Kilka ubraniowych przydasi- żeby nieco rozwinąć temat poruszony przez Jotkę i u Teatralnej...Przerywnik przed poważniejszymi tematami.
Spodnie bawełna-szeroka nogawka, sukienka dzianina -mieszanka włókien26 października 2024
Takie tam ...rozmowy o babciowych fatałaszkach.
Matczyne rozterki.
Jak to dobrze, że kiedyś powstał taki zespół
https://youtu.be/DOw8__oytLI?si=h4FGq1A0wSFq2BPm, bo gdyby nie on, to nie byłoby tego:
Żeby wyszukać taką koszulkę, to trzeba mieć chyba ......coś między uszami. Oczywiście , widząc rysunek musiałam sprawdzić z czym mam do czynienia. Flaga na balkonowy maszt, koszulka? A może to obrus halołinowy na stół?
Przy bliższym poznaniu okazało się, że to koszulka. Odetchnęłam z ulgą...
25 października 2024
Autoprezentacja i działania na zbiorach.
Już sobie zaplanowałam, że wczoraj zasiądę do kolejnego wpisu, a tu...,,doopa z króla,,. Nie wyrobiłam się czasowo. Wcześniejsze tematy polityczne , zamiast pozostać na celowniku- zwiały w podskokach, korzystając z mojego zabiegania. Dzisiaj za to od samego rana oprócz drzemki po spacerze z psem, zaliczyłam małe bara-bara z blogspotem i wordpressem.
Po przeczytanych do tej pory licznych tekstach, stwierdziłam że sparafrazuję sobie powiedzenie,, powiedz mi jakie książki masz w domu, a powiem ci kim jesteś,, ( okazuje się, że to cyt.J. Iwaszkiewicza) . Idąc tym tropem, aktualnie mam w domu 1 pozycję, którą czytam. Także albo ze mnie przyrodnik ( w sensie miłośnik przyrody) albo jestem głucha jak pień. A czy pień jest rzeczywiście głuchy -żeby się tego dowiedzieć to trzeba przeczytać książkę zamiast uderzać drewnianym trzonkiem . Się lub kogoś.
Skoro udało mi się kogoś zachęcić do sięgnięcia po tę pozycję, to połowa sukcesu. A jeżeli jeszcze jestem za mało przekonująca to może taki cyt: ,, Tego, kto rośnie porządnie w pionie, nie da się tak łatwo wytrącić z równowagi,, ( str.83, wers 4 od dołu).
Trafiłam jeszcze na kilka ciekawych stwierdzeń, które być może przy kolejnym czytaniu wyodrębnię w osobnym wpisie poświeconym tej książce.
A tymczasem:
,, Pokaż mi swoje otoczenie, a powiem Ci kim jesteś,, - bo jakby nie patrzeć, większość z nas stara się stworzyć sobie taki kąt/otoczenie, w którym czuje się najlepiej.
Noszona odzież i styl ubierania - też sporo o nas mówią, zwłaszcza gdy jesteśmy na luzie i we własnym/ najbliższym gronie. I wszelkie zgromadzone przydasie.
Jedni opiszą siebie/ kogoś w kilku słowach/ zdaniach a inni potrzebują książki. Dlatego postanowiłam , że dołączę w następnych wpisach jeszcze parę zdjęć , które mnie obrazują. A czy kogoś to będzie interesować to i tak nie ma znaczenia, bo przecież nie o mnie chodzi, tylko o tą różnorodność. Im bardziej różnorodni / otwarci (?) jesteśmy a nie zafiksowani na jednym ( np.sobie i własnym światopoglądzie) tym łatwiej o punkty wspólne z innymi.
Tak sobie myślę...
23 października 2024
Zbawienne promocje wycieczkowe.
Chciałam pochwalić sie wczorajszym prezentem, ale wolę odsunąć to w czasie, bo inny temat wdarł sie w moje łaski.
Ostatnie statystyki związane z ubóstwem wiążą się niezaprzeczalnie z kwestią cen na sklepowych półkach i widocznym spadkiem konsumpcji ( wydatków na pewną grupę produktów). Pomijam tutaj podział na artykuły pierwszej czy n-tej potrzeby, żeby nie zagotowały mi się styki, tym bardziej że to tylko przyczynek do rozważań.
Parafrazując, jak na babcię w odpowiednim wieku przystało ,,będąc młodą emerytką,, i doświadczonym pracownikiem domowych pieleszy, zwanym przed wiekami ,,opiekunką domowego ogniska,,, prawie od zawsze czyniącą zakupy- wreszcie zrozumiałam pojęcie ,,promocja,,.
