30 czerwca 2021

Była sobie raz królewna...

...to świetny początek bajki. Ale to nie będzie bajka, tylko prawda. Ot takie zwykłe spotkanie ze znajomym, sprzed 10 lat, które utkwiło mi w pamięci. Oczywiście fragmentarycznie, bo 2 godziny monologu z jego strony, to głównie sprawy interesujące jego , a wspólne wówczas zainteresowania  ograniczyły się do zaledwie kilku zdań. 

Znajomy  był na etapie poszukiwania kolejnej partnerki do życia. Ponieważ nasza znajomość miała charakter dorywczo- przyjacielski od wielu lat i znaliśmy się jak łyse konie, więc można było porozmawiać na damsko-męskie tematy, tak od serca.  Różnica wieku nie miała tu żadnego znaczenia( prawie 20 lat). 

I co mi się podobało w tym jego w większej części monologu? To, że wiedział czego chce. Ale ponieważ od wielu lat był samodzielny i zawsze chodził koło siebie, więc nie szukał sprzątaczki , kucharki, kochanki do wspólnego życia, tylko kogoś z kim mógłby dzielić swoje pasje , np. wyjazdy na ryby, wychodzenie do teatru, kina, restauracji i przy okazji obowiązki domowe( z powodu wspólnego zamieszkania). 

Są takie kobiety( i mężczyźni), które z powodu wychowania lub dla realizacji własnych pobocznych celów (np. wygodnego życia czy zaspokojenia innych potrzeb ) są uległe i skłonne pójść na wiele ustępstw. I są tego świadome. 

Ale jest też wiele osób ,nieświadomych siebie ( lub ukrywających własne cele), które stwarzają pozory uległości i szacunku tudzież serdeczności,wobec partnera/ki na początku, ale po jakimś czasie wychodzi szydło z worka. I dobrze, by nie było za późno. Bo jak wiadomo i do złego  można się przyzwyczaić i czym to się kończy : zszarpanymi nerwami, utratą zdrowia, zadowolenia z życia- w przypadku ofiary, a zadowoleniem dominanta. Bo tak zaczyna wyglądać relacja post factum. 

A gdy dochodzi do tego jeszcze alkohol czy inne uzależnienia, to z pewnością nie jest to wymarzony książę/księżniczka do życia  dla zdrowo myślącego człowieka, który chce coś zbudować.

Warto zatem bacznie obserwować zachowania drugiej strony od samego początku i na bieżąco przyglądać się sobie i swoim odczuciom, żeby nie władować się w bagno w poszukiwaniu iluzji odlotowego szczęścia.

I tak słuchałam o tych jego wymaganiach wobec poszukiwanej partnerki do życia na tzw.stare lata ( miał wtedy ok. 70 lat) i wreszcie znalazł ( 58 lat). Wkrótce po naszej rozmowie. Ale zanim  nastąpił  tzw. szczęśliwy koniec, znajomy musiał przejść swoje, bo z osobą, z którą był przez jakiś czas , nie mógł się definitywnie rozstać.  Należała bowiem do osobowości typu " wyrzucisz drzwiami-wejdzie oknem" . Ich relacja  była odwrotna: on musiał być uległym, a ona była typowym dominantem ( z pozorami uległości).

A do czego zmierzam? Że jak tak wówczas słuchałam tych jego wymagań, to stwierdziłam, że cieszę się, że jestem sama i nie muszę nic przed nikim udawać w imię bycia z kimś, kto jest z całkiem innej bajki. 

I chociaż pozornie pasowaliśmy do siebie, z racji usposobienia i podejścia do życia (porównywałam się z nim podczas naszych wielu rozmów), to było jeszcze coś co nas znacznie różniło - zapach. Mięty między nami  nie było. Bo jednak te feromony muszą działać obustronnie, żeby coś zakwitło.  Bez względu na to, czy robi się z nich użytek, czy nie.

 No i taka myśl mi  przyszła do głowy- jak zwykle nieodkrywcza- do partnerstwa  trzeba dojrzeć, a nie zestarzeć się w metryce.

Taka to bajeczna prawda.

Ps. To tylko takie nawiązanie do dawnych wpisów dotyczących relacji damsko-męskich.

28 czerwca 2021

Coś o trzymaniu klasy...

