bo tyle tych co powtarzają swój żywot na ziemi, w skrajnie ciężkich warunkach, że trzeba wybierać : gdzie i w jakim zakresie- należy się duchowe lub materialne wsparcie. Swoje ( doświadczenia) po prostu trzeba przejść...

Mechanizm szczęśliwego meblowania ego.

 Tyle zmian, że nie wiem od czego zacząć. ..

Po pierwsze - odbyłam wiele podróży w międzyczasie..Co ja się najeździłam z meblami w tą i z powrotem- to tylko ja wiem, bo był to osobisty wysiłek włożony w takie a nie inne ustawienie, które bym poczuła namacalnie, że ze mną współgra.

Namacalnie- oznacza w tym przypadku, że projekt na kartce- niespecjalnie oddawał przepływ energii, z którym bym współpracowała we własnych 4 kątach więc stąd konieczność zastosowania starej jak świat metody . Prób i błędów.

Po usadowieniu siebie / odnalezieniu się we właściwym układzie niewidzialnych sił działajacych w pomieszczeniach- odetchnęłam z ulgą, o czym poinformowały mnie po jakimś czasie również mięśnie i układ kostny.

Tak więc zgodnie z zakodowanym schematem 1-szego dnia nowego kalendarza, to była druga znacząca ulga w tym roku.

Po uldze przyszło uczucie błogiego spokoju, że mam ten etap zmian za sobą. Przynajmniej do czasu, aż znowu nie pojawi się w głowie wewnętrzny architekt przestrzeni, ze swoim odwiecznym: ,, czas na zmiany,, i da mi popalić. Bo nie zapomniajmy, że , jazda z meblami,, to jedno, a przemieszczanie środka- to drugie. Na szczęście są takie stałe elementy, których nie da się ruszyć, aż do bardziej konkretnego remontu/ restauracji, więc ta część wyposażenia pozostaje niezmienna...

A co ja tak o tych meblach nawijam? Nie bez powodu...bo stan emocjonalny bogini Psyche - w kolejnych przedziałach czasowych - pokazuje/ odkrywa ...mechanizm szczęścia.

Na ile ten mechanizm jest uniwersalny, każdy musi sam sobie odpowiedzieć. Czy podpisze się pod poniżej przedstawionym schematem czy nie...Wygląda to  tak:

Stan umysłu:

1. najpierw jest pustka, spokój, nic się nie dzieje - uczucie relaksu/nudy/ zadowolenia z tego co jest

2. potem pojawia się wewnętrzny imperatyw: muszę zrobić to i to , który wprowadza nasze myśli   początkowo w lekki zamęt, a potem poprzez dokonywanie selekcji w czasie etapu zwanego ,,muszę nad tym pomyśleć,, wchodzimy na właściwe tory ( tok myślenia), by osiągnąć pożądany przez siebie , wymarzony cel.

 Niestety , nie zawsze osiągnięte wyniki nas zadowalają, a zmiana może wskazywać , że chcemy  rzucić się pod pociąg, co pozbawi nas kolejnego doświadczenia , zwanego...

3. działaniem 

4. realizując coś, doświadczamy na poszczególnych etapach niewielkich radości i błogości, związanych z przerwą w robocie jaką mamy do wykonania, by na koniec...

5. odetchnąć z ulgą/ radością,/ zadowoleniem / z satysfakcją  że mamy coś za sobą - osiągnęliśmy cel.

Tak wygląda, według mnie mechanizm dochodzenia do punktu jakim jest ,Szczęśliwe ego,.

I wszystko byłoby jasne i proste, gdyby nie fakt, że siły ciemności,  które opanowały umysły słabszych i podatnych na wpływy jednostek, zwykle niedoświadczonych i/lub chronionych jakimś kokonem- sprawiły iż dla tej grupy społecznej - ,,szczęśliwe ego,, jest wtedy gdy bez wytchnienia tj. jednym ciągiem tj. na jednym oddechu- odbiera maksimum bodźców przy jak najmniejszym wkładzie własnym. 

A ile można wytrzymać na jednym oddechu i do tego na ,,cudzym wikcie,,?

-Aż do utraty tchu.( cierpliwości bliźnich i ich węża w kieszeni)....co w konsekwencji prowadzi do...niedotlenienia it. dalej...

Etap niedotlenienia, jak wiadomo powoduje nieodwracalne zmiany w mózgu- i mamy w końcu, zamiast zadowolonego / uszczęśliwionego  bałwana płci dowolnej - roślinkę na wymarciu..Na wymarciu nie tylko społecznym/ ale duchowym tj. emocjonalno-mentalnym.

