29 października 2024

Łapacz...papug i ferajna na wybiegu.

 Pomocnik wieczorny czyli składany kosz na pranie lub zabawki dla dzieci, współpracujący stale z papużkami. Zatrudniony na pełny etat na czas określony. Aż do zdarcia. Umowa ...niepisana :-)

Dziadziuś Lilianek część poranka spędza w klatce nimfy Pucki, podsypiając, ale na czuwaniu.

Nie jest to stałe miejsce pobytu, ale czasowe. Zwykle oblegane są badyle wetknięte w klatkę lub stary kosz z pałąkiem. Podział miejscówek jest, ale dogadują się.
Różne gatunki- różne charaktery i odmienne osobowości. Ale doszliśmy do porozumienia. Może dlatego, że sporo czasu sobie poświęciliśmy. W razie czego jestem wołana :-) - nimfy...oj potrafią.... 
-faliste wydają ostrzegawczy dźwięk dość charakterystyczny, gdy je coś zaniepokoi, 
- Lilianek czasem zaświergoli, ale jest to zbyt delikatne, by było słyszane w drugim końcu mieszkania.


27 października 2024

O siłowych rozwiązaniach .

 Czytam sprezentowaną pozycję o lesie dość powoli, jak na babcię przystało, ale dość szybko- jak na mnie. Kilka stron dziennie. Więc zanim ułoży mi się w głowie post o gospodarce leśnej, napiszę o dalekim skojarzeniu, które pojawiło mi się w związku z książkowym obcowaniem z Naturą:

Człowiek jest narzędziem dla ,, sił,,, które nim władają. 

Jakie siły władają każdym z nas indywidualnie?

Żeby nie być taką goło-słowną- zamieszczę kilka fotek z moich przydasi, z komentarzem:

Ładny z zewnątrz, ale zniszczony w środku, uratowałam przed wyrzuceniem przez córkę. Dla mnie -na  tzw. ,,brudne,, zakupy- w sam raz.
Czasem ogladam telewizyjne tasiemce , np. ,,Singielka,,. Bogactwo indywidualności , wyraźnie zarysowanych postaci i typów osobowościowych.
Dwie filiżanki nabyłam na pchlim targu , razem z talerzykami , ale nie od tej pary, ale pasowały), Tą zaczęła malować wnuczka -pisakami do szkła ( kupiłam kiedyś w Pepco), a ja kończyłam.  Na małą kawkę- w sam raz.
Mam dwa-  to talerze do zupy, w jednym papużki mają bajorko do moczenia nóżek ;) , kupione bo mi się podoba kolorystyka i motyw. ( sklep za tzw.4 zł )
Kupiłam wczoraj- dwie sztuki( =14 zł ).Szklane, ale lekkie. Lubię tą łyżeczkę (1 szt) z Ikea, więc dołączyłam.
Podkładkę wyczaiłam w Pepco, jakies 2 lata temu, zanim robiłam remont ( może stąd ta  inspiracja do wystroju dużego pokoju?), kiedy kupowałam dla dzieci (na walentynki), takie okrągłe z serduchem.Symbolicznie.
No i podkładka z napisem niewiadomego azjatyckiego pochodzenia, sądząc po krzaczkach. Kto wie, może jest do góry nogami?. I zmęczona użytkowaniem podstawka z obcego drewna. Teraz odpoczywa na zasłużonej emeryturze.


26 października 2024

Takie tam ...rozmowy o babciowych fatałaszkach.

 Kilka ubraniowych przydasi- żeby nieco rozwinąć  temat poruszony przez Jotkę i u Teatralnej...Przerywnik przed poważniejszymi tematami.

Spodnie bawełna-szeroka nogawka, sukienka dzianina -mieszanka włókien



Uzupełniające  poniżej i filmiki (z nimfą Pucką), bo chwilowo mam zablokowany dostęp do lustra ... :-)



Matczyne rozterki.

 Jak to dobrze, że kiedyś powstał taki zespół

 https://youtu.be/DOw8__oytLI?si=h4FGq1A0wSFq2BPm, bo gdyby nie on, to nie byłoby tego:


Żeby wyszukać taką koszulkę, to trzeba mieć chyba ......coś między uszami. Oczywiście , widząc rysunek musiałam sprawdzić z czym mam do czynienia. Flaga na balkonowy maszt, koszulka? A może to obrus halołinowy na stół?

Przy bliższym poznaniu okazało się, że to koszulka. Odetchnęłam z ulgą...

25 października 2024

Autoprezentacja i działania na zbiorach.

 Już sobie zaplanowałam, że wczoraj zasiądę do kolejnego wpisu, a tu...,,doopa z króla,,. Nie wyrobiłam się czasowo. Wcześniejsze tematy polityczne , zamiast pozostać na celowniku- zwiały w podskokach, korzystając z mojego zabiegania. Dzisiaj za to od samego rana oprócz drzemki po spacerze z psem, zaliczyłam małe bara-bara z blogspotem i wordpressem. 

Po przeczytanych do tej pory licznych tekstach, stwierdziłam że sparafrazuję sobie powiedzenie,, powiedz mi jakie książki masz w domu, a powiem ci kim jesteś,, ( okazuje się, że to cyt.J. Iwaszkiewicza) . Idąc tym tropem, aktualnie mam w domu 1 pozycję, którą czytam. Także albo ze mnie przyrodnik ( w sensie miłośnik przyrody) albo jestem głucha jak pień. A czy pień jest rzeczywiście głuchy -żeby się tego dowiedzieć to trzeba przeczytać książkę zamiast uderzać drewnianym trzonkiem . Się lub kogoś. 



Skoro udało mi się kogoś zachęcić do sięgnięcia po tę pozycję, to połowa sukcesu. A jeżeli jeszcze jestem za mało przekonująca to może taki cyt: ,, Tego, kto rośnie porządnie w pionie, nie da się tak łatwo wytrącić z równowagi,, ( str.83, wers 4 od dołu).

Trafiłam jeszcze na kilka ciekawych stwierdzeń, które być może przy kolejnym czytaniu wyodrębnię w osobnym wpisie poświeconym tej książce.


A tymczasem:

,, Pokaż mi swoje otoczenie, a powiem Ci kim jesteś,, - bo jakby nie patrzeć,  większość z nas stara się stworzyć sobie taki kąt/otoczenie, w którym czuje się najlepiej. 

Noszona odzież i styl ubierania - też sporo o nas mówią, zwłaszcza gdy jesteśmy na luzie i we własnym/ najbliższym gronie. I wszelkie zgromadzone przydasie. 

Jedni opiszą siebie/ kogoś w kilku słowach/ zdaniach a inni potrzebują książki. Dlatego postanowiłam , że dołączę w następnych wpisach jeszcze parę zdjęć , które mnie obrazują. A czy kogoś to będzie interesować  to i tak nie ma znaczenia, bo przecież nie o mnie chodzi, tylko o  tą  różnorodność. Im bardziej różnorodni / otwarci (?) jesteśmy a nie zafiksowani na jednym ( np.sobie i własnym światopoglądzie) tym łatwiej o punkty wspólne z innymi.  

Tak sobie myślę...

23 października 2024

Zbawienne promocje wycieczkowe.

 Chciałam pochwalić sie wczorajszym prezentem, ale wolę odsunąć to w czasie, bo inny temat wdarł sie w moje łaski. 

Ostatnie statystyki związane z ubóstwem wiążą się niezaprzeczalnie z kwestią cen na sklepowych półkach i widocznym spadkiem konsumpcji ( wydatków na pewną grupę produktów). Pomijam tutaj podział na artykuły pierwszej czy n-tej potrzeby, żeby nie zagotowały mi się styki, tym bardziej że to tylko przyczynek do rozważań. 

Parafrazując, jak na babcię w odpowiednim wieku przystało ,,będąc młodą emerytką,, i doświadczonym pracownikiem domowych pieleszy, zwanym przed wiekami ,,opiekunką domowego ogniska,,, prawie od zawsze czyniącą zakupy- wreszcie zrozumiałam pojęcie ,,promocja,,.

Oprócz standardowej definicji takiej lub innej ,cyt:Promocja produktu to proces objaśniania wartości produktu potencjalnym i obecnym klientom w celu ich poinformowania, wzbudzenia zainteresowania i skłonienia do zakupów.

promocja kojarzy sie z miłą dla węża w kieszeni obniżką ceny. Znaczy będzie miał co jeść w najbliższej przyszłości i nikt właścicielowi portfela nie zarzuci znęcania się nad zwierzętami. Posiadacz owego portfela również zyskuje szansę na pewne oszczędności, które z czasem wyda na innej promocji. 

Ale nie o wydatkach ma być ten wpis i zaglądaniu do obnośnego terarium, ale o poczuciu wartości. I w związku z tym poczuciem wartości, mam takie wrażenie, że handel  lubi klientów robić w balona. Zresztą nie pierwszy i nie ostatni, tak jakby był człowiekiem, a nie tylko słowem ze swoją definicją.

Wiem, wiem, do celu, babciu, do celu, a nie na okrętkę....( to do siebie). Zatem....

Sednem poczynionych przez lata obserwacji jest to: obniżona w tzw. promocji cena jest tą, która powinna na stałe gościć na półce z produktem. Tymczasem płaci się za coś bez promocji, jak za zboże, a winę za wysoką cenę zwala  na producentów i pośredników, którzy owszem podnoszą ceny, z różnych powodów, ale najgrubszy kawałek tortu przypada zawsze bezpośredniemu sprzedawcy. 

Takie jest moje zdanie. Dlatego czekam na promocje, jak na zbawienie. Przecież oprócz własnego zwierzyńca i siebie trzeba wrzucić na ruszt coś dla węża w kieszeni, bo przemieszczanie się trasami wycieczkowymi wyznaczonymi przez promocje w poszczególnych sieciówkach wymaga od niego nie lada wysiłku ....

Ps. Co by tu wrzucić na okrasę? Może to......chleb,majonez i natka  są u mnie w cenie.....



22 października 2024

O tłustym roku i bolączkach testowania.

 Od wczoraj pojawiło sie kilka tematów politycznych do poruszenia , ale że telefon wybił mnie z rytmu, to postawiłam na tematykę testowania. Zgodnie zresztą z aktualnym komentarzem u Uli ( Nie tylko kartki).

Będąc w bólu  osobistym płynącym ze śródstopia ,od jakiegoś czasu, i pamiętając o trudnościach finansowych NFZ-tu, postanowiłam odciążyć portfel podatników i zainwestować we własne zdrowie - sama. Po wyszukaniu życiowych przyczyn kopytkowych dolegliwości, związanych z:

- przeciążeniem stopy przebytą trasą, 

- zmienionym chwilowo obuwiem dostosowanym do innych warunków atmosferycnych 

- wspomnieniami z kontuzji sprzed 10 lat, które mogły o sobie wreszcie dać znać w sprzyjających klimatycznie okolicznościach,

postanowiłam zawalczyć o siebie. Oznacza to, że podjęłam sie systematycznego zastosowania nabytego środka leczniczego. Test zatem był dwustronny . Testowałam swoją cierpliwość/ systematyczność przez 3 tygodnie , codziennie wieczorem( na noc) i nabyty specyfik. I chociaż wszystko wskazywało, że powinnam sięgnąć najpierw po maść końską( skojarzenie z kopytkiem) to zdecydowałam się na bardziej drastyczną żelowo-galaretowatą złotawą ,,miksturę,,  z czarcim pazurem.

 Nabytek okazał się strzałem w 10-tkę, tym bardziej że trafiłam akurat na obniżkę ceny. To co zadziałało, w moim przypadku i na jak długo- się okaże( przy okazji smarowałam kolana- tak profilaktycznie, pamiętając o miejscach do tego przystosowanych). 





Obok maści iście diabelskiej nabyłam też maść/ krem na bazie tłuszczu mlecznego. Tak do pary, ze względu na to, że zbliżają się chłodniejsze dni i spada wilgotność w pomieszczeniach mieszkalnych. Wolę tłuste nocki z twarzą w poduszce ( sen na brzuchu) niż posiłek, no chyba że jest to olej rzepakowy popijany zdrowotnie z gwinta/ łyżeczki i kupiony u znanego mi rolnika.

Ze względu na gramaturę powinno mi starczyć na dłużej obu specyfików. Mam nadzieję, że nagietek, witamina E i prowitamina B (pantenol) przez zimę zrobią cuda i na wiosnę będę jak  ten nagietek...No może nie aż tak żółta.., bo wolę odcień....marchwiowy.



21 października 2024

Takie tam....zachęcanie weny twórczej do odwiedzin.

 Dzisiaj idę na żywioł . Siadłam do wpisu bezplanowo i poczekam co mi przyjdzie na myśl. I chociaż mogłabym zamieścić ekstra zdjęcia z mieszkania( wspomniane u Serpentyny w komentarzu), siebie z kocurem córki ( komentarz u Ani)





 lub odkarmioną przez siebie papużką o imieniu Pucka, czy zapoczątkować tematykę celebrowania halo-ween,

to czuję, że to jeszcze nie czas lub nie moja bajka.

 Przejrzę zgromadzone zdjęcia i zobaczę co z nich wyniknie. Ten brak (nie)zdecydowania, wynika być może z faktu, że tym razem siedzę w kuchni, zamiast w przysposobionym dla ,,weny twórczej,, kącie.





A skoro już podjęłam decyzję, że to będzie taki zbiorczy wpis , ze zdjęciami, to przeniosłam się właśnie tu, powyżej. Pokój garażowo-sypialniano-twórczy z widokiem na ...kuchnię i stylowy kącik (wg. mnie oczywiście).

I tak dopięłam swego. Powstał kolejny wpis.