05 maja 2021

Krótkie uzupełnienie.

 Komentarze pod poprzednim postem były bardzo motywujące.

Wypadałoby się zastanowić jeszcze nad kilkoma sprawami ( odsyłam do pozostałych komentarzy ):

1. Jaką kanapką jestem  w rzeczywistości? Czy chcę sprawiać inne wrażenie i dlaczego? ( koment. DziadBikiniaz komentuje) Kim jestem na tym etapie życia ( w tej chwili)?

2. Z rozmowy z DeLu wypłynęło całkiem fajne dopełnienie postu. Mianowicie, że ludzi można podzielić na :

1. tych którzy w trakcie życia stawiają sobie cele do osiągnięcia

2. tych, którzy chwilowymi celami podpierają się w czasie drogi przez życie

Można również przyjąć, że w zależności od etapu życia- należymy raz do jednej , raz do drugiej grupy.


04 maja 2021

Od rodzinnych spostrzeżeń do ...nikąd.

 Padło hasło : "rodziców się nie wybiera, ale otoczenie już tak" , które przeniosło mnie, podobnie jak wcześniej wspomniane mole, do czasów dzieciństwa. Dzieciństwa , które w sumie obejmuje okres od narodzin do momentu aż człowiek zacznie samodzielnie utrzymywać się przy życiu, czyli staje się w pewnym stopniu niezależny. Niezależny od wpajanych wartości, tradycji, rodzinnych zwyczajów i innych wyniesionych z domu dóbr niematerialnych, po to by móc skonfrontować je z rzeczywistością. Wnioski końcowe są znane wszystkim po takiej konfrontacji:

1. tym gorzej dla rzeczywistości

2.tym gorzej dla człowieka i bagażu, który niesie ( w/w z t.zw.domu)

Śmiem myśleć że grupę :

1. tworzą  ludzie , którzy wiedzą w jaki sposób korzystać "z łokci," (umownie) mili ekstrawertycy i zaburzeni introwertycy porywający się z motyką na słońce

2. grupa to introwertycy, oceniani jako zarozumialcy i pośrednio ofiary (ekstrawertycznego otoczenia)  oraz zaburzeni ekstrawertycy zdołowani przez niemoc w ramach własnej grupy.

Osobiście uważam, że rodzimy się w jakiejś rodzinie dlatego, że mamy do przejścia określone doświadczenia, które generuje tzw. rodzina jako najbliższe nam początkowo otoczenie i źródło bagażu, który niesiemy. Potem, wbrew pozorom, jedyne co możemy wybrać to osoby, z którymi chcemy utrzymać  kontakty "towarzyskie" ( bliskie i dalsze znajomości). Ale to i tak pod pewnymi warunkami.

Łatwo sobie wyobrazić jak czuje się dziecko introwertyczne w środowisku ekstrawertyków i na odwrót. To jak będzie się potem rozwijać  społecznie zależy od warunków jakie się mu stworzy od strony psychicznej. Tymczasem wiele pokoleń wstecz wiedza była żadna, a działanie intuicyjne , standardowe- metodą nagród i kar albo w ogóle puszczone wychowanie samopas. Tak więc powielane odwiecznie metody tzw.wychowawcze przynoszą ze sobą określone skutki. Społeczne i dla poszczególnych jednostek.

Metoda intuicyjna i opierająca się na podążaniu za...opiera się na obserwacji zachowań dziecka i w konsekwencji prowadzi do rozwoju osobowości, która wie czego chce i realizuje siebie w życiu.

Metoda kar i nagród, rozwija osobowość typu coś za coś, a tzw. puszczenie samopas to wielka niewiadoma, która zależy od środowiska w jakim człowiek spędza większość czasu i wyciągniętych wniosków.

Tymczasem podstawowy błąd jaki się według mnie popełnia, to kontrolowanie introwertyka, i puszczanie samopas - ekstrawertyka. Popełnione błędy dają znać o sobie w życiu codziennym i są  źródłem wielu niemożności .

Ale... wiedza - wiedzą, tyle że jak zawsze może być problem z zastosowaniem jej w praktyce.

Gdy zadaję sobie pytanie o sens życia, to okazuje się, że droga zbierania doświadczeń i wyciągania wniosków, dokonywania niezbędnej korekty( albo i nie) nabiera dla nas wartości  dopiero wtedy gdy znamy jakiś cel końcowy, nawet ten nieokreślony. Typu: życie wieczne, pamięć albo ograniczamy się  do czegoś co można " chwycić w ręce" i doświadczać płynących stąd bodźców (a z czym przyjdzie się kiedyś rozstać). Życie bezcelowe, życie chwilą obecną (w takim kontekście) prowadzi ...donikąd.

02 maja 2021

Podejrzenia na ziemski poligon doświadczalny.

Nawiązując do poprzedniego postu...można by było dodać, że Raj mamy wtedy gdy jest Jedność, a Piekło gdy są Różnice. Bo przecież one właśnie są powodem wszelkich sporów.

Tyle tylko, że dzięki tym różnicom jest pięknie i świat jest taki kolorowy. Mam więc uzasadnione podejrzenia co do Raju, że może być jednokolorowy. I z powodu  tej monochromatyczności, trzeba by się było przygotować już tu na ziemi duchowo, by się tam umieć odnaleźć. W tej bezbarwnej Jedności ze wszystkimi . A że do każdej dalekiej podróży trzeba się odpowiednio przygotować, to tu na Ziemi mamy taki mały poligon doświadczalny...A na górze obstawiają: przeżyje czy nie przeżyje?


Poszatkowany umysł czyli o podziałach społecznych.

Wchodzę rano na ulubioną stronę (Kroniki Mikołaja Miki) i robię przegląd prasy niecodziennej czyli badam salon po prawej stronie- kto i  jaki tekst wrzucił i czy tytuł skłania mnie do przyjrzenia się poruszonej tematyce. I jest. Tym razem po przeczytaniu posta Stokrotki (,,Nic") powędrowałam do Jakubowa. No i trafiony- zatopiony( jak przy grze w statki) , a w nim zdjęcie okładki książki, która była dla mnie swojego czasu obowiązkową lekturą ( https://gazetadomowa2.blogspot.com/2021/04/2732-bad-i-prawda.html?showComment=1619940010596#c4124710645355425775).  Poruszony temat powalił mnie na łopatki i teraz czas się z nich podnieść.Po otrząśnięciu się z niespodziewanego ciosu, wreszcie mogę rozpoznać przeciwnika. Jest- nazwę go bez ogródek- to partyjniactwo i religianctwo***.

Czym są partie polityczne (czy inne podziały) wiedzą najlepiej zainteresowani, zwłaszcza gdy z powodu swoich poglądów polityczno-religijnych takich czy siakich albo czerpią jakieś korzyści ( szerokie kontakty, władza, pieniądze itd) albo doznają krzywd ( wykluczenia, pominięcia, lekceważenie, czy inne wątpliwe przyjemności wynikające z braku możliwości).  Jak by nie patrzeć wszelkie podziały i uparte trzymanie się jednej jedynej myśli przewodniej ( partyjniactwo i religianctwo ) są przyczyną z powodu której cierpią bezpośrednie relacje międzyludzkie czy pośrednio społeczeństwo- gdy mamy do czynienia z usztywnionymi pieniaczami lub wygładzonymi do przesady cynikami*. 

Tymczasem zarówno partia, grupa , stowarzyszenie itp. związki międzyludzkie, poszczególne religie(traktowane osobno) - każde z nich mówi na swój sposób i wskazuje na JEDNOŚĆ I BRAK PODZIAŁÓW jako źródło sprawnie funkcjonującego społeczeństwa czy relacji międzyludzkich, chociaż one same ( te podziały ideologiczno -religijne) tym nie są, bo ludzi różnią zamiast jednoczyć.

Wygląda więc na to, że podstawowy podział społeczeństwa może wyglądać tak:

-stoicy**

-cynicy*

 

* https://pl.wikipedia.org/wiki/Cynizm,

 chodzi mi o tę część definicji: 

Cynizm wiąże się z negatywnym poglądem na naturę ludzką. Zgodnie z tym uznaje, że jednostki dążą do realizacji swoich interesów i wątpią w autentyczność altruistycznych motywów działań. Według cyników nie istnieją „wyższe wartości”, „wzniosłe cele” czy ideały. Są one jedynie słowami, za pomocą których jednostki oszukują same siebie, lub które służą jednym do manipulacji drugimi. Tym samym podając je w wątpliwość, obnaża się ludzkie zakłamanie.

**https://pl.wikipedia.org/wiki/Stoicyzm

*** słówko stworzyłam na własne potrzeby, więc jeżeli nawet już jest to cześć i chwała, przecież nie muszę być nowosłowomodna. :)

01 maja 2021

Nic specjalnego, to tylko mole...

 Plany planami-a tu życie pisze swoje scenariusze. I tak kolejny raz, zamiast pisać o rodzinie, której się nie wybiera, naszły mnie inne smętki.  Wspominając dzieciństwo, stwierdzam bez rozrzewnienia, że od zawsze byłam moherem. Zawsze był jakiś sweterek, w którym mogła złożyć jaja Omacnica spichrzanka* ( kto by nie lubił ciepła?). I chociaż  sweterków ubywało, to w pewnym okresie pojawiła się czapka. Też z moherem. I tu wstyd się przyznać, z racji obecnej sytuacji międzynarodowej, iż była pochodzenia radzieckiego. Czapka jak czapka, była tylko symbolem. Symbolem  zbabcienia dziecięcego. 