Takie mamy więc czasy, że  pierwotny Raj na ziemi, starożytny  hedonizm i zrównoważony święty spokój wielu religii  i filozofii życia - powoli odchodzą w zapomnienie wraz z kolejnymi pokoleniami mamutów i dinozaurów...a przecież to To tworzy podstawę/ bazę - Punkt Wyjścia/ Wejścia do którego mamy na wieki- wrócić po śmierci...

Więc jak potem tam trafić, skoro złudna błogość i szczęście płynące z ziemskich przywiązań naszego ego wiąże naszą energię na ziemskim padole?

Nic więc dziwnego, że jest problem z powrotem do Domu ...gdy nasze szczęście i błogi spokój- uwięzimy w Ułudzie/ Iluzji...?

Ps. Czekam na Wenę, czyli wewnetrzny imperatyw, by sklecić z jajem ciąg dalszy do ego. Baza jest, ale otoczki brak, a bez niej, nie da rady.... Jajko musi przecież mieć białko i żółtko. A co kto zje- to już jego sprawa... ;-)

07 stycznia 2026

Krótki ..test zgodności.

 Po wczorajszej detoksykacji i niedospanej nocy, dzisiejszy dzionek rozpoczęłam dość pogodnie. Pomna obietnicy rzuconej w komentarzu u Eve Daff ( Kobietoskop) postanowiłam podzielić się znanymi metodami , stosowanymi przez niektorych w pracy, jak i w okresie poznawczym podczas nawiązywywania i transformowania relacji międzyludzkich w coś powazniejszego.

Przyznam , nie bez kozery, że gdybym była mądrzejsza o ttaką technikę wyboru, niewątpliwie moje życie rodzinno- osobiste okresu wstępnego mogłoby wygladać inaczej.

Test na sprawdzenie pracownika/ partnera:

a. upić / odmówić picia i zobaczyć co mówi i jak się zachowuje

b. wkurzyć na maksa  i j/w

c. przymilać się tj , wchodzić w doopę,,  na maksa

Jak wiadomo ( b) z czasem może przejść w (c)  i na odwrót, bo każdy powod jest dobry by się zdenerwować, a nic tak nie wyprowadza niektórych z równowagi jak przesyt w jedną lub drugą stronę.

Co do (a) - wiadomo, o co chodzi. Język spuszcza się ze smyczy a kajdany zdrowego rozsądku i trzeźwego umysłu z czasem też puszczają więc ręce i nogi idą w ruch .

Po obserwacji kilkakrotnej podmiotu badań w stanie rzeczywistym- wiemy czego można się spodziewać w przyszłości. A wtedy wiadomo- wybór należy do nas. Spełnia kryteria czy nie spełnia i na ile na takich wartościach w życiu osobistym czy zawodowym -nam zależy.

05 stycznia 2026

Nic ciekawego....Mój jest ten kawałek podłogi...

 Zanim przejdę do kolejnego wpisu z jajem ego w roli głównej- dobrze by bylo sie nieco zrelaksować. Bo to że ego jest jajem, a nie kulą- nie powino nikogo zdziwić- w świetle poprzedniego wpisu ( https://coswtemacie.blogspot.com/2025/11/curriculum-wita-kurcze-blade-curriculum.html?m=1 ) bo kula jest jak wiadomo doskonala sama w sobie, ale będąc na ziemi, spłaszczonej na biegunach- tzw.elipsoida obrotowa z wybrzuszeniem na równiku, nasze ego jako odwzorowanie nadrzędnego -wygląda podobnie jajowato. A gdzie kto ma swoje spłaszczenia, wybrzuszenia czy wklęsłości, to inna sprawa. O jajach nie zapominając.

Powrót ,w chwili obecnej , do poprzedniej klawiatury wymusza zmianę przyzwyczajeń,  bo ę,ą, ł,ź i ż itd. zaczęło ponownie funkcjonować,  jak na język polski przystało. Zatem przestawiam się na nowe-stare tory klikania. Jeszcze ze dwie notki i będzie dobrze.

Tymczasem zamieszczam zdjęcie i filmik obrazujący (nie)sprawność współlokatora, który nawet zaczął gruchać..






03 stycznia 2026

Jak zostać blogoslawionym czyli refleksja ,,dozgonna,,

 Pomna obietnicy danej Jotce w komentarzu, oraz dodatkowo zmobilizowana notką u Stokrotki, oraz chwilowym dołkiem,  postanowilam zapisac ,, swoja białą kartkę,, na blogu. Idac tropem Życia i zasady ,,co na górze- to na dole,, albo ,,jako w niebie- tak i na Ziemi,, czyli ,,mikrokosmos jest odbiciem makrokosmosu,, po emocjach zwiazanych z druga częścią 1 dnia roku panskiego 2026, popadlam dzisiaj w ,,dozgonne,, przemyslenia.

