-Fajny film wczoraj widziałem...
-Momenty były?
itd. jak w dawnej powtórce z rozrywki, ale tym razem będzie o... fajnej rozmowie, którą obejrzałam i wysłuchałam w tzw.przez niektórych- mediach głównego nurtu. Wysłuchalam z zaciekawieniem rozmowy p. Szubartowicza i p.Karoliny ( Polsat) z prof. M.Majewskim - polskim biblistą . Oprócz zakodowania słowa ,, apokryf,, ,i jego kontekstem, pozostało mi..............Wielkie Wrażenie czegoś Nieuchwytnego obok Niedosytu, co mi się nieczęsto zdarza.
Pełna podziwu dla rozmówców -z powodu zadawanych pytań i usłyszanych odpowiedzi- marzyłam by program trwał wieczność. Niestety, musiałam się obudzić i wrócić do rzeczywistości...
Ponieważ szerokim echem odbiła się we mnie ta Nieuchwytność, postanowiłam że tym razem oddam się czemuś na poły prawie namacalnemu. Miłosnej tematyce- jak na babcię przystało. Wypełnił się czas górnolotnej definicji:
,Miłość to przyjaźń z domieszką pociągu seksualnego.,,
Proporcje są znane, bo z czym się je słowo domieszka- wiadomo.
A skoro przyjaźń, to teraz dobrze by było wypisać słowa, które kojarzą nam się z przyjaźnią: zaufanie, poczucie bezpieczeństwa, otwartość na inny punkt widzenia, zrozumienie, wzajemna akceptacja i co by tu jeszcze dodać? Szacunek ,..........
O pomyłkach w nazewnictwie rzeczywistych osób słyszano nie raz......bo wraz z doświadczeniami życiowymi przychodzi selekcja naturalna wśród zadeklarowanych przyjaciół czy nieprzyjaciół.
Mając gotową regułkę wykutą na pamięć, można przystąpić do poszukiwań . Zanim bielmo zakochania przesłoni nam wzrok , dobrze by było poddać kogoś i siebie różnym próbom, które nie ograniczą się do wyrażenia zgody /niezgody na wyjście do kina czy spędzenie czasu na wspólnym przeglądaniu stron w mediach społecznościowych, tylko sprawdzić stan nerwów podczas nasiadówki rodzinej w czasie np. imienim u nielubianego wujka czy koncertu muzyki poważnej w wydaniu nieletnich instrumentalistów.
Wszelkie podróże w dalekie strony i bliskie parki w zasięgu komunikacji pieszej, doskonale wskażą słabości i mocne strony cierpliwosci naszego wybrańca.
Odwiedziny w szpitalu u schorowanych dziadków, którym trzeba podstawić basen , kaczuszkę czy nerkę pod zawartość treści żołądkowej wyciekającej z chlustem podczas kaszlących epizodów - pokaże w jakim stopniu możemy posunąć się dalej w nawiązywaniu przyjacielskich relacji.
Przygotowanie do życia w rodzinie jakieś musi być. Nie polecam odwiedzin na cmentarzu i wspólnego mycia grobów, w początkowym etapie znajomości, coby nie wystraszyć ewentualnego współlokatora urny, grobowca czy mogącego wzbudzić większy niż my sami podziw- dla sąsiedniego oczka w pierścionku ze skrystalizowanymi prochami. Wszak dieta za życia może mieć i pozagrobowe znaczenie, o czym wiedzieli już starożytni zajmujący się balsamowaniem.
- Jak się ma zatem wspomniana powyżej rozmowa do miłości do grobowej deski/ biżuterii ?
-Pozostawia niezatarte wrażenie....
Gdy pierwsze przyjacielskie lody zostały przełamane i zamiast ucieczki w podskokach, po sprawdzających przejścich nadal trzymamy sztamę- można posunąć się dalej i zobaczyć jak jest z tą domieszką .Czy ma wpływ na relację i w jaki sposób .
Kolejne pytanie , które trzeba sobie zadać to: czy zmiana statusu w papierach z ,,wolny(a) ,, na ,,w związku,, ma wpływ na wzajemne relacje i w jakim kierunku prowadzi: zgodności/ kłótliwości . Jeżeli tak to nadszedł czas na dokonanie selekcji co jest/ było prawdą / fałszem i dlaczego uległo zmianie, skoro wcześniej było tak dobrze. Wszak rozmowa buduje- przynajmniej dopóki się jeszcze razem jest.
Wszystko wygląda tak prosto i ładnie, na papierze, ale gdy dojdą do tego zamiecione pod dywan cechy: zaciętość, pamiętliwość, zawziętość, które wskazane są podczas osiagania innych celów, np. związanych ze zdobywaniem szczytów zawodowych/ terenowych/ambicjonalnych .....a nie do wyeksponowania w przyjacielskiej miłosnej relacji, to nie ma przeproś! Z takim ciężarem nie posuniemy się o krok .
Jeszcze kilka dość osobliwych cech, które prowadzą do rozpadu związków można by było dorzucić do wora intymności. Tych związanych z domieszką, typu np. niewierność, ale nielojalność i brak poszanowania /zrozumienia w tej sferze życia- są często bardziej dokuczliwe niż skakanie z kwiatka na kwiatek, mimo płynacych stąd dla wszystkich - zagrożeń.
Po doznanych przykrosciach człowiek pyta siebie: gdzie ja miałam/em oczy?
A no właśnie.....zamiast wyjść z siebie zawczasu, by być obserwatorem relacji- odkładało się ten moment na potem. A potem to już wychodzi się z siebie....z nerwów. Ot i cała tajemnica bielma na oczach..
Teraz wydłubię żółtko z tego biblijno-miłosnego wpisu , bo ono jest tu środkiem/lekiem na całe zło: trzeba umieć sobie i innym odpuścić. I o to odpuszczenie (przysłowiowych grzechów ) właśnie chodzi. Wzajemne. W podwójnym znaczeniu:
1. odpuścić coś sobie czyli pozwolić odejść za tęczowy most -do wspomnień
2. wybaczyć sobie i innym
A nawet w potrójnym znaczeniu, z powodu Obserwatora( C), który nigdy nie śpi...i wszystko widzi. Ale to- to już wyższa filozofia....
A na cholerę mi to?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz