11 maja 2021

Takie tam o bucach...

 Nikomu nie ubliżając, bo jest to mój całkiem subiektywny odbiór, przyznam szczerze, że w życiu codziennym unikam Buców Wszechwiedzących i Wszechmocnych. Dotyczy to osób bez czucia, które walą na oślep, byleby uderzyć i dopiec. Bo czują się gorsi. Ponieważ jest  to oznaką słabości- więc po co mi takie towarzystwo? Sama jestem wystarczająco słaba, więc jest naturalne, że nie przepadam za osobami, które uważam za toksyczne- dla mnie osobiście, nawet w komentarzach. Dlatego nie pcham się z komentarzami na inną planetę ( blog), gdzie albo roi się od tłumów, albo tam gdzie mogę stracić energię. Pozdrawiam wszystkich  z sercem i pozytywnie nastawionych do drugiego człowieka.

Może coś jeszcze napiszę? Sama nie wiem... 

Ps. Aaa... i uprzedzam, że wprowadzam moderację komentarzy, bo na czym jak na czym ale na zdrowiu jeszcze mi musi zależeć. ŻEGNAJCIE..sztywniacy ...


10 maja 2021

O wadach rozwojowych cywilizacji.

 I znowu DeLu...Ten to ma zdolności do wyprowadzania mnie z równowagi hi,hi, swoimi komentami. Tak więc pod wpływem poprzedniej rozmowy, takie mnie naszły refleksje.

Porównanie rozwijającej się cywilizacji do PKP nie jest całkiem od rzeczy ;) Od drezyny do pendolino droga krótka i daleka zarazem. I to i to...jedzie po torach, tyle że z inną prędkością i ma się dach nad głową, albo wybiera się cabrio ( lub roadster).. A, ale o czym to ja chciałam... o gospodarce wolnorynkowej...taką bajeczkę opowiedzieć:

Dawno, dawno temu za górami, za lasami w tym samym miejscu co dzisiaj, ludzie prowadzili własne gospodarstwa  przydomowe, a nadmiar tego co posiadali albo sprzedawali, albo wymieniali  z innymi - posiadanymi towarami. Po jakimś czasie przywódca stada, jako najsilniejszy na danym terenie, zaczął zbierać podatki (czy inną daninę) oferując w zamian np. ochronę, bo tylko do tego był zdolny(powołany).

Wraz z rozwojem cywilizacji dawna gospodarka wolnorynkowa przyjęła formę współczesną, dobrze nam znaną. Rolę księcia czy innego Robin Hooda przejęło państwo i  lokalne kacyki, ale mechanizmy i cele pozostały te same: ściągnięcie haraczu ( dziesięciny, innego podatku) przy pomocy wszelkich dostępnych środków. Koniec bajeczki.

 Patrząc z tej strony na świat - można śmiało powiedzieć , że ewolucja stanęła w miejscu. I nie posunęliśmy się ani o krok do przodu, nic się nie zmieniło, chociaż minęły wieki. Zmieniły się tylko słowa ( nazewnictwo), ale cel pozostał ten sam: składanie darów lub ich zabieranie( co kto woli i gdzie siedzi).

Z tego właśnie powodu, zdziadziałam zupełnie. I tęsknię za tymi czasami gospodarki wolnorynkowej, kiedy jeszcze nie było kacyków czy innych książąt udzielnych, a ludzie pracowali dla siebie i na własne potrzeby. I chociaż okres człowieka jaskiniowego  mamy już za sobą, to przecież prawo silniejszego ( nie tylko fizycznie) przetrwało do naszych czasów. I gdzie tu postęp?

09 maja 2021

Od istoty aspołecznej do idylli.

 Ponieważ komentarze i blogi są publicznie udostępniane, pozwoliłam sobie skorzystać z.... i  rozwinąć poruszoną pobocznie tematykę.

