15 listopada 2024

Tytułem wstępu wyborczego. O wspinaczce trąby na szczyt.

 Po wyznaczeniu sobie celu w postaci wpisów o :

-SI ( sztucznej inteligencji),

-wyborach

-gospodarce leśnej

postanowiłam zacząć od ...wspinaczki wysokogórskiej. Brzmi zabawnie, jak z horroru, ale cóż zrobić? W tym wieku wszystko można/ wypada...bo jest się czym tłumaczyć. 

Do brzegu, babciu...( do siebie)

Dzisiaj rano załapałam się na końcówkę programu ,,Graffiti,, . Rozmowa z p. Szymonem Hołownią. A ponieważ wycinkowo trochę sie człowiek osłuchał czy naoglądał ,oprócz Mam Talent, innych okazjonalnych wystąpień, to stwierdziłam,że jeżeli mam być uczestniczką/ wyborcą  np.prezydenta- to najbliżej mi do poglądów niezależnego kandydata . Jak dotychczas.

Będąc  pod wpływem różnych programów TV zahaczających o politykę i osłuchana z częścią partyjnych wypowiedzi programowych w różnych okolicznościach- postanowiłam wyłuszczyć swój program jako wyborca. A związany jest on ze wspomnianą wspinaczką na szczyt...krajowej polityki/władzy i zejściem do bazy.

Mój program brzmi tak:

1. będę głosować na tego kandydata/ ugrupowanie, który ma w pełni przygotowane rozwiązanie palących problemów 

Droga powrotna z góry: 

Jeżeli przygotowane rozwiązania jakiejś kwestii nie mają poparcia w sejmie i senacie, co wychodzi w trakcie głosowania nad nimi-to oznacza, że przygotowane rozwiązanie jest kiepskie. A skoro kiepskie-to oznacza, że brak było konsultacji społecznych. A skoro brak było pełnych konsultacji społecznych-to znaczy, że do czegoś nie przywiązuje się wagi. A skoro nie przywiązuje się wagi, to oznacza, że jest to tylko punkt programowy bez żadnego pokrycia. I jesteśmy wreszcie w bazie, czyli w bezpiecznym punkcie wyjścia, z którego może lepiej nie ruszać?

Obserwując międzypartyjne przepychanki programowe mam wrażenie, że większość posłów/ partii startujacych do walki o władzę wychodzi w góry bez plecaka zaopatrzonego we właściwe wyposażenie. Idą w garniturkach czy sweterkach z różnymi flagami czy pod nimi- zamiast w kurtce, w klapkach basenowych z drinkiem w ręce zamiast z czekoladą i łańcuchami na raczkach. A potem , gdy już wejdą na ten szczyt dzwonią, nawołują, grzmią na mównicy i w kuluarach- cichcem, żeby im przysłali regeneracyjne posiłki lub posiłki( GOPR) bo chcą przepchnąć taką czy inną ustawę lub projekt. I nagle zdali sobie sprawę, że brakuje im odpowiedniego sprzętu i ludzi, by na tym szczycie polityki ......przetrwać.

A no właśnie...o takich wspinaczach , jak się mówi, wiedzą wszyscy- lekkomyślność to mało powiedziane. ,,Taki z niego kandydat /poseł/ inny senator / itp.  jak ,, z koziej dupy...trąba,,


14 listopada 2024

O rozwiązanej symbolice i poddaniu się bez walki.

 No i już wiem co oznacza znalezisko...tj. autko Lamborghini w wersji dla mikrusa. Oznacza to właśnie- dla mikrusa czyli dziecka. Ale bynajmniej nie dlatego że się go spodziewam  czy w  ktoś w rodzinie, ale to znamienne przesłanie, że:

1. mam w sobie wewnętrzne dziecko, i do tego jest ono płci męskiej

2. węszę nie tylko nosem, ale i wzrokiem

Odkrycia o wewnętrznym dziecku, tj. że go w trakcie swojego życia nie uśmierciłam na śmierć, ale że nadal ma się dobrze, dokonałam już wcześniej, ale dopiero wczoraj dwie komórki zderzyły sie między uszami( to powiedzenie z seksistowskiego ,,dowcipu,, o blondynkach.) i zajarzyłam. Oczywiście  podczas penetrowania lodówki. Ten samochodzik to nie przypadek. A dlaczego? Bo wcześniej zakupiłam coś, co jest ,,do pary,, do tego autka wielkości  małego palca u ręki. A co jest do pary: 


To pojemnik na ,, boczek,,. Ale wygląda słodko, bez dwu zdań. Jak dla dziecka. Kupiłam z myślą o sporadycznie przechowywanej wędlinie czy serze żółtym w plasterkach. Tak więc skoro symboliczną zagadkę rozwiązałam, mogę spokojnie przejść do właściwego tematu.

A jest nim temat wyborów. I nie chodzi o zbliżające się wybory na stanowisko prezydenta ( pośrednio pewnie też) ale bardziej te do sejmu czy senatu, które powinny odbyć się w zgodzie z duchem czasu czyli w zgodzie ze sztuczną inteligencją(SI =AI).

Początkowo chodziło mi po głowie całkiem coś innego i było związane z wyborami w USA i wygraną Donalda T.( a raczej przyczynami zwycięstwa) , ale że daję się od czasu do czasu ponieść fantazji, to dlaczego nie miałabym tego zrobić teraz?

1.porzucając istniejace procedury według których postępuje się w obecnych systemach politycznych wszystkich krajów

2. korzystając z wypowiedzi Y.N.Harari- w krótkim wywiadzie dla TVN-u(?) o wygranej sztucznej inteligencji w grze , która działa   rozwijajaco na chińskie umysły , nie tylko menadżerów (nie były to szachy)- za pomocą niestandardowego posunięcia nr.37 (https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Go) chyba o tej grze była mowa)

3. mając na względzie dobro i zło poszczególnych krajów/ rejonów

4. pomyślałam tak :

-brzmi to tragicznie, ale skoro AI wygrała ze sztabem najlepszych z najlepszych graczy, to....powinniśmy się jej poddać.

A jak miałby być stworzony ludzki świat przez SI(AI), będzie dopiero w następnym wpisie, bo po cholerę skazywać kogoś od samego rana na globalne myślenie, skoro czeka praca: trzeba zrobić kawę/ herbatę/ pogłaskać kota/ spojrzeć w lustro oraz poćwiczyć z kołdrą, powalczyć ze szczoteczką do zębów lub wodą w kranie itp. początki kolejnego dnia. Więc do ...następnego.

Ps. Muszę jeszcze coś poczytać o tym Hararim*..tak na wszelki wypadek.

Znalazłam też teraz wyjaśnienie: skąd to zbieractwo przydrożnych kamieni ( ta chińska gra) i na co wskazywały. A ja...niedouczona nie wiedziłam, że powinnam nimi grać ze sobą i ćwiczyć umysł, zamiast węszyć,cieszyć wzrok i ogrzewać w ręce. ...

* Yuval Noah Harari ....https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Juwal_Noach_Harari

13 listopada 2024

Odtajnione myśli tematyczne .O węszeniu.

 Żeby nie wyjść z wprawy w korzystaniu z języka pisanego i nie zapomnieć języka w gębie, postanowiłam że w miarę możliwości będę skrobać na blogu jak najczęściej i udzielać się słownie na miarę (nie)przypadkowych spotkań z innymi. Teoretycznie, trudności tematycznych nie powinnam mieć, przynajmniej dzisiaj, bo oprócz bogato ilustrowanego potocznie -wstępu, do głowy przyszły mi jeszcze dwa tematy. Ujęłam je w tytule jako.......

Pierwsza: Jestem jak pies. 