 Niektórzy ludzie wstydzą się siebie i tego co robią, bo wymyślają cuda niewidy, żeby dopiec bliźniemu. I od razu wiadomo, z kim mamy do czynienia . To trolle*.

Słowa Aureliusza Augustyna z Hippony wymagają więc powtórzenia: 'Błądzenie jest rzeczą ludzką, ale dobrowolne trwanie w błędzie jest rzeczą diabelską".

Hasło :"trolle do trolli"  jest całkiem do rzeczy, bo przecież w życiu trzeba mieć  honor i trzymać klasę. 

I wszystko byłoby proste i piękne, gdyby nie to, że na poziomie trolli nie walczy się z przeciwnikami równymi sobie, bo jest niewielka szansa na zwycięstwo, ale ze zwykłymi  ludźmi, bo można trafić na słabszego przeciwnika. 

Ileż to satysfakcji z takiej wygranej? Dla trolla i owszem. Jest, całkiem spora. Chociażby z tego powodu, że cechą charakterystyczną osobowości typowego trolla jest podwójna gra i niespójność wewnętrzna. Nic więc dziwnego, że myli mu się grube z chudym, słabe z mocnym, dobro ze złem itp. Więc uderza na oślep i rozdaje razy  i myśli, że wali w przeciwnika, ale tak naprawdę to walczy sam ze sobą i z własnymi słabościami. Taka bajka...

Ps. Uderzyłam w stół...

* https://pl.wikipedia.org/wiki/Trollowanie
Trollowanie (ang. trolling) – antyspołeczne zachowanie charakterystyczne dla internetowych forów dyskusyjnych i mediów społecznościowych. Polega ono na zamierzonym wpływaniu na innych użytkowników w celu ich ośmieszenia lub obrażenia poprzez wysyłanie kontrowersyjnych, napastliwych, często nieprawdziwych przekazów[1].

27 czerwca 2021

Ciągotkowa opowieść o odlotowych wibracjach i zmartwychwstaniu.

 Luz -blues, bo nie zdążyłam już nic napisać przed meczem, ale " co się odwlecze to nie uciecze". Zwłaszcza jeżeli poprzedni wpis był tylko przygrywką do ciągu dalszego. A skoro przygrywka, to wiadomo, że pośrednio będzie o muzyce , czyli różnych dźwiękach, które wibrują z określoną  częstotliwością i są bezpośrednio związane z poszczególnymi czakrami w naszym ciele. 

Resztę można poszukać i doczytać , bo tak po prawdzie to nie o tym chciałam napisać, tylko nawiązać do naszej wewnętrznej ewolucji /stawania się coraz lepszą wersją siebie aż do momentu, w którym osiągniemy bosko pożądaną wysoką wibrację. Wibrację, która pozwoli nam  na zmartwychwstanie. Tyle, że niekoniecznie chodzi tu o możliwość odzyskania ciała cielesnego w godzinie 0, ale być może pojęcie to określa proces porzucenia  przez Duszę na stałe ciała ( i mieszkających w nim zmysłów). Dusza opuszcza śmiertelne ciało, więc " człowiek " wstaje z martwych. Ale dopiero wtedy gdy za życia stanie się "świętym".

A że proces wyświęcania polega na zdobywaniu  doświadczenia życiowego i przebiega u każdego z inną szybkością, więc jednym może wystarczy jedno życie, a inni potrzebują wielu kolejnych wcieleń, by wznieść się na właściwy poziom?

 Tymczasem niektórzy wiedzą , że gdzieś dzwoni, ale nie wiedzą w którym kościele. Więc szukają drogi na skróty, żeby jeszcze przed innymi wznieść się na szczyt własnych możliwości. Dla wielu osób jedynym punktem wyjścia i bazą są zmysły , więc poprzez nie poszukują doznań. Oczywiście poszukuje się zawsze przyjemnych doznań. To naturalne. Poszukiwania kończą się różnie, tak jak i różne są doznania:

-dla jednych będą to emocje związane ze zwykłym życiem codziennym,

-dla innych  źródłem  pożądanych doznań będą seks, dopalacze, narkotyki , alkohol 

- czy inne równie szkodliwe

Zaspokojenie  pragnienia stałego doświadczania odlotowych doznań, niestety nie jest możliwe, o czym łatwo jest się przekonać. Więc tym bardziej nie jest możliwe wyzwolenie się na dłużej z chwili obecnej, bo ona będzie powracać jak bumerang. 