....... W świecie fauny, a więc i naszym ludzkim, wpisane były jasne kryteria hierarchizujące pozycję zwierząt. I tak: mysz uciekała przed kotem, kot przed psem, pies przed tygrysem, tygrys przed słoniem itd., itp., ... Tak było do czasu aż człowiek zszedł z drzewa trzymając w ręku zaostrzony kij, czym zmienił dotychczasowe w.wym. relacje. I wtedy, już w naszym ludzkim świecie, zamiast kija pojawiło się: bogactwo, znajomości, koalicje polityczne, itp. Wydaje mi się, że gdyby nagle gatunek ludzki pozbawić wszystkiego, nawet tej umiejętności zaostrzenia kija, to wtedy na powrót byśmy się stali istotami społecznymi. Ale może się mylę ... ;) *

oraz dodany później:

Idylla maleńka taka:
Wróbel połyka robaka,
Wróbla kot dusi niecnota,
Pies chętnie rozdziera kota,
Psa wilk z lubością pożera,
Wilka zadławia pantera.
Panterę lew rwie na ćwierci,
Lwa - człowiek; a sam, po śmierci
Staje się łupem robaka.
Idylla maleńka taka.

 No proszę, ktoś za mnie wyraził moje wątpliwości  i postawił pytanie ( Andrzej Rawicz-Anzai). Odpowiem więc sobie sama , w sposób może nieco przewrotny, ale przecież można myśleć o danej rzeczy /problemie na wiele sposobów.

Posłużę się tym razem nie tyle własnym przekonaniem, ale takim żartobliwym opisem jak wygląda relacja człowiek- zwierzę.  Taki obrazek:

Dwa  psy myśliwskie  rozmawiają ze sobą. Jeden starszy, drugi młodszy. Starszy uświadamia Młodego:

- My to pochodzimy od wilków!

 A nasz pan? - pyta Młody

- Od małpy.

No i właśnie idąc tym tropem, bo inaczej nie można :), jeżeli już mamy jakiegoś przodka to przecież skoro nie zaostrzony kij, to w życiu niektórych gatunków obowiązuje np. prawo pięści. W różnych środowiskach różnie przebiega walka o władzę i pozycję w stadzie, nawet tym najmniejszym jakim jest rodzina. 

Patrząc zatem  ,w pierwszym odruchu, na stosowane przez nas i kogoś  metody walki o pozycję w stadzie, można pośrednio domyślać się czyjegoś pochodzenia. Takiego niegenetycznego, ale nawiązującego do świata zwierzęcego. Zresztą istnieje też dziedzina, która w zależności od pewnych cech zewnętrznych i osobowościowych, przypisuje nas do określonego gatunku zwierzęcego. I data urodzenia, jak to ma miejsce w horoskopie i astrologii**, numerologii, nie ma w tym wypadku znaczenia.

Jest też całkiem prawdopodobne, że osoby które  wykraczają poza ziemskie ramy,z różnych względów, traktowani są (i nazywani )przez otoczenie jak Kosmici. Tyle tylko, że jest to w zupełnie innym rozumieniu niż traktuje to astrologia, która przypisuje nam określone planety z powodu momentu w jakim przyszliśmy na świat i jak w tym czasie wyglądały gwiezdne relacje . Ma to swoje znaczenie, ze względu na to że nie jesteśmy odrębnym bytem funkcjonującym gdzieś poza Wszechświatem. Ale... każdy ma prawo do swojego zdania. Więc to co podaje wikipedia warto skonfrontować  ze sobą(z tym co się czuje, a nie- wie - na temat astrologii).  Taki  mały wtręt.

Wniosek końcowy jest pytaniem: 

Do jakiej grupy zwierząt należę? Jak mnie postrzegają inni? 

I w wielu wypadkach odpowiedź na drugie pytanie- stanowi rozwiązanie problemu w relacjach międzyludzkich. Dodając tu znane, z innego znaczenia, powiedzenie: "gdy się wchodzi między wrony, musisz krakać jak i one" - to przecież lepiej być wroną i być między swoimi, niż udawać, że się kracze /rozumie co jest grane i działać wbrew własnym przekonaniom. Wtedy  takie życie ciężko nazwać idyllą, bo jest się obcym dla innych ( chociaż pozornie jednością ) i przede wszystkim dla  siebie.

Więc co oznacza tak naprawdę bycie aspołecznym?