W miarę zbieranych doświadczeń życiowych, przybywało smętków, czyli moli na głowie, ale ubywało sweterków. W którymś momencie zostałam ponownie dzieckiem bez czapki i w rozchełstanej kurtce, ale moli nie ubyło. Przybywało ich z wiekiem, tyle że zmieniły swoją postać. I kiedyś wreszcie trzeba było je wypuścić w świat. Jeżeli nie tu -to gdzie, jeżeli nie teraz -to kiedy? - pomyślałam kilka lat wstecz.

 Nie na darmo przecież mówi się, że ma się mola na głowie. A ten tu jeden z drugim składa jajeczka, potem  larwy śpią bez mrugnięcia okiem i wreszcie wylatują na świat jak dobro i zło z puszki Pandory. No to i moje smętki wyleciały. Przynajmniej część. Reszta pęta się po życiorysie i pozbyć  trudno. Trzeba  albo narobić się ( podczas sprzątania), albo zmrozić( -15) lub zrobić lekką  saunę(wygrzewanie w temp.50-52 st.C). Jak się okazuje  na jedno i na drugie( smętki i mole) działa  nie tylko ruch i odnowa biologiczna , ale skuteczne są też środki chemiczne. Antydepresanty i atrakcje dezynsekcyjne okazują się być rewelacyjne.

Ale zanim dokonam rzezi niewiniątek warto zauważyć, że obok moli książkowych taka Omacnica spichrzanka , jak wykazują badania, posiada w okresie larwalnym bakterie jelitowe, które rozkładają  w pewnym stopniu folię polietylenową. Więc może by tak założyć gdzieś hodowlę moli i odżywiać je folią ? Tyle, że trzeba by było pomyśleć czy larwy zostawić czy przetworzyć? Nie żeby zaraz jakieś mutanty hodować, co to to nie.Wystarczy przecież że zjedzą folię, a o resztę masy molowej ** zadbają ptaki. I będzie jeden mol z głowy...foliowy.

* https://pl.wikipedia.org/wiki/Omacnica_spichrzanka

** https://pl.wikipedia.org/wiki/Masa_molowa

30 kwietnia 2021

Od plwociny do wycinki czyli o znaczeniu planetarnych koligacji.

 Są takie chwile, kiedy człowiek czuje się, mówiąc oględnie, wypluty. I doprecyzuję, że pisząc "człowiek" mam w tym momencie na myśli siebie, mimo że wygląda to na uogólnienie. W każdym razie ja tak mam. Pomijam kwestie zmęczenia czysto fizycznego, bo bardziej wiążę ten stan z psychiką. Być może są to chwile gdy opuszcza mnie (pozornie) nadzieja lub wiara, co ma wpływ  na rozłożone na łopatki, chwilowo,  samopoczucie i  zdołowane poczucie beznadziejności. Tymczasem wystarczy rozejrzeć się dookoła, zbadać swoje relacje z otoczeniem . Być może pojawiła się sytuacja bądź osoby, które poruszyły struny nadszarpnięte w przeszłości? W każdym razie im silniejsze było to szarpnięcie/przeżycie, tym gorzej dla współczesności. Dlatego warto przyjrzeć się temu bliżej .

Niezaprzeczalnie  są/były w naszym otoczeniu osoby, które indywidualnie uznajemy za toksyczne, chociażby z tego powodu że pochodzą z innej planety (nawiązanie m.in. do postu z 26.04) i kontakt z nimi powoduje uszczerbki w naszym ciele energetycznym. Odbija się to niekorzystnie na stanie naszej psychiki, bo jak to się zwykło mówić " łapiemy nerwa" ( w przypadku osobowości zaczepno-obronnej) lub wycina nas na pewien czas i czujemy się jak dętka. Pozbawieni powietrza...i energii. 

Nic dziwnego, że tam gdzie jest  konieczność utrzymania bezpośredniego kontaktu z dużą liczbą osób, zawsze znajdzie się jakaś czarna owca ( nie ubliżając zwierzątku), która będzie  podcinać komuś skrzydła, pomimo zaokrąglonego pyszczka i stania czterema nogami na ziemi. Praca przez internet czy w ogóle bycie w wirtualnym świecie ma więc swoje niezaprzeczalne plusy. Jest możliwość utrzymania dystansu i w razie czego można się ewakuować.