Ale doznanie przyjemności jest, i chociaż chwilowe, to jednak odlotowe. I już samo określenie czegoś  jako odlotowe ( w tym narkotyczne omamy i wizje alkoholowe)  wskazuje na drugą stronę naszego życia, na część tzw.duchową. Tyle, że zamiast porzucić, po początkowym doświadczeniu,  metodę osiągania odmiennych stanów świadomości czy wyciszania rozhulanych zmysłów w sposób sztuczny, kontynuuje się coś, co w rezultacie prowadzi do wyniszczenia ciała. Bezpośredniego narzędzia dzięki któremu  przeskakuje się własne ograniczenia i podnosi wewnętrzne wibracje  na wyższy poziom. Im wyższe wibracje, tym lżej nam się żyje. Im niższe- tym trudniej.

Poniżej pewnej granicy następuje zniszczenie  i degrengolada. A przecież wiemy jak jest umownie podzielony świat :

a. na górze- niebo

b. na dole ( poniżej)- piekło

c. pośrodku - życie na ziemi 

No i wychodzi na to, że Ziemia to Czyściec. :) A jeżeli tak, to od nas zależy , dokąd chcemy iść, bo przecież zawsze mamy wolny wybór. Zawsze, dopóki jesteśmy panami samych siebie. 

Do nieba? Do piekła? *

* muzyczne skojarzenie : https://www.google.com/search?q=do+nieba+do+piek%C5%82a+tekst&ie=utf-8&oe=utf-8&client=firefox-b

26 czerwca 2021

Od bańki subiektywnego pryzmatu do ciągotkowych opowieści.

 Zbliża się mecz siatkarzy wielkim krokami. Zbliżyłam się i ja, tyle że jeszcze nie do telewizora, ale do tematyki różnych rzeczywistości, w jakich żyją ludzie.  Oczywiście wiadomym jest że na naszą osobliwą bańkę niemydlaną/ osobniczą komórkę , ma wpływ wiele czynników:

a. wykonywana praca zawodowa -.... brak pracy

b. stan majątkowy -.....brak majątku

c. wiedza -.....niewiedza lub szczątkowa

d. inteligencja -....upośledzenie umysłowe

e. zdolności ( zrealizowane) -.... niezrealizowane lub nieodkryte

f.  zdrowie -....choroby 

Być może o czymś zapomniałam, ale przecież chodzi tylko o pewną prawidłowość.

Jak to się mówi? Bogaty - biednego nie zrozumie, więc idąc za tym powiedzeniem :

zatrudniony nie zrozumie bezrobotnego, posiadający wiedzę- ignoranta,  zdolny nie zrozumie beztalencia, zdrowy- chorego itd. A wszystko to oczywiście do czasu, dopóki sami nie doświadczymy wszystkich przeciwieństw i poczujemy na własnej skórze jak to jest być po drugiej stronie błony komórkowej. I teraz tak się zastanawiam:

a. jaki może być ten boski wzorzec, który sprawia że w momencie jego odwzorowania mamy zagwarantowane życie wieczne w Niebiesiech?

b. czy jeżeli dobiorą się ludzie z tego samego poziomu rzeczywistości, to daje to gwarancję szczęśliwej relacji?

c. jaki wpływ na relacje międzyludzkie ma tzw.sfera duchowa ? Niewidoczna, ale odczuwalna i dająca znać o sobie chociażby w postaci stwierdzeń, że "odbieramy na tych samych falach "z różnymi osobami.

A jest przecież całkiem naturalne, że czujemy się dobrze w otoczeniu, które odpowiada naszym wewnętrznym wibracjom, a czujemy niczym nie uzasadnioną niechęć/ dystans, w stosunku do innych, nawet nam bliskich. Więc może na relacje międzyludzkie warto spojrzeć nie tylko pod kątem fizycznej klasyfikacji, ale i z poziomu ducha?. 

Podział na artystów, sportowców, naukowców, pracowników fizycznych, pracowników umysłowych, itd. bezrobotnych, niepełnosprawnych ma swoje znaczenie w świecie materii, bo każde środowisko również żyje w swojej bańce i tylko chwilowo styka się z innymi rzeczywistościami, przeważnie dla zaspokojenia jakiś indywidualnych potrzeb.