Tak ,lubię węszyć. Codzienne węszenia:

- pod pachami- już od samego rana, jest takim pewniakiem jak wieczorne- skarpet ;-)

-potem wokół siebie, 

-tuż po otwarciu drzwi do mieszkania- na klatce i po powrocie ze spaceru,

-  obwąchiwanie skóry po wytarciu ręcznikiem, ręczniki

- ciągłe-pomieszczeń,

- ptasich piórek

- czasem owoców przed jedzeniem

-używane aktualnie kosmetyki

-pieczywa , tostów i surowych warzyw nie obwąchuję, tym bardziej że niektóre i tak czuć z daleka- zwłaszcza po przeróbce na sałatkę, surówkę, podczas innych procesów ( gotowania)- czuć wtedy, na samym końcu np.wilgoć majonezu i początki procesów ...rozkładu/ gnilnych? No, w każdym razie jest ...smakowicie.

A tosty to już w ogóle. 

Po przygotowaniu- pachną prawie jak świeżo upieczony chleb. Ale to tylko ta jedna początkowa nuta..., która utrzymuje się w powietrzu dopóki nie wedrze się coś bardziej dominującego, jak np. zapach jaj na twardo, obranych ze skorupki. Wtedy- bój sie boga! -przeciągi jak pociągi szybkobieżne.

-obwąchuję osoby w pobliżu i zastanawiam się czasem czym pachną...

W tym względzie od mojego psa różnię się tym, że nie liżę sobie jaj, których już nie ma, bo z łapkami u mnie różnie bywa....

Jaki wyciągnęłam dla siebie wniosek?

Np. taki- lubię w miarę świeże powietrze w pomieszczeniach, bez zapachu potu, gotowanych potraw, majonezowych sałatek z posmakiem kwasowości.

I wreszcie doszłam do meritum, tak na koniec: nie lubię kwaśnych kaw, a te które zwykle kupuję w razie czego podprawiam gałką muszkatołową, albo dosypuję przyprawy do piernika ( 1op./250g) ,czasem indywidualnie do filiżanki /kubka dodaję tylko cynamon, albo pieprz.

Tymczasem ktoś poszedł po rozum do głowy  i oto co znalazłam, na sklepowej półce:


Ps. Kupiłam z myślą: będzie dodatek do prezentów świątecznych, bo wiem że piją kawę i lubią też smakową. 

12 listopada 2024

Nic ciekawego...takie tam symboliczne krzyżówki.

 Czytanie chwilowo poszło w odstawkę, bo czas nie sprzyja, ale za to życie próbuje mi coś powiedzieć korzystając z dostępnych sobie środków:

1. pierwszy raz  poczułam ukłucie w sercu-podczas schylania, więc pojawiła się myśl o kontroli INR(przez badanie krwi) w razie gdyby  ponownie ,,zaiskrzyło,,

2. wczoraj w południe na spacerze z psem znalazłam:



Gdyby ktoś pytał, co to za marka - napis z tyłu: Lamborghini
Są czasem też takie kamyki, które przynoszę do domu, potrzymam i potem wracają do Natury. Jest w nich  coś takiego co powoduje, że nie mogę ich zostawić, w tym momencie. Śmieszne? Być może, ale tak samo mam z niektórymi zakupami, które są związane z otoczeniem w którym przebywam. W przypadku kamieni przydrożnych - nie ma się do czego przyczepić, bo ich nie reklamują. Tak samo jak przedmioty zakupione na pchlim targu. Książki, którym intuicyjnie nie można się oprzeć...i kupuje sie w ciemno lub na podstawie usłyszanych/przeczytanych kilku zdań ....

Kiedyś ktoś zgubił składaną damską parasolkę ( w nocy lub wieczorem dnia poprzedniego) i chociaż przeszło mi przez myśl by ją zabrać i zostawić w klatce na widocznym miejscu, to pomyślałam że za chwilę ktoś ją podniesie z trawnika. Wróciłam tą samą drogą  i jej nie było. A miałam na myśli kobietę , która szła spory kawałek za mną.