Nic dziwnego, wszak zamiast zbijania bąków 01.01.26 r- reszte dnia spedzilam na wybijaniu moli, ktore najprawdopodobniej rozpoczely okres legowy w papuzkowym zarelku ,nic sobie nie robiąc z lawendowych kulek i kolorowej prasy reklamowej upchanej w szafce z karmą. Ech.... Dawniej to byly gazety...czcionka ociekala olowiem i kazde futro czy welniana jesionka  z rekawami wypchanymi ,,echem dnia,, itp. gazeta prl-owska - bylo nienaruszone...przez dluzszy czas...

A skoro juz o ciuchach mowa to.....przejde do rzeczy.

Dzisiaj, po chwili wzruszen, ktore mnie dopadly  zbiorczo (bo i wczorajsze) pojawila sie taka refleksja. Podczas spaceru z psem pomyslalam, że  kto wie, czy z sądem ostatecznym, to nie jest tak, ze jezeli istnieje , to jest to dla czlowieka rzeczywiscie zbawienie.

A dlaczego? Bo jezeli nie istnieje, a czlowiek rozlicza sie tylko Sam przed Sobą- będąc w pelni swiadomym wlasnych czynów- popelnionych swiadomie i nieswiadomie za życia- to nie wiem czy ktoś by był zbawiony i zasłużył na życie wieczne, ktore jest gwarantem, ze tu nie wrócimy....A wtedy nie bedzie juz okazji by napsuc innym krwi i ta chwila tu na ziemi , zwana życiem po urodzeniu- jest jedyna w swoim rodzaju, by wzniesc sie na wyżyny znane , niektorym ze słów:   ,hosanna na wysokosci,,...

Jakie wyżyny? 

Ano stanąć ponad/poza wlasnymi negatywnymi/pozytywnymi emocjami, bo wtedy mamy szerokie pole widzenia, a nie zawężony afektem obraz rzeczywistosci/sytuacji/czegos/kogoś,  mimo ze czasem przyjemnie pobujac w oblokach zludzen....

Orbity z planetami roznych ego-osob ( przykladowe imiona) pokazuja zakres-pole widzenia w zaleznosci od stopnia pobudzenia emocjonalnego....

Udalam sie  przedswiatecznie, tuż przed wigilią poza ten uklad sloneczny ( w makrokosmos) naszych ludzkich ego, by naszkicować to o czym wszyscy wiedzą, ale narysowalam ja....ze zrozumialych wzgledow- mialam czas dany od Losu, by nad tym pomyśleć. Wyglada to tak: w samym centrum - Slonce problemu.../sytuacja/coś/ ktoś: 

Takich ukladow slonecznych mozna stworzyc kilka, aby pokazać sobie/ zobaczyć siebie- w relacji z otoczeniem blizszym lub dalszym. Oczywiscie patrzac na cos pod jakims kątem, np.
a.emocjonalnym - jakie mam relacje emocjonalne (bliskie-dalekie) z innymi
b.seksualnym
c.intelektualnym( mentalnym) 
Tak zeby sobie co jakis czas zrobic ,,rachunek sumienia,, co sie zmianilo w przestrzeni w jakiej sie czlowiek na codzien obraca....i jak sobie radzi z wlasnymi emocjami:
,,Jestem poza wlasnymi emocjami i patrze z boku czy motam sie we wlasnych nerwach? ,, 
A kiedy latwiej znaleźć rozwiazanie problemu?
Niewatpliwie wtedy gdy weźmie sie gleboki oddech lub czlowiek ,,przespi sie z problemem. Ale ze nieraz potrzeba przespac pół zycia?- trudno- wszak o efekt koncowy nam chodzi....
Jaki? Ano uszczesliwic siebie.....jeszcze przed smiercia, za życia naszej ego-osobowosci i do tego jak najmniejszym kosztem....
A skoro juz o kosztach mowa to bycie poza wlasnym ego- jak pokazalam na rys.ponizej jest w zasiegu naszej ręki....tylko  nie zawsze dostrzegamy ten moment - bedac na zewnatrz siebie, zamiast wejsc do wewnatrz w odpowiedniej chwili.
Indywidualnie latwiej tego dokonac, niz grupowo, bo wymaga to wtedy pelnej zgodnosci wszystkich, co jest niemozliwe z założenia. 

Szczegółowa budowa naszego ego ( np.ego-osoby, ego- grupy zawodowej, ego panstwowe, ego-religijne , ego grupy rowiesniczej itd.) wg. mnie prezentuje sie tak :

Oczywiście można ten schemat uszczegolawiac w zaleznosci od potrzeb osobistych, zawodowych, spolecznych, partyjnych, czy panstwowych.