Mnie,wskutek wspomnianego wycięcia ,odechciewa się pisania czy w ogóle wszelkiej aktywności dodatkowej poza tym co niezbędne i konieczne do przeżycia następnego dnia. Tak mnie wycina. W zależności od ponownego zastrzyku energii od otoczenia lub wskutek opuszczenia toksycznej/stresującej sytuacji , dopiero wtedy człowiek wraca do sił (czyli zdrowia ogólnie pojętego) .

I nikt mnie nie przekona, że w niechcianym i nieakceptowanym przez nasze wnętrze  towarzystwie można się dobrze rozwijać.  O wypuszczaniu kwiatów i wydawaniu owoców -nie ma co mówić.  Chyba , że pod przymusem, co zresztą nie daje nadziei na lepsze jutro. Nikomu. 

Dlatego hasło  "rybki do wód" i "nasionka w ziemię "ma swoje znaczenie. Przecież każdy chciałby żyć w przyjaznym dla siebie otoczeniu. Skowronek na pewno nie podporządkuje się życiu sowy. Bo chociaż mają wspólne środowisko i wiele podobieństw zewnętrznych to jednak są to gatunki pochodzące z innej bajki. 

W przypadku ludzi jest nieco trudniej. Trzeba odnaleźć swoje planetarne korzenie( połączenie).



28 kwietnia 2021

Od nadziei do roboty z boską pomocą.

 Tak się czasem zastanawiam co jest źródłem nadziei? Dla mnie , tak mi się w tym momencie wydaje, jest to możliwość podejmowania decyzji dotyczących własnego działania. Chociażby w niewielkim zakresie. Jak szeroki  to może być zakres? Jest  to uzależnione od aktualnej sytuacji i okoliczności w jakich się człowiek znajduje. A porzucając prywatę...

Szukanie źródła nadziei na zewnątrz w jakiejś Sile Sprawczej, jest według mnie związane z wewnętrznym prze/czuciem, że coś jest, co nas wspiera w życiu, ale nie kojarzymy tego z własnym wnętrzem ( Iskrą w nas ), mimo że przecież stamtąd  czerpiemy  moc. Wiara, że coś pochodzi z zewnątrz, jest związana najprawdopodobniej z tym, że wszyscy jesteśmy energetycznie połączeni  i czujemy , że działa coś poza nami , coś co jest niekontrolowane przez ego-umysł (bazujący na zmysłach). Stąd wrażenie istnienia  Zewnętrznej Siły Sprawczej.Czujemy to wewnętrznie  tzw. szóstym zmysłem. I  owszem to jest ale nie jest Bytem od nas odrębnym, bo  z powodu tego energetycznego połączenia tkwimy we wzajemnych zależnościach. Gdy wszystkim jest po drodze...(na poziomie energii)  następuje realizacja, czyli spełnienie naszych zamiarów, planów czy oczekiwań. Wtedy uznajemy( mówimy), że zrobiliśmy coś z boską pomocą.


26 kwietnia 2021

Podbój kosmosu z ziemskiej perspektywy.

 W zasadzie poprzedni post powinien mieć tytuł " Technologia wiary czyli również o źródle twórczej weny""..., ale niech już pozostanie w pierwotnej wersji. Tym razem, kontynuując iskrzący i energetyczny temat nawiążę  do stwierdzenia, że mikrokosmos to odzwierciedlenie makrokosmosu( i na odwrót ). 

Obraz rozgwieżdżonego nieba  wygląda jak odbicie lustrzane ludzkich Iskierek. Jedne są bliżej, a inne dalej od człowieka ( ziemi). Giną i rodzą się na nowo , wybuchają, zapadają w sobie , tworzą odrębne galaktyki grupując się jak ludzie w określonej przestrzeni ( nie tylko zawodowej ) . Podobieństwa  można by było mnożyć. 

Mity o bogach, którzy zeszli na ziemię i połączyli  z ludźmi zdają się potwierdzać wojownicy wszelkiej maści walczący nie tylko w ringu, ale i w życiu codziennym. Badacze wszelkiej maści, artyści, i inne  grupy zawodowe, zdają się być potomkami kontynuującymi tradycje rodzinne, ale nie te ziemskie, ale pochodzące ze wspomnianego mitycznego Nieba. Dlatego mamy na ziemi do czynienia z ludźmi z powołaniem, albo po prostu wykonujących jakiś wyuczony zawód ( bez wewnętrznego połączenia z własnym Niebem) ale pozwalający utrzymać się przy życiu. Bez tej Iskry ( bożej - jak to popularnie się mówi). 

Podbój kosmosu, z tej perspektywy, może zatem wyglądać zupełnie inaczej. Chodzi o dotarcie do własnej gwiazdy( Iskierki na niebie), ale tu na Ziemi.