Ale do czego zmierzam? Czy przypadkiem nie warto by było spojrzeć na życie i podziały/ zgodność między ludźmi  posługując się wewnętrznymi wibracjami, czyli częstotliwością czakry* na której aktualnie funkcjonujemy? 

Jest całkiem prawdopodobne, że obok wzajemnego oddziaływania na siebie ( wg. żywiołów feng-shui) częstotliwość naszych wibracji sprawia, że czujemy się dobrze/ fatalnie w danym otoczeniu i nasza bezpośrednia przynależność do poziomów a-f , nie ma z tym nic wspólnego, chociaż na pierwszy rzut oka może to tak wyglądać? 

Nie jest  też niczym dziwnym, że mamy tak różne zainteresowania i pasje, które dla jednych są zboczeniem ( np.zawodowym), a dla innych ekstrawagancją. Bo przecież jaki pan, taki kram- i to co jest naszą pasją czy zainteresowaniem, aktualnie wibruje na tych samych falach co my. I może nawet wznosi  nas ponad stan lub ciągnie w dół i poniża? A  człowiek się wścieka na bogu ducha winne otoczenie zamiast przyjrzeć się swoim myślom, zainteresowaniom i ciągotkom. 

Przecież one najlepiej o nas nam opowiedzą...

Cdn. powinien nastąpić, bo po przerwie na posiłek, doszły  dodatkowe puzzle do tej układanki. A na jaki poziom się wzniosłam lub spadłam to się okaże w następnym wpisie. Może jeszcze zdążę  przed meczem?

 

* z google:
Czakry to inaczej centra energetyczne, które znajdują się w ciele człowieka, a dokładniej, wzdłuż kręgosłupa. Dzięki temu odpowiadają za swobodny przepływ energii między duszą a ciałem i jego organami. Każda czakra odpowiada za inny organ, emocje oraz zachowanie człowieka i jego system wartości.

 * Więcej o czakrach : https://psyche-soma.pl/czakry-dla-poczatkujacych-w-praktyce/

25 czerwca 2021

Nic śmiesznego, to tylko o.... demografii i błądzeniu.

 Piszę,tak piszę - sobie a muzom, a kto chce to czyta albo i nie czyta, komentuje, albo i nie komentuje i wszystko jest w porządku. Luz blues, orkiestra gra . I byłoby całkiem przyjemnie, gdyby nie temat, który do lekkich nie należy. 

Tym razem za punkt wyjścia przyjmę duchowe stwierdzenie, że serce jest czakramem przez który jesteśmy połączeni z innymi jaźniami, poprzez miłość i na każdym etapie powstawania człowieka mamy jego duchowy odpowiednik. Zatem można przyjąć, że dopóki nie ukształtuje się  ten serdeczny organ w ciele zarodka, nie może być mowy o pełnym duchowo-fizycznym człowieku. To kiedy pojawia się to bijące serducho płodu?

Wygląda na to, że serce zarodka zawiązuje się w 6 tygodniu ciąży ( 4 tydzień życia płodu). Cyt:  "węzeł zatokowo-przedsionkowy, czyli struktura odpowiedzialna za rozpoczęcie automatycznej czynności serca, podejmuje swoją pracę w 22  dniu od zapłodnienia."*

I wychodzi na to, że  mamy 3 tygodnie na to by mieć spokojne sumienie w sprawie zabiegu, jeżeli patrzymy w ten sposób tj. na stronę duchowo-sercową życia. 

I pewnie wiele jeszcze różnych teorii za i przeciw można by było stworzyć, bazując na różnych cudach i wymysłach, mniej lub bardziej udanych. I mogłabym się zapluć na blogu, próbując znaleźć wyjście odpowiadające wszystkim stronom, ale pewne rzeczy są niemożliwe. Z  powodu  różnorodności przekonań, sumień, wiary, tradycji, zasad, reguł, priorytetów i wyznawanych wartości przez poszczególne jednostki  tworzące społeczeństwo ( ogólne tendencje) na danym etapie rozwoju historycznego.

