Tyle zmian, że nie wiem od czego zacząć. ..
Po pierwsze - odbyłam wiele podróży w międzyczasie..Co ja się najeździłam z meblami w tą i z powrotem- to tylko ja wiem, bo był to osobisty wysiłek włożony w takie a nie inne ustawienie, które bym poczuła namacalnie, że ze mną współgra.
Namacalnie- oznacza w tym przypadku, że projekt na kartce- niepecjalnie oddawał przepływ energii, z którym bym współpracowała we własnych 4 kątach więc stąd konieczność zastosowania starej jak świat metody . Prób i błędów.
Po usadowieniu siebie / odnalezieniu się we właściwym układzie niewidzialnych sił działajacych w pomieszczeniach- odetchnęłam z ulgą, o czym poinformowały mnie po jakimś czasie również mięśnie i układ kostny.
Tak więc zgodnie z zakodowanym schematem 1-szego dnia nowego kalendarza, to była druga znacząca ulga w tym roku.
Po uldze przyszło uczucie błogiego spokoju, że mam ten etap zmian za sobą. Przynajmniej do czasu, aż znowu nie pojawi się w głowie wewnętrzny architekt przestrzeni, ze swoim odwiecznym: ,, czas na zmiany,, i da mi popalić. Bo nie zapomniajmy, że , jazda z meblami,, to jedno, a przemieszczanie środka- to drugie. Na szczęście sa takie stałe elementy, których nie da się ruszyć, aż do bardziej konkretnego remontu/ restauracji, więc ta część wyposażenia pozostaje niezmienna...
A co ja tak o tych meblach nawijam? Nie bez powodu...bo stan emocjonalny bogini Psyche - w kolejnych przedziałach czasowych - pokazuje/ odkrywa ...mechanizm szczęścia.
Na ile ten mechanizm jest uniwersalny, każdy musi sam sobie odpowiedzieć. Czy podpisze się pod poniżej przedstawionym schematem czy nie:
Stan umysłu:
1. najpierw jest pustka, spokój, nic się nie dzieje - uczucie relaksu/nudy/ zadowolenia z tego co jest
2. potem pojawia się wewnętrzny imperatyw: muszę zrobić to i to , który wprowadza nasze myśli poczatkowo w lekki zamęt, a potem poprzez dokonywanie selekcji w czasie etapu zwanego ,,muszę nad tym pomyśleć, wchodzimy na właściwe tory ( tok myślenia), by osiągnąć pożądany przez siebie , wymarzony cel.
Niestety , nie zawsze osiągnięte wyniki nas zadowalają, a podjęta zmiana może wskazywać też, że chcemy rzucić się pod pociąg, co pozbawi nas kolejnego doświadczenia , zwanego...
3. działaniem
4. realizując coś, doświadczamy na poszczególnych etapach niewielkich radości i błogości, związanych z przerwą w robocie jaką mamy do wykonania, by na koniec...
5. odetchnąć z ulgą/ radością,/ zadowoleniem że mamy coś za sobą
Tak wygląda, według mnie mechanizm dochodzenia do punktu jakim jest ,Szczęśliwe ego,.
I wszystko byłoby jasne i proste, gdyby nie fakt, że siły ciemności, które opanowały umysły słabszych i podatnych na wpływy jednostek, zwykle niedoświadczonych i/lub chronionych jakimś kokonem- sprawiły iż dla tej grupy społecznej - ,,szczęśliwe ego,, jest wtedy gdy bez wytchnienia tj. jednym ciągiem tj. na jednym oddechu- odbiera maksimum bodźców przy jak najmniejszym wkładzie własnym.
A ile można wytrzymać na jednym oddechu i do tego na ,,cudzym wikcie,,?
-Aż do utraty tchu.( cierpliwości bliźnich i ich węża w kieszeni)....co w konsekwencji prowadzi do...niedotlenienia it. dalej...
Etap niedotlenienia, jak wiadomo powoduje nieodwracalne zmiany w mózgu- i mamy w końcu, zamiast zadowolonego / uszczęśliwionego bałwana płci dowolnej - roślinkę na wymarciu..Na wymarciu nie tylko społecznym/ ale duchowym tj. emocjonalno-mentalnym.
Takie mamy więc czasy, że pierwotny Raj na ziemi, starożytny hedonizm i zrównoważony święty spokój wielu religii i filozofii życia - powoli odchodzą w zapomnienie wraz z kolejnymi pokoleniami mamutów i dinozaurów...a przecież to To tworzy podstawę/ bazę - Punkt Wyjścia/ Wejścia do którego mamy na wieki- wrócić po śmierci...
Więc jak potem tam trafić, skoro złudna błogość i szczęście płynące z ziemskich przywiązań naszego ego wiąże naszą energię na ziemskim padole?
Nic więc dziwnego, że jest problem z powrotem do Domu ...gdy nasze szczęście i błogi spokój- uwięzimy w Ułudzie/ Iluzji...?
Ps. Czekam na Wenę, czyli wewnetrzny imperatyw, by sklecić z jajem ciąg dalszy do ego. Baza jest, ale otoczki brak, a bez niej, nie da rady.... Jajko musi przecież mieć białko i żółtko. A co kto zje- to już jego sprawa... ;-)
Pierwsza refleksja - jeździłaś z meblami w tą i z powrotem.
OdpowiedzUsuńJaki był efekt końcowy?
Zostawiłaś w samochodzie i poszłaś spać w nieswoim domu?
Wypakowałaś ... albo w miejscu z którego je pobrałaś albo w innym miejscu.
Dlaczego nie zrobiłaś tego za pierwszym podjazdem?
P.S. Jajko musi mieć białko i żółtko...
Musi mieć również skorupkę, to jest warunek jego przetrwania.