Ugiełam się....pod naporem gotówki w portfelu ( 29 złociszy) i korzystając ze sprzyjajacych deszczowych okoliczności pognałam z rana na targ. Oczywiście w celu zakupów owocowo-warzywnych oraz przetestowania kurtki ,pretendującej do miana przeciwdeszczowej, zakupionej jeszcze w czasach gotówkowej zwyżki remontowej. Oczywiście w ciucholandzie. Egzeplarz wyczaiłam w sam raz dla mnie. Zwłaszcza gdy odkryłam jej dwustronność byłam wniebowzięta...Ależ egzaltacja....
Zakupy poranne udały się wybornie, mimo że zapomniałam o ziemniakach, które znów wróciły do łask, z racji posiadania małego podręcznego parowara ( Vesta).
Jak to wszystko jest ze sobą połączone...Jedno pociąga za sobą drugie...Byle tylko umieć się w odpowiednim momencie powstrzymać, zanim łańcuch potrzeb człowieka nie ,,opęta,, do cna. Mnie pociągnął/opętał (na zakupy) poprzedni wpis o sałatce greckiej, więc po szczegółowych wyliczeniach zdecydowałam się zaszaleć z produktami.
Kurtka po porannej wyprawie wygląda tak:
1. zdj. od strony bawełnianej ( napis : simply cool)
2. zdj. od zewnętrznej (napis: express yourself)
Tak więc wyrażam siebie jak tylko mogę, bo kiedyś dobrze by było ,przysłowiowo, rozwinąć skrzydła, a raczej je .... rozpostrzeć, mimo że okres kwitnienia i przekwitania minął. Bo w naturze nic nie ginie, a tylko wymaga ,,odpowiednich okoliczności i czasu. I niekoniecznie jest to dzieciństwo czy młodość, jak się okazuje...
Tymczasem rozmowa z Kolokazją natchnęła mnie do poruszenia kolejnego tematu, bo seks i seksizm mają ze sobą wiele wspólnego, dlatego następny post będzie o stosunkach.....






