Decyzja w kwestii aborcji, zdaje się być prosta, gdy spojrzy się na problem w inny sposób. Pozostawiając decyzję człowiekowi. Zarówno co do aborcji jak i wykonania zabiegu. Bo skoro stawiamy na pierwszym miejscu człowieka i jego wolę, a wykonywany zawód traktujemy jako jedną z wielu cech ( które go opisują) to pozostawienie decyzji w sprawie aborcji kobiecie jest równoznaczne z pozostawieniem decyzji co do wykonania zabiegu - lekarzowi. 

Przecież za wszystkie podejmowane działania odpowiadamy indywidualnie przede wszystkim przed sobą, bez względu na to czy wierzymy w życie po śmierci, czy nie i jaką wyznajemy religię lub nie.

Nie jesteśmy państwem religijnym, w którym obowiązują tzw. spartańskie metody wychowawcze ( twarde reguły) i nigdy nie będziemy. Chociażby z powodu naszego geopołożenia, które odgrywa kluczową rolę, jeżeli chodzi o rozwój różnych wpływów kulturowych obok istniejących od wieków rodzimych wierzeń. 

Jeżeli mamy "produkt" jednorodny- to takim on pozostanie, jeżeli będzie to zamknięte naczynie bez dostępu innych wpływów i systemów. A  w przypadku Polski ( patrząc przekrojowo przez historię), tak jak i innych krajów, tendencje mocarstwowe zmuszają do bycia tolerancyjnym w wielu dziedzinach życia społeczno-gospodarczego. I dlatego ciągle pojawiają się  różne zmiany , które wzbudzać będą wiele kontrowersji. Ale patrząc na problem z perspektywy polityki prorodzinnej, czasem ma się wrażenie, że w tym całym aborcyjnym zamieszaniu, chodzi głównie o demografię i statystykę, a nie o dobro dziecka/ człowieka.

Ale przecież mogę się mylić, bo "błądzenie jest rzeczą ludzką...( ale dobrowolne trwanie w błędzie jest rzeczą diabelską)"- jak to ktoś powiedział. Sprawdziłam- to Aureliusz Augustyn z Hippony. No proszę, taka to obca mądrość mi się kołatała po głowie. Czuję się zaskoczona ;)

* https://epozytywnaopinia.pl/kiedy-zaczyna-bic-serce-dziecka/

24 czerwca 2021

Nic śmiesznego, to tylko o... aborcji.

 Mam chwilę czasu, skomentowałam  co chciałam i zobaczę czy mi się zbierze na post ;-)

Zebrało się, chociaż szło jak przysłowiowa krew z nosa. Na przekór rzeczywistości, bo bardzo wolno i  do tego z przerwami, bo internetu przez jakiś czas nie było...

I znów nie powołam się na źródło, bo zapomniałam ( tyle to lat temu, ze 20-cia), ale podobno nawet jakiś znany ksiądz uważał, że Dusza obejmuje ciało w posiadanie w momencie narodzin. Kiedyś przyjęłam to za pewnik, zgodnie z tym co czułam.

Pomijając opinie wszelkich filozofów, za podstawę przemyśleń biorę wspomniane wyżej założenie ( nie stojące wcale w opozycji do treści umieszczonych pod linkiem * ) . I wychodzi na to, że aborcja powinna być zatem zabiegiem dopuszczalnym, bo wszystko to co jest człowiekiem przed porodem- nie jest wypełnione Duchem.

Idąc dalej, należy wziąć pod uwagę też inne czynniki  przemawiające za zabiegiem aborcji. Kwestie typowo medyczne i zdrowotne pomijam, bo to nie powinno budzić żadnych wątpliwości.  Skupię się na znanym i poruszanym, który przemawia za . To  gwałt. 

Gwałt powinien być pojmowany nie tylko jako akt przemocy fizycznej, który doprowadził do zbliżenia między obcymi sobie ludźmi, wbrew woli jednej z nich. Ale należy tu też fakt przemocy psychicznej, do czego dochodzi w związkach, gdzie brak jest wzajemnego zrozumienia /porozumienia. A w zamian są ciągłe kompromisy i robienie czegoś dla świętego spokoju.

W słodko-gorzkich rodzinnych czy doraźnych konkubenckich relacjach, nie zawsze są jednakowe poglądy co do współżycia . Spora część ