Przypowieść o zagubionej owcy i zgubionej/ znalezionej drachmie ( wpis u Lecha tu: http://bloginglife2.blogspot.com/2022/09/niedzielny-zgubiony-grosz.html#comment-form ) skłonił mnie ponownie do refleksji.
Okazuje się, że media to jednak ważna rzecz. Nie tylko te media wodociągowe czy inne przydomowe kanalizacje i sieci energetyczne, ale te radiowo-netowo-telewizyjne również. I jakby nie patrzeć, to co na dole - to na górze.
Przyjmując, że istnieje coś co tym wszystkim zarządza , to( nie) boska hierarchia mogłaby wyglądać tak właśnie- medialnie. Mamy jednego nadawcę ( a i b) i wielu odbiorców ( c)::
a. - na tzw.górze - Stwórca = Źródło wszystkiego = coś stałego i niezmiennego, nieokreślonego, nieograniczonego
b. - poniżej - dobro i zło ( nazewnictwo umowne) - czyli działające w przestrzeni przeciwstawne siły, które są źródłem i inspiracją do działania dla świata postrzeganego przez umysł i nasze zmysły( świat materialny) oraz ducha (przeczucia, wrażenia itp-świat niematerialny)
c. - odbiorniki - ( nie)chodzące, (nie)stojące, (nie)śpiące, (nie)srające i (nie)wołające jak kot na puszczy ludzkie nasienie oraz wszystko to co wokół nas. Tyle, że odbieramy na różnych częstotliwościach, całkiem innych niż piasek nadmorski czy zmutowana rzeżucha w postaci jadłodajnego krzewu, o innych wychowankach ludzkiego intelektu nie zapominając, typu ogołocone nanotechnologie czy inne odpadki (nie) medyczne, inne zwierzaki i płetwonogie.
Nie dość, że jesteśmy zależni od głównego Nadawcy ( źródła), to wchodzimy sobie nawzajem w częstotliwości i jesteśmy bynajmniej nie neutralni, ale postrzegani przez innych jako dawcy lub biorcy energii, a więc poprzez pryzmat dobro-zło, z indywidualnego punktu widzenia ( w danym momencie).
W zależności od tego z kim przestajemy i jacy jesteśmy , albo współgramy ( odbieramy na tych samych falach), albo nie . Jeżeli nie , to wiadomo- albo udajemy ( co odbywa się kosztem własnego zdrowia= rozstrojenie naszego mechanizmu-organizmu) chcąc przynależeć do danej grupy, albo robimy w tył zwrot i szukamy swoich częstotliwości w szerokim świecie, żeby poczuć się bezpiecznie , bo będziemy nareszcie wśród swoich. Oczywiście do czasu, dopóki nie zmienimy własnych częstotliwości, bo wtedy gra zaczyna się od nowa...Aż do ...usranej śmierci. Wszak nieprzyswojone resztki wydalamy ostatkiem mechanicznych sił naszego organizmu.
A potem, wiadomo....czas na rozliczenie duchowe: zgromadzony materiał dowodowy, czyli rozliczenie za energię, z której osobiście korzystaliśmy w trakcie żywota ( zwaną potocznie dobro-zło, czyli tzw. Bóg-Diabeł) trafia na tzw. Sąd Ostateczny. A po podsumowaniu, wiadomo.... Częstotliwość na jakiej funkcjonujemy podczas rozprawy sądowej warunkuje nasze następne wcielenie....
Nie ma co , pośmiertna perspektywa jest dla nas ciągle zagadką...Powrót na Ziemię ( i jeżeli już to jako kto/co) czy inne piekiełko? A może jednak pozostaniemy w niebiesiech i będziemy śpiewać hosannę na wysokościach w chórze anielskim?
Ps. Jak na niedzielę przystało...sprawiłam się całkiem, całkiem...