Oprócz standardowej definicji takiej lub innej ,cyt:Promocja produktu to proces objaśniania wartości produktu potencjalnym i obecnym klientom w celu ich poinformowania, wzbudzenia zainteresowania i skłonienia do zakupów.
promocja kojarzy sie z miłą dla węża w kieszeni obniżką ceny. Znaczy będzie miał co jeść w najbliższej przyszłości i nikt właścicielowi portfela nie zarzuci znęcania się nad zwierzętami. Posiadacz owego portfela również zyskuje szansę na pewne oszczędności, które z czasem wyda na innej promocji.
Ale nie o wydatkach ma być ten wpis i zaglądaniu do obnośnego terarium, ale o poczuciu wartości. I w związku z tym poczuciem wartości, mam takie wrażenie, że handel lubi klientów robić w balona. Zresztą nie pierwszy i nie ostatni, tak jakby był człowiekiem, a nie tylko słowem ze swoją definicją.
Wiem, wiem, do celu, babciu, do celu, a nie na okrętkę....( to do siebie). Zatem....
Sednem poczynionych przez lata obserwacji jest to: obniżona w tzw. promocji cena jest tą, która powinna na stałe gościć na półce z produktem. Tymczasem płaci się za coś bez promocji, jak za zboże, a winę za wysoką cenę zwala na producentów i pośredników, którzy owszem podnoszą ceny, z różnych powodów, ale najgrubszy kawałek tortu przypada zawsze bezpośredniemu sprzedawcy.
Takie jest moje zdanie. Dlatego czekam na promocje, jak na zbawienie. Przecież oprócz własnego zwierzyńca i siebie trzeba wrzucić na ruszt coś dla węża w kieszeni, bo przemieszczanie się trasami wycieczkowymi wyznaczonymi przez promocje w poszczególnych sieciówkach wymaga od niego nie lada wysiłku ....
Ps. Co by tu wrzucić na okrasę? Może to......chleb,majonez i natka są u mnie w cenie.....
22 października 2024
O tłustym roku i bolączkach testowania.
Od wczoraj pojawiło sie kilka tematów politycznych do poruszenia , ale że telefon wybił mnie z rytmu, to postawiłam na tematykę testowania. Zgodnie zresztą z aktualnym komentarzem u Uli ( Nie tylko kartki).
Będąc w bólu osobistym płynącym ze śródstopia ,od jakiegoś czasu, i pamiętając o trudnościach finansowych NFZ-tu, postanowiłam odciążyć portfel podatników i zainwestować we własne zdrowie - sama. Po wyszukaniu życiowych przyczyn kopytkowych dolegliwości, związanych z:
- przeciążeniem stopy przebytą trasą,
- zmienionym chwilowo obuwiem dostosowanym do innych warunków atmosferycnych
- wspomnieniami z kontuzji sprzed 10 lat, które mogły o sobie wreszcie dać znać w sprzyjających klimatycznie okolicznościach,
postanowiłam zawalczyć o siebie. Oznacza to, że podjęłam sie systematycznego zastosowania nabytego środka leczniczego. Test zatem był dwustronny . Testowałam swoją cierpliwość/ systematyczność przez 3 tygodnie , codziennie wieczorem( na noc) i nabyty specyfik. I chociaż wszystko wskazywało, że powinnam sięgnąć najpierw po maść końską( skojarzenie z kopytkiem) to zdecydowałam się na bardziej drastyczną żelowo-galaretowatą złotawą ,,miksturę,, z czarcim pazurem.
Nabytek okazał się strzałem w 10-tkę, tym bardziej że trafiłam akurat na obniżkę ceny. To co zadziałało, w moim przypadku i na jak długo- się okaże( przy okazji smarowałam kolana- tak profilaktycznie, pamiętając o miejscach do tego przystosowanych).
Obok maści iście diabelskiej nabyłam też maść/ krem na bazie tłuszczu mlecznego. Tak do pary, ze względu na to, że zbliżają się chłodniejsze dni i spada wilgotność w pomieszczeniach mieszkalnych. Wolę tłuste nocki z twarzą w poduszce ( sen na brzuchu) niż posiłek, no chyba że jest to olej rzepakowy popijany zdrowotnie z gwinta/ łyżeczki i kupiony u znanego mi rolnika.
Ze względu na gramaturę powinno mi starczyć na dłużej obu specyfików. Mam nadzieję, że nagietek, witamina E i prowitamina B (pantenol) przez zimę zrobią cuda i na wiosnę będę jak ten nagietek...No może nie aż tak żółta.., bo wolę odcień....marchwiowy.
21 października 2024
Takie tam....zachęcanie weny twórczej do odwiedzin.