Ps. I wracając do meritum....no nie wiem czy gdybym byla Bogiem, to bym byla dla siebie wyrozumiała czy raczej demencja/ skleroza itp. schorzenie nie byloby wtedy dla mnie samej zbawieniem....

01 stycznia 2026

Sylwestrowa spowiedź staroroczna.

 I chociaż nie za bardzo juz pamiętam co robilam 1stycznia 2025r, to pomna wlasnego schematu  funkcjonujacego w moim osobistym matrixie myslowym : ,, jaki pierwszy dzien- taki caly rok,, moge tylko przypuszczac iz na pewno zrobilam pranie.

Chcąc uniknąć ponadwymiarowosci w tym elemencie zycia, postanowilam ze ten rok bedzie nieco inny. Juz wczoraj zdalam sie na ,,przypadkowosc,, życia w kwestii zaplanowania czasu. Stary rok pozegnalam niespodziewanymi zakupami na Nowy Rok. Zaopatrzylam sie w dwie flaszki toniku, maslanke, mleko( z myślą o kawie z mlekiem), ser zolty ( daje mi poczucie bezpieczenstwa żywieniowego , gdy go mam) . Spacery z psem odbębniłam o zmienionej porze i rozpoczelam pożegnanie starego roku o 17.30, majac za soba złożone niezbedne zyczenia noworoczne.

Napisalam notke, posiedzialam po poludniu chwile na blogach, po to by ruszyć w tango...Oj....umordowal mnie ten rok psychicznie, mimo koncowego zbalansowania jesiennego, wiec postanowilam odstąpić od telewizyjnej tradycji i poszlam do ludzi.

Jak przystalo na standardy- wzielam szklaneczki napelnione napojem tylko w polowie wyskokowym i odbylam gadke -szmatkę,  jak przystalo na zabawowe okolicznosci. Doszla do tego degustacja wisniowej nalewki- tez w szklaneczce, ale bardziej mikrej od mojej, ktora przypieczetowala splatanie jezyka w gebie, mimo trzeźwego umyslu.Przy dosc wczesnym pożegnaniu , ze wzgledu na życiowe okolicznosci, nie zdążyliśmy wymienić życzeń noworocznych. O godzinie 19-tej ululana cieplem i spokojem zza okna zapadlam w sen. Obudzilam sie jak na zawolanie- na kwadrans przed polnoca i siegnelam oczywiscie po maslanke, czekajaca na swoją kolej, jak co dzien/co noc.

Wiecej niz dwa łyki- nie dalam rady przełknąć i poszlam w odwiedziny do psa, ktory ma siedzibe w kuchni pod stolem. Nie wchodzilam na legowisko, tylko zawislam nad stolem, targana na krzesle przez maślanke,  ktora próbowała zaprotestowac przed trzymaniem jej w środowisku zoladkowym razem z uwodniona mieszanka węgla z  tlenem i  grupą OH . Wreszcie wydostała sie na zewnatrz, razem z potami, ktore mnie oblaly, a ja poczułam niewypowiedziana ulgę.  I z tym uczuciem weszlam w Nowy Rok. Ulga. Po pol godzinie -wychleptalam barszczyk czerwony- na chlodno- prosto z gara, reszte zostawiajac na poranne doladowanie. Przy okazji przypomnialam sobie iz w ferworze dnia ostatniego, zapomnialo mi sie o jedzeniu i od poludnia bylam o suchym pysku, wiec nic dziwnego, że maślanka zdecydowala sie na odwrót. 

Po godzinnej kanonadzie, którą czesciowo spedzilam w lazience z psem, w pokoju z ptakami, zaleglam ponownie w łożu,  coby w kolejny rok wejść wyspana na maksa. Pierwsze co zrobilam, po przebudzeniu- bylo wejscie pod prysznic i zmycie glowy. Podwojne:

-mycie włosów- po pierwsze,

-nawalanka slowna, że dalam sie wrobic mojemu ego- w to doswiadczenie.

I chciaz barszczyk i kanapki z jajkiem i serem żółtym-weszly mi bezproblemowo, a samopoczucie jest na wlasciwym poziomie, to doswiadczenie zapamietam z pewnoscia na kolejne lata i wyciagne wniosek, bo to jest odpowiedź na pytanie: ,,a na co mi to bylo?,, 

Teraz po szklance toniku z cytryną,  pełna optymizmu i z odświeżonym po latach doswiadczeniem, moge na spokojnie , zamknięta  we wlasnych ramach dokonać spowiedzi starorocznej...



I życzyć wszystkim, by popelniali błędy tylko w celu przypomnienia sobie, czego nie należy czynic sobie i bliźnim...