Ps. Samochodu nie zamierzam kupić, więc znalezisko wyboru mi nie ułatwi.Być może kolor ma tu znczenie...albo wielkość . Chyba że to nawiązanie do moich ostatnich wpisów o AUTO i SOMIE.

Kamieni jakoś nie kojarzę z kamieniem na zębach i wizytą u specjalisty, a zostawiona parasolka nie świadczy o rezygnacji z ochrony, bo żaden ze mnie VIP, ani o skokach spadochronowych. Ale jest całkiem możliwe, że popuszczajac wodze wyobraźni,  wzięte do kupy przesłanie od Życia brzmi tak: bądź twarda jak kamień , szybka jak Lamborghini- żadna parasolka nie zrobi ci krzywdy. Lub coś bardziej deszczowego i związanego z tańcem? 

Albo: nie porzucaj parasolki bo cię wkurzą korki (instalacja elektryczna?).

 I samochód nie pomoże, gdy kamienie w sobie noszę ( te do usunięcia ).Ale chyba ich nie mam, bo wracają na ziemię...

.Ech, ta symbolika...Chyba trzeba przespać sie z tematem.


10 listopada 2024

O życiu seksualnym drzewa genealogicznego .

 Tak, tak...  rozbrykałam się na wybiegu, ponad tydzień wpisów- dzień za dniem...Można wypluć płuca z wysiłku, i stracić lakier na pazurkach, gdy się go posiada, dlatego nadszedł czas na odpoczynek. Odpoczywałam teraz, bo nie będę przecież z tym czekać  na śmierć. 

Książka chwilowo poszła w odstawkę, ale zdążyłam przed nieubłaganym lenistwem umysłowym wyszukać fragmenty o życiu seksualnym drzew. Tak, na ten temat popyt zawsze się jakiś znajdzie. Od razu wykluczam myślenie typu:,,głodnemu chleb na myśli,, bo w chlebuś zaopatrzyłam się na dni wolne, drzewka szykują się do snu, więc  o namiętnościach i rozmnażaniu nie ma co marzyć. Ale za to popisać można. 

Więc piszę( na podstawie czytanej książki*).

I co się okazuje? Drzewa to myślące istoty są, bo uzgadniają działania reprodukcyjne między sobą:

- reprodukcja planowana jest na co najmniej z rocznym wyprzedzeniem

-czasem proces kwitnienia odbywa się co kilka lat ze względu na zwierzaki i owady(np. buk, dąb-liściaste)

-wykazują dużą różnorodność genetyczną w obrębie gatunku i dlatego dotrwały do naszych czasów

-chcąc uniknąć chowu wsobnego, tj. żeby własne pyłki nie zapłodniły własnych kwiatów żeńskich, obie strony rozwijają się w pewnym odstępie czasu, więc kwiaty żeńskie są zapylane przez obce pyłki innych osobników tego samego gatunku

-czereśnia przed chowem wsobnym chroni się przez zablokowanie łagiewek własnego pyłku.

Jak drzewo poznaje, kto zacz- nie wiadomo. ,,Równie dobrze można powiedzieć-drzewo to czuje,,

-gdy drzewo jest określonej płci, kobieta i facet np. wierzba iwa- dochodzi do typowych w naturze trójkątów, czyli pszczółki robią swoje. Zwabione przez wierzby przyjemnym zapaszkiem, będąc pod wpływem środków odurzających tj. wierzbowego potu/ feromonów/ perfum, pszczółki mogą w końcu oddać się doznaniom wzrokowym. Męskie( kotki )wierzby wabią owady wzrokowo - jasną żółcią. Objedzone słodkimi cukrami  osobniki dopiero wtedy zbaczają na manowce i odwiedzają niepozorne kwiatki żeńskich wierzb, przenosząc pyłek z osobnika męskiego na żeński.

 Tak dochodzi do zapłodnienia in vitro (?)

Chów wsobny ,w obrębie  tej samej rodzinki, zdarza się pomimo powziętych środków zaradczych. Ale nie wróży to nic dobrego, bo efektem jest podatność na choroby i przyszła groźba wyginięcia.

A skoro tak, to może warto się zastanowić, czy w naszym drzewie genealogicznym nie doszło kiedyś do chowu wsobnego, a efekty tego odczuwa się w życiu teraźniejszym? Wszak historia rodzinna skrywa wiele tajemnic, do tej pory nie odkrytych...

*informacje wybrane z książki,, Sekretne życie drzew,, i przełożone z j.polskiego na język własny.

04 listopada 2024

Przerwa na myślenie zasobne o św. Hieronimie.

 Wszystkiego co Siła Wyższa jest w stanie zapewnić, zdrowia dla zawiłości słownych, cierpliwości do rozkminiania co autor chciał powiedzieć, inwencji twórczej w tłumaczeniu nowotworów słownych, tego i czego tam indywidualnie komu potrzeba- z okazji Dnia Tłumacza( i pokrewnych poliglotów, dziennikarzy, itp. - tak przy okazji) który przypada 30 września. 

Tak poniewczasie, bo wiadomo, nie każdy pamięta/chce.... o świętach, rocznicach czy innych uroczystościach. A tak mi się tłukło po głowie, że co by człowiek zrobił bez tego drugiego zewnętrznego języka w gębie? Nie wiedziałabym co się dzieje w szerokim świecie.... a tym bardziej w lesie ( nawiązanie do czytanej aktualnie książki- doskonałe tłumaczenie -Ewa Kochanowska)

Przerwa na myślenie wsobne o Sile Wyższej.

 Jakiś czas temu przeniosłam maść na hemoroidy( w tubce) do łazienki i położyłam obok tubki z kremem do twarzy. Pomyślałam, ze będzie poręczniej, czyli pod reką. I wydawać by się mogło, że piszę o tym, bo sie pomyliłam, ale nie. To jeszcze nie ten etap... Ale przyszło mi w związku z tym do głowy, coś takiego:

Gatunek: człowiek - ma dwie twarze. Jedną -tą widoczną - na górze i tą zwykle zakrytą- na dole. 

A gdyby tak zamienić / rozszerzyć i powiedzieć, że człowiek to twór dwugłowy? I czasem myśli górną, odkrytą głową( Wola) a czasem drugą -dolną ( Auto) a czasem nawet obu naraz jednocześnie.

Ech, te myśli. Przychodzą i odchodzą ...a człowiek powołuje je do życia lub olewa.

Ps. Ki, diabeł, że sie tak rozgadałam....

03 listopada 2024

Nic ciekawego...ciag dalszy o jatce w raju.

 Od czego by tu zacząć? Tak trochę w nawiązaniu do poprzedniego komentarza cz.1.

 Może zacznę od  tego: jak oceniać Naturę i to co w niej zachodzi?

 ,, Będąc eks-nauczycielką....,, ocenianie mam we krwi, chciałoby się powiedzieć, ale jak wiadomo, to bardziej kwestia nawyku i przyzwyczajenia. Jeżeli powyższe są świadome, tj. mówię coś od siebie lub jestem  w zgodzie z jakimś wyrażonym poglądem- mogę powiedzieć, że jest to działanie mojej WOLI czyli zadziałał somatyczny układ nerwowy tak jak kontrolowany celowy ruch ręką czy nogą.

Gdy patrzę na zacytowany wcześniej ( poprzedni post) opis Lasu, nasuwa mi się takie stwierdzenie/ocena:

1.Patrząc na np. las od strony fizjologicznych, autonomicznych i życiowych funkcji poszczególnych organizów, wzajemne podżeranie się, skubanie czy chowanie , drążenie,   gnicie czy inne przyjemne pasożytowanie zapewniające przetrwanie poszczególnym gatunkom jest ....czymś wspaniałym, bo dzięki temu mamy to co mamy-jakiś ekosystem, z którego czerpiemy wszyscy profity dla własnego gatunku i tych od nas bezpośrednio i pośrednio zależnych.

Jedni po(d)żerają, podcinają skrzydła, wyrzucają z dziupli czy chowają owoce tworząc przyszłościowe zapasy drzewa i kopalin ( bogactwa naturalne) a człowiek .... jako gatunek  , uważający się za nadrzędny-baluje na całego. Żyć nie umierać.

2. Gdy patrzymy na wspomniany las przez pryzmat Woli i wolnych wyborów (somatyczny układ nerwowy) -to to co się dzieje na naszych oczach jest jedną wielką jatką/rzeźnią niewiniątek. 

Jedne gatunki mają do powiedzenia więcej inne mniej. W określonych szerokościach geograficznych toczy się walka o zasięg i o ....wodę do picia. Dochodzą do tego zmieniajace się w sposób niekontrolowany warunki pogodowe i gospodarka nadrzędnego gatunku -człowieka , które dodatkowo utrudniają życie pozostałym.

Tak więc z jednej strony mamy Raj na ziemi, a z drugiej Jatkę.

3. A gdyby jeszcze spojrzeć na to oczami pojedynczego osobnika, który nagle pojawił się jako nowy gatunek -  to już w ogóle  horror:  

,,życie to jedna wielka masakra jest. Znikąd pomocy, a wszyscy czegoś ode mnie chcą . Środowisko w jakim jestem chwilowo- jeszcze jak cie mogę, ale.... tu mnie atakują, tam podgryzają i spijają kod genetyczny i jak żyć?- tak pyta ,,uforus , ( pochodna od słowa wirus) zanim nie wejdzie w jakąś relację ze sobą lub podobnym mu uforusem. I ciągnie do siebie:

-,,Byle przetrwać, bo potem to już z górki...Namnażanie i rozszerzanie zasięgu, na ile pozwolą mi naturalne predyspozycje.,,

Stwierdzenie, że ,, las jest tak silny jak jego najsłabsze ogniwo,, ( z czytanej książki) śmiało można przenieść na społeczeństwa poszczególnych państw/ regionów/ itp. mniejszych jednostek administracji publicznej/ rodzinę( jako najmniejszej komórki społecznej). 

 Gdy znika jedno ogniwo łańcucha ( to najsłabsze) i nie ma zastępstwa, to wiadomo- całość ulega rozpadowi. Powolnemu, więc kto by się tam martwił na zapas. Tylko ci , patrzący hen w przyszłość ( a na jaką cholerę tak wysilać wzrok?) ....a nie sobie pod nogi.

A skoro już wiadomo, jak wygląda życie z kilku stron, to może by tak zacząć nowy dzień:

- Witam.

- Jak tam w twojej rzeźni/ raju? Co słychać? 

Jeżeli już podejmujemy się  oceny, to warto widzieć wszystkie strony medalu( 1 i 2. i 3) Łącznie z krawędzią , a nie tylko to co zadkiem czy przodem wystawione .Pod publikę. 

I skoro mowa o publice, to o tworzeniu partii/ religii przez pojedynczego osobnika- jak wygląda lub powinno wyglądać:

1. stworzenie własnego programu

2. szukanie środków na jego rozpowszechnianie

3.konsultacje z innymi i poprawki programowe

4. tworzenie zaplecza dla programu

5.wyjście z podziemia

itd jak w poprzednim wpisie.

Ja tam jestem ignorantką w tych kwestiach, ale skoro temat poruszyłam to chciałam dociągnąć do końca.A ponieważ o politycznych niuansach też coś tam kiedyś napisałam, to i  w sprawie wyborów i na kogo głosować -nie omieszkam. Ale na razie mi się zbiera...Ale nie na wymioty.....Czekam na tą iskrę z góry, coby tekst był do przełknięcia.