Dzisiaj idę na żywioł . Siadłam do wpisu bezplanowo i poczekam co mi przyjdzie na myśl. I chociaż mogłabym zamieścić ekstra zdjęcia z mieszkania( wspomniane u Serpentyny w komentarzu), siebie z kocurem córki ( komentarz u Ani)
lub odkarmioną przez siebie papużką o imieniu Pucka, czy zapoczątkować tematykę celebrowania halo-ween,
to czuję, że to jeszcze nie czas lub nie moja bajka.
Przejrzę zgromadzone zdjęcia i zobaczę co z nich wyniknie. Ten brak (nie)zdecydowania, wynika być może z faktu, że tym razem siedzę w kuchni, zamiast w przysposobionym dla ,,weny twórczej,, kącie.
A skoro już podjęłam decyzję, że to będzie taki zbiorczy wpis , ze zdjęciami, to przeniosłam się właśnie tu, powyżej. Pokój garażowo-sypialniano-twórczy z widokiem na ...kuchnię i stylowy kącik (wg. mnie oczywiście).
I tak dopięłam swego. Powstał kolejny wpis.
20 października 2024
Nic ciekawego ...takie tam wyn(at)urzenia o byciu szczęśliwym.
Poprzedni wpis aż prosi się o zadanie pytania: jaki biznes jest opłacalny w danych warunkach geograficzno-historyczno-ekonomicznych? Nie raz zdarzyło sie przecież, że ktoś zaliczył tzw. wtopę...lub dorobił majątku inwestując/ ryzykując w coś ,,zagranicznego,,. Tak było kiedyś np. z przyprawami, tkaninami, bursztynem, itd. Na tym wielu zarobiło w ciągu wieków. Poczynając od przewoźników, kupców, przydrożnych rabusiów czy innych przypadkowo obdarowanych.
Posiłkując się tzw. ,,zachodnimi,, nowinkami , które na przestrzeni ostatniego wieku zagościły we wschodniej Europie ( w krajach za żelazną kurtyną) - jedne przyjęły się bezboleśnie, a inne rozbłysły jak płomień zapałki i równie szybko zgasły. Jak to w życiu. Wyszukiwanie zagranicznych cudeniek, które można wprowadzić na rynek krajowy z powodzeniem, to nie lada sztuka.
Sprawa opłacalności czegoś to nie tylko problem ekonomii gospodarczej ale i ekonomii relacji międzyludzkich. Zmienia się świadomość/ mentalność społeczeństw- zmienia się podejście do drugiego człowieka/ Natury. Na ile człowiek dał się zdominować ,,walucie,,/ materii ? oto jest pytanie. Nasuwa się też w odniesieniu do ostatniej afery z pobieraniem kasy na wynajem mieszkań w stolycy przez bezdomnych posłów. Ot co. Biedaczyska...
Ps. Jan Kochanowski z pewnością by ich odprawił gdzie pieprz rośnie zamiast odprawiać posłów greckich...(,, Odprawa posłów greckich,, )
Ale żeby nieco uprzyjemnić ten refleksyjny wpis, zamieszczę zdjęcie. Jednych cieszy pojedynczy koszyczek, a innym potrzebny jest wieżowiec 14-piętrowy do szczęścia lub inny szeregowiec. I kto tu jest bardziej szczęśliwy? Hę?
18 października 2024
Stare nowinki czyli co słychać w szerokim świecie.
Czytam, czytam, czytam i czekam aż coś sip pojawi, co sprawi, że gebę rozdziawię tj. zacznę pisać na blogu. Tym razem Monika zainspirowała mnie , chociaż powiązania tematycznego raczej trudno się doszukać. Może takie tylko luźne skojarzenie związane z zagranicą i nowinkami.
Chcąc i nie chcąc( ze względu na zwierzyniec domowy) odbyłam podróż zarówno w czasie( inny czas) jak i przestrzeni ( inny kontynent). Wybrałam sie do Kanady razem z koleżanką, która niedawno stamtąd wróciła. Pomijam fragmenty osobistych wrażeń, o których opowiadała, bo miała materiał porównawczy sprzed kilkunastu lat wstecz. Ale nie o to chodzi, tylko o upominek, który mi przywiozła.
Tak jak pracując za granicą, była dla mnie nowością możliwość wydrukowania sobie zdjęć z telefonu w drogerii czy gdzieś w automacie w markecie, co dopiero od jakiegoś czasu jest u mnie w mieście, tak fajnym zaskoczeniem jest to:
Podkładki - z nadrukiem ze zrobionych telefonem zdjęć. Ot, tak zrobione od ręki, z automatu. Super pomysł. Kto wie czy u nas też już.....
























