01 stycznia 2026

Sylwestrowa spowiedź staroroczna.

 I chociaż nie za bardzo juz pamiętam co robilam 1stycznia 2025r, to pomna wlasnego schematu  funkcjonujacego w moim osobistym matrixie myslowym : ,, jaki pierwszy dzien- taki caly rok,, moge tylko przypuszczac iz na pewno zrobilam pranie.

Chcąc uniknąć ponadwymiarowosci w tym elemencie zycia, postanowilam ze ten rok bedzie nieco inny. Juz wczoraj zdalam sie na ,,przypadkowosc,, życia w kwestii zaplanowania czasu. Stary rok pozegnalam niespodziewanymi zakupami na Nowy Rok. Zaopatrzylam sie w dwie flaszki toniku, maslanke, mleko( z myślą o kawie z mlekiem), ser zolty ( daje mi poczucie bezpieczenstwa żywieniowego , gdy go mam) . Spacery z psem odbębniłam o zmienionej porze i rozpoczelam pożegnanie starego roku o 17.30, majac za soba złożone niezbedne zyczenia noworoczne.

Napisalam notke, posiedzialam po poludniu chwile na blogach, po to by ruszyć w tango...Oj....umordowal mnie ten rok psychicznie, mimo koncowego zbalansowania jesiennego, wiec postanowilam odstąpić od telewizyjnej tradycji i poszlam do ludzi.

Jak przystalo na standardy- wzielam szklaneczki napelnione napojem tylko w polowie wyskokowym i odbylam gadke -szmatkę,  jak przystalo na zabawowe okolicznosci. Doszla do tego degustacja wisniowej nalewki- tez w szklaneczce, ale bardziej mikrej od mojej, ktora przypieczetowala splatanie jezyka w gebie, mimo trzeźwego umyslu.Przy dosc wczesnym pożegnaniu , ze wzgledu na życiowe okolicznosci, nie zdążyliśmy wymienić życzeń noworocznych. O godzinie 19-tej ululana cieplem i spokojem zza okna zapadlam w sen. Obudzilam sie jak na zawolanie- na kwadrans przed polnoca i siegnelam oczywiscie po maslanke, czekajaca na swoją kolej, jak co dzien/co noc.

Wiecej niz dwa łyki- nie dalam rady przełknąć i poszlam w odwiedziny do psa, ktory ma siedzibe w kuchni pod stolem. Nie wchodzilam na legowisko, tylko zawislam nad stolem, targana na krzesle przez maślanke,  ktora próbowała zaprotestowac przed trzymaniem jej w środowisku zoladkowym razem z uwodniona mieszanka węgla z  tlenem i  grupą OH . Wreszcie wydostała sie na zewnatrz, razem z potami, ktore mnie oblaly, a ja poczułam niewypowiedziana ulgę.  I z tym uczuciem weszlam w Nowy Rok. Ulga. Po pol godzinie -wychleptalam barszczyk czerwony- na chlodno- prosto z gara, reszte zostawiajac na poranne doladowanie. Przy okazji przypomnialam sobie iz w ferworze dnia ostatniego, zapomnialo mi sie o jedzeniu i od poludnia bylam o suchym pysku, wiec nic dziwnego, że maślanka zdecydowala sie na odwrót. 

Po godzinnej kanonadzie, którą czesciowo spedzilam w lazience z psem, w pokoju z ptakami, zaleglam ponownie w łożu,  coby w kolejny rok wejść wyspana na maksa. Pierwsze co zrobilam, po przebudzeniu- bylo wejscie pod prysznic i zmycie glowy. Podwojne:

-mycie włosów- po pierwsze,

-nawalanka slowna, że dalam sie wrobic mojemu ego- w to doswiadczenie.

I chciaz barszczyk i kanapki z jajkiem i serem żółtym-weszly mi bezproblemowo, a samopoczucie jest na wlasciwym poziomie, to doswiadczenie zapamietam z pewnoscia na kolejne lata i wyciagne wniosek, bo to jest odpowiedź na pytanie: ,,a na co mi to bylo?,, 

Teraz po szklance toniku z cytryną,  pełna optymizmu i z odświeżonym po latach doswiadczeniem, moge na spokojnie , zamknięta  we wlasnych ramach dokonać spowiedzi starorocznej...



I życzyć wszystkim, by popelniali błędy tylko w celu przypomnienia sobie, czego nie należy czynic sobie i bliźnim...