A może , patrząc jednostkowo, bezpośrednią przyczyną jest brak powiązania ze stadem w jakim się przebywa?


*link o którym wspomniano w komentarzu ( zamieszczony przez Kawiarenka na blogu u Stokrotki  https://stokrotkastories.blogspot.com/2021/05/pandemia-dla-bogaczy.html to https://przegladdziennikarski.pl/czlowiek-jako-istota-aspoleczna/?fbclid=IwAR0KSxps8ZtZKhVRqMFtYudkZqPF2t4KUxQT0UcUNR18-a_XkfNTnClEIUk

** https://pl.wikipedia.org/wiki/Astrologia

05 maja 2021

Krótkie uzupełnienie.

 Komentarze pod poprzednim postem były bardzo motywujące.

Wypadałoby się zastanowić jeszcze nad kilkoma sprawami ( odsyłam do pozostałych komentarzy ):

1. Jaką kanapką jestem  w rzeczywistości? Czy chcę sprawiać inne wrażenie i dlaczego? ( koment. DziadBikiniaz komentuje) Kim jestem na tym etapie życia ( w tej chwili)?

2. Z rozmowy z DeLu wypłynęło całkiem fajne dopełnienie postu. Mianowicie, że ludzi można podzielić na :

1. tych którzy w trakcie życia stawiają sobie cele do osiągnięcia

2. tych, którzy chwilowymi celami podpierają się w czasie drogi przez życie

Można również przyjąć, że w zależności od etapu życia- należymy raz do jednej , raz do drugiej grupy.


04 maja 2021

Od rodzinnych spostrzeżeń do ...nikąd.

 Padło hasło : "rodziców się nie wybiera, ale otoczenie już tak" , które przeniosło mnie, podobnie jak wcześniej wspomniane mole, do czasów dzieciństwa. Dzieciństwa , które w sumie obejmuje okres od narodzin do momentu aż człowiek zacznie samodzielnie utrzymywać się przy życiu, czyli staje się w pewnym stopniu niezależny. Niezależny od wpajanych wartości, tradycji, rodzinnych zwyczajów i innych wyniesionych z domu dóbr niematerialnych, po to by móc skonfrontować je z rzeczywistością. Wnioski końcowe są znane wszystkim po takiej konfrontacji:

1. tym gorzej dla rzeczywistości

2.tym gorzej dla człowieka i bagażu, który niesie ( w/w z t.zw.domu)

Śmiem myśleć że grupę :

1. tworzą  ludzie , którzy wiedzą w jaki sposób korzystać "z łokci," (umownie) mili ekstrawertycy i zaburzeni introwertycy porywający się z motyką na słońce

2. grupa to introwertycy, oceniani jako zarozumialcy i pośrednio ofiary (ekstrawertycznego otoczenia)  oraz zaburzeni ekstrawertycy zdołowani przez niemoc w ramach własnej grupy.

Osobiście uważam, że rodzimy się w jakiejś rodzinie dlatego, że mamy do przejścia określone doświadczenia, które generuje tzw. rodzina jako najbliższe nam początkowo otoczenie i źródło bagażu, który niesiemy. Potem, wbrew pozorom, jedyne co możemy wybrać to osoby, z którymi chcemy utrzymać  kontakty "towarzyskie" ( bliskie i dalsze znajomości). Ale to i tak pod pewnymi warunkami.

Łatwo sobie wyobrazić jak czuje się dziecko introwertyczne w środowisku ekstrawertyków i na odwrót. To jak będzie się potem rozwijać  społecznie zależy od warunków jakie się mu stworzy od strony psychicznej. Tymczasem wiele pokoleń wstecz wiedza była żadna, a działanie intuicyjne , standardowe- metodą nagród i kar albo w ogóle puszczone wychowanie samopas. Tak więc powielane odwiecznie metody tzw.wychowawcze przynoszą ze sobą określone skutki. Społeczne i dla poszczególnych jednostek.

Metoda intuicyjna i opierająca się na podążaniu za...opiera się na obserwacji zachowań dziecka i w konsekwencji prowadzi do rozwoju osobowości, która wie czego chce i realizuje siebie w życiu.

Metoda kar i nagród, rozwija osobowość typu coś za coś, a tzw. puszczenie samopas to wielka niewiadoma, która zależy od środowiska w jakim człowiek spędza większość czasu i wyciągniętych wniosków.

Tymczasem podstawowy błąd jaki się według mnie popełnia, to kontrolowanie introwertyka, i puszczanie samopas - ekstrawertyka. Popełnione błędy dają znać o sobie w życiu codziennym i są  źródłem wielu niemożności .

Ale... wiedza - wiedzą, tyle że jak zawsze może być problem z zastosowaniem jej w praktyce.

Gdy zadaję sobie pytanie o sens życia, to okazuje się, że droga zbierania doświadczeń i wyciągania wniosków, dokonywania niezbędnej korekty( albo i nie) nabiera dla nas wartości  dopiero wtedy gdy znamy jakiś cel końcowy, nawet ten nieokreślony. Typu: życie wieczne, pamięć albo ograniczamy się  do czegoś co można " chwycić w ręce" i doświadczać płynących stąd bodźców (a z czym przyjdzie się kiedyś rozstać). Życie bezcelowe, życie chwilą obecną (w takim kontekście) prowadzi ...donikąd.

02 maja 2021

Podejrzenia na ziemski poligon doświadczalny.

Nawiązując do poprzedniego postu...można by było dodać, że Raj mamy wtedy gdy jest Jedność, a Piekło gdy są Różnice. Bo przecież one właśnie są powodem wszelkich sporów.

Tyle tylko, że dzięki tym różnicom jest pięknie i świat jest taki kolorowy. Mam więc uzasadnione podejrzenia co do Raju, że może być jednokolorowy. I z powodu  tej monochromatyczności, trzeba by się było przygotować już tu na ziemi duchowo, by się tam umieć odnaleźć. W tej bezbarwnej Jedności ze wszystkimi . A że do każdej dalekiej podróży trzeba się odpowiednio przygotować, to tu na Ziemi mamy taki mały poligon doświadczalny...A na górze obstawiają: przeżyje czy nie przeżyje?


Poszatkowany umysł czyli o podziałach społecznych.

Wchodzę rano na ulubioną stronę (Kroniki Mikołaja Miki) i robię przegląd prasy niecodziennej czyli badam salon po prawej stronie- kto i  jaki tekst wrzucił i czy tytuł skłania mnie do przyjrzenia się poruszonej tematyce. I jest. Tym razem po przeczytaniu posta Stokrotki (,,Nic") powędrowałam do Jakubowa. No i trafiony- zatopiony( jak przy grze w statki) , a w nim zdjęcie okładki książki, która była dla mnie swojego czasu obowiązkową lekturą ( https://gazetadomowa2.blogspot.com/2021/04/2732-bad-i-prawda.html?showComment=1619940010596#c4124710645355425775).  Poruszony temat powalił mnie na łopatki i teraz czas się z nich podnieść.Po otrząśnięciu się z niespodziewanego ciosu, wreszcie mogę rozpoznać przeciwnika. Jest- nazwę go bez ogródek- to partyjniactwo i religianctwo***.

Czym są partie polityczne (czy inne podziały) wiedzą najlepiej zainteresowani, zwłaszcza gdy z powodu swoich poglądów polityczno-religijnych takich czy siakich albo czerpią jakieś korzyści ( szerokie kontakty, władza, pieniądze itd) albo doznają krzywd ( wykluczenia, pominięcia, lekceważenie, czy inne wątpliwe przyjemności wynikające z braku możliwości).  Jak by nie patrzeć wszelkie podziały i uparte trzymanie się jednej jedynej myśli przewodniej ( partyjniactwo i religianctwo ) są przyczyną z powodu której cierpią bezpośrednie relacje międzyludzkie czy pośrednio społeczeństwo- gdy mamy do czynienia z usztywnionymi pieniaczami lub wygładzonymi do przesady cynikami*. 

Tymczasem zarówno partia, grupa , stowarzyszenie itp. związki międzyludzkie, poszczególne religie(traktowane osobno) - każde z nich mówi na swój sposób i wskazuje na JEDNOŚĆ I BRAK PODZIAŁÓW jako źródło sprawnie funkcjonującego społeczeństwa czy relacji międzyludzkich, chociaż one same ( te podziały ideologiczno -religijne) tym nie są, bo ludzi różnią zamiast jednoczyć.

Wygląda więc na to, że podstawowy podział społeczeństwa może wyglądać tak:

-stoicy**

-cynicy*

 

* https://pl.wikipedia.org/wiki/Cynizm,

 chodzi mi o tę część definicji: 

Cynizm wiąże się z negatywnym poglądem na naturę ludzką. Zgodnie z tym uznaje, że jednostki dążą do realizacji swoich interesów i wątpią w autentyczność altruistycznych motywów działań. Według cyników nie istnieją „wyższe wartości”, „wzniosłe cele” czy ideały. Są one jedynie słowami, za pomocą których jednostki oszukują same siebie, lub które służą jednym do manipulacji drugimi. Tym samym podając je w wątpliwość, obnaża się ludzkie zakłamanie.

**https://pl.wikipedia.org/wiki/Stoicyzm

*** słówko stworzyłam na własne potrzeby, więc jeżeli nawet już jest to cześć i chwała, przecież nie muszę być nowosłowomodna. :)

01 maja 2021

Nic specjalnego, to tylko mole...

 Plany planami-a tu życie pisze swoje scenariusze. I tak kolejny raz, zamiast pisać o rodzinie, której się nie wybiera, naszły mnie inne smętki.  Wspominając dzieciństwo, stwierdzam bez rozrzewnienia, że od zawsze byłam moherem. Zawsze był jakiś sweterek, w którym mogła złożyć jaja Omacnica spichrzanka* ( kto by nie lubił ciepła?). I chociaż  sweterków ubywało, to w pewnym okresie pojawiła się czapka. Też z moherem. I tu wstyd się przyznać, z racji obecnej sytuacji międzynarodowej, iż była pochodzenia radzieckiego. Czapka jak czapka, była tylko symbolem. Symbolem  zbabcienia dziecięcego. 

W miarę zbieranych doświadczeń życiowych, przybywało smętków, czyli moli na głowie, ale ubywało sweterków. W którymś momencie zostałam ponownie dzieckiem bez czapki i w rozchełstanej kurtce, ale moli nie ubyło. Przybywało ich z wiekiem, tyle że zmieniły swoją postać. I kiedyś wreszcie trzeba było je wypuścić w świat. Jeżeli nie tu -to gdzie, jeżeli nie teraz -to kiedy? - pomyślałam kilka lat wstecz.

 Nie na darmo przecież mówi się, że ma się mola na głowie. A ten tu jeden z drugim składa jajeczka, potem  larwy śpią bez mrugnięcia okiem i wreszcie wylatują na świat jak dobro i zło z puszki Pandory. No to i moje smętki wyleciały. Przynajmniej część. Reszta pęta się po życiorysie i pozbyć  trudno. Trzeba  albo narobić się ( podczas sprzątania), albo zmrozić( -15) lub zrobić lekką  saunę(wygrzewanie w temp.50-52 st.C). Jak się okazuje  na jedno i na drugie( smętki i mole) działa  nie tylko ruch i odnowa biologiczna , ale skuteczne są też środki chemiczne. Antydepresanty i atrakcje dezynsekcyjne okazują się być rewelacyjne.

Ale zanim dokonam rzezi niewiniątek warto zauważyć, że obok moli książkowych taka Omacnica spichrzanka , jak wykazują badania, posiada w okresie larwalnym bakterie jelitowe, które rozkładają  w pewnym stopniu folię polietylenową. Więc może by tak założyć gdzieś hodowlę moli i odżywiać je folią ? Tyle, że trzeba by było pomyśleć czy larwy zostawić czy przetworzyć? Nie żeby zaraz jakieś mutanty hodować, co to to nie.Wystarczy przecież że zjedzą folię, a o resztę masy molowej ** zadbają ptaki. I będzie jeden mol z głowy...foliowy.

* https://pl.wikipedia.org/wiki/Omacnica_spichrzanka

** https://pl.wikipedia.org/wiki/Masa_molowa