-poglądy polityczne
-sprawy majątkowe, w tym zarządzania pieniędzmi
-podziału obowiązków
-form spędzania czasu wolnego
-inne - tu nie wyszczególnione
I w sumie, kwestie sporne w dalszym otoczeniu dotyczą podobnych tematów. Tym niemniej dopiero po rozmowie z A. przyszła pierwsza myśl, jakże oczywista:
Jeżeli sami pozwalamy na to by zdominować się/siebie tj. To co W nas jest Nieziemskie/Duchowe/ Najpiękniejsze przez materialną strefę naszego ego-osobowego jak osobiste poglądy polityczne/poglądy na sprawy majatkowe/ inne kwestie oddzielające nas od innych - to wejście na drogę emocji i konfliktu -jest proste. Wtedy każdy kto nie jest z nami- jest przeciwko nam.
Siłowe rozwiązania w formie przemocy psycho-fizycznej w celu udowodnienia swoich racji, są wtedy na porzadku dziennym. Przecież najważniejsze jest wtedy by ,,postawić na swoim,, i odtrąbić watpliwej wartości zwycięstwo nad innymi.
Dotyczy to wszystkich osobowości , w których brak jest równowagi pomiędzy sferą duchową a sferą materialną. Oznacza to, że zaburzone są proporcje pomiędzy:
A. naszym uziemieniem, czyli kontaktem/połączeniem z rzeczywistością
a
B. naszym ,,wewnetrznym dzieckiem,, czyli sferą Ducha , która łączy nas z Siłą Wyższą/ inne dowolne określenie/ Miłością/ Bogiem/ itp.
Brak równowagi pomiędzy tymi dwoma składowymi naszego Życia ( A i B) albo w ogóle brak jednej z nich -czyni z nas albo osoby oderwane od rzeczywistości popularnie zwane tez powierzchniowo ofiarami losu, na które z niedowierzaniem patrzy otoczenie uziemione czy wręcz brodzące po kolana w bagnie życia materialnego ( fizyczności) i w swoich racjach.
Albo czyni z nas ( ekstremum) ....bezwzględnie egocentrycznych narcyzów czy inne kwiatki.
Tak czy owak brak A lub B oznacza, ze jesteśmy ,niepełnosprawni,, zeby nie powiedzieć wprost ,,upośledzeni umysłowo,, dlatego że cierpią wtedy nasze możliwości porozumie( wa) nia z innymi / bycia ogólnie ( za)akceptowanym /inne wrazliwości kontaktów międzyludzkich, co prowadzi do identyfikacji tylko z tą częścią, która cierpi na podobny ,ból zębów,, czyli ma problemy tego samego rodzaju, ale o różnym nasileniu.
B. Bycie w połączeniu ze sobą, w danym momencie życia (oby przez cały czas). czyni z człowieka osobę zadowoloną , chętną do współpracy, nastawioną pokojowo, wtedy można uzgodnić stanowisko , bez uszczerbku dla którejś ze stron ..zwłaszcza wtedy gdy ma się do czynienia z takim samym przypadkiem lub człowiekiem zrównoważonym pomiędzy Ziemskością a Duchowością(czyli A = B)
A.Gdy mamy do czynienia z osobą typowo ziemską tzn. uziemioną na maksa -żadne trele-morele i romantyczne uniesienia nie wchodzą w grę, a jedyne czego mozna się spodziewać to stwarzanie pozorów bycia osobą z namiastką B, w celu osiągnięcia jakiś osobistych ,cieszących nasze ego - korzyści. Trudno wtedy spodziewać się zrozumienia i empatii, już prędzej kierowania się jakimiś ,, zasadami,, związanymi z obracaniem i wychowywaniem się ego - w jakimś środowisku.
Tak czy owak doświadczenia zyciowe, które dają nam osobiście popalić mogą wskazywać na próbę doprowadzenia do zrównoważenia pomiędzy A i B , tak aby nasze tzw. przegięcia/odchyły od normy nie wyprowadzały z równowagi:
1. nas samych
2. nastawionego zbyt pokojowo bądź agresywnie otoczenia ( z deficytami A lub B).
Wniosek końcowy:
Wszak to jest ta poszukiwana przez nas Normalność, zwana też ,Drogą Środka,,:
NORMALNOŚĆ = RÓWNOWAGA POMIĘDZY A I B, czyli posiadanie UZIEMIENIA w RZECZYWISTOŚCI i POŁĄCZENIA Z NAJWYŻSZYM ( przez tzw. ,,wewnętrzne dziecko,,,)
A że droga życia do ,, DROGI ŚRODKA,, wiedzie nas nas przez cierpienie, to nic dziwnego. Wszak Tylko Cierpienie domaga się zmiany na swoje Przeciwieństwo , bo z Dobrem jest nam zawsze po drodze.
"...posiadanie UZIEMIENIA " - polecam chodzenie na bosaka po trawie.
OdpowiedzUsuńAle zanim to zrozumiemy musimy się po bandzie( cierpieniu) poobijać. Konflikty to norma dojrzewania. Nie uniknie się tego. Musimy otrzymywać ciosy dla osobistego rozwoju ( chrześcijaństwo, w głębszej swej warstwie, mówi o pokochaniu tych " ciosów" ) jak i je zadawać. Nie da się przejść przez życie nie będąc zranionym i nie raniąc innych.
OdpowiedzUsuńW mojej rodzinie nigdy nie było żadnych konfliktów. Natomiast w moim małżeństwie zaistniała przemoc psychiczna, która mnie zniszczyła. Mąż, ile razy doprowadził mnie do płaczu (co chwilę!), był bardzo zadowolony i to zadowolenie malowało się na jego twarzy, poza tym gwizdał wtedy zawsze wesołe i skoczne melodyjki. Oznaczało to, że cel został osiągnięty. Stąd wzięły się u mnie początki nerwicy lękowej i depresji. Minęły 23 lata, a ja nadal choruję i leczę się.
OdpowiedzUsuńCo do łączności z sobą, to myślę, że ja mam TYLKO tę łączność ze sobą. Jestem indywidualistką i najlepiej czuję się we własnym towarzystwie.