14 komentarzy:

  1. O, ja tez zrobiłam pranie, zaliczyłam spacer po śniegu i po blogach. Teraz kawkuję i rozkoszuje się ciepłem domowym, bo nic nie muszę.
    Spokoju i miłości!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie sie zapomnialo, ze na 12-ta bylam umowiona z dziecmi na kawe, wiec zdegustowane moim spóźnieniem (co mi sie nie zdarza) musialy po mnie dzwonic. Tak sobie wczoraj ,,dalam w palnik,,...ze mi wylecialo z glowy....tak to jest gdy brak zaprawy....;-)

      Usuń
  2. Twój tekst wywołuje u mnie uśmiech, bo jest szczery do szpiku kości i bardzo ludzki. To nie jest zwykła relacja z sylwestra – to zapis całego rytuału, codzienności i drobnych rytuałów, które budują poczucie bezpieczeństwa i kontroli nad własnym życiem. Bardzo podoba mi się, że przy tym wszystkim nie idealizujesz sytuacji – pokazujesz, że życie jest chaotyczne, czasem trochę komiczne, czasem niewygodne, ale w tym właśnie tkwi jego smak.

    To, co szczególnie trafia, to Twoje podejście do błędów: nie dramatyzujesz ich, traktujesz jako lekcję i pretekst do autorefleksji. Taka postawa jest dość rzadka – wiele osób stara się udawać, że kontroluje wszystko albo że każda pomyłka to katastrofa. A Ty pokazujesz, że można wejść w nowy rok spokojnie, z optymizmem, wyciągając wnioski, a nie zamartwiając się.

    Dla mnie to też subtelna lekcja uważności: obserwowanie siebie, swojego ciała, rytuałów i relacji ze światem – od psa, przez maślankę, po barszcz czerwony – wbrew pozorom tworzy bardzo spójny obraz życia „tu i teraz”. Takie podejście jest dużo bardziej wartościowe niż wielkie plany czy postanowienia noworoczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy komentarz budzi refleksję lub skojarzenia...Tym razem przyszło mi do głowy, że,,starość i emerytura,, to taki przywilej, kiedy czlowiek , po latach doświadczeń przemyslanych i niekoniecznie, moze sobie pozwolic na szczerosc wobec siebie, bez przejmowania sie co pomyślą inni, bo w mniejszym stopniu jest sie uzaleznionym od innych, niz ma to miejsce w czasie bycia ,,czynnym zawodowo,, ( cokolwiek to znaczy)...
      Lęk przed oceną to jeden z czynnikow skłaniających do skrytosci i zamykania sie w sobie/stawiania oporu...

      Usuń
  3. W Nowy Rok weszłam z pewnym znerwicowaniem
    przez całkowicie znerwicowanego Piesola

    Ludzie często nie czynią sobie nic złego.
    Ale namiętnie czynią to bliźnim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja psina od nowa przyzwyczaja sie do spokoju. Wczoraj na ostatni spacer dal sie wyprowadzic, ale 1.01 mimo ze bylo cicho- zaparl sie, wiec zrezygnowalam.

      Czasem swiadomie, a czasem z powodu niewiedzy lub glupoty/nieswiadomosci(?)...

      Usuń
  4. W Nowy Rok przyszli do mnie Najbliżsi. Więc powinien być dobry - prawda?
    A Tobie życzę wszystkiego co dobre. I uśmiechu losu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ,,Goście, Goście,, ....beda sypac sie jak z rekawa :-).-wedlug mojego ,,zabobonu,,...
      Uśmiech losu? Nie narzekam- jest to co jest . Nie wiem czy dalabym radę z czymś innym... :-)

      Usuń
  5. Jeśli wejście w Nowy Rok odbywa się pod sztandarem maślanki buntującej się przeciwko fizyce żołądka, a potem triumfalnym powrotem barszczu z gara - to znaczy, że zapowiada się rok ludzi odważnych i odpornych ;)
    Podziwiam dyscyplinę w zakresie spacerów z psem, eksperymenty gastronomiczno-czasowe oraz niezłomną wiarę w magiczną moc sera żółtego jako filaru bezpieczeństwa egzystencjalnego.
    Szczęśliwego - i lekko autoironicznego - Nowego Roku! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak,! Dzięki za wsparcie....i życzenia. Oby Nam się....

      Usuń
  6. Przybij piątkę, ja też w Nowy Rok zrobiłam pranie! 😃
    Nie robiłam podsumowania.
    Nie robiłam planów.
    A Ty w tej drewnianej bramie wprawiasz mnie osłupienie, albowiem niespecjalnie jesteś podobna do swojego awatara 🤣 🤣 🤣

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha, no i Twoja bluzka... Gdybym miała taką, wpadłabym w szał i upojenie. Ze szczęścia!

      Usuń
    2. Pranie bylo zrobione w ub.roku, teraz uprzedzilam fakty chcac uniknac ,,przepracowania,,w Nowym. Avatar byl rysowany ,, z pamięci i z zamknietymi oczami, wiec wychodzi na to że nie zawsze widzę siebie jak należy...
      Co do sweterka- z ulubionej grzebalni, ale nadaje sie do zdjecia , bo na wyjscie- to tylko gdy odziez wierzchnia ma rozkloszowane rekawy jak w latach 60-tych. W kurtke sportowa czy marynarke/zakiet-nie wepchne, bo za wiele falban na dole...Dobrze, że malo gotuję....;-)

      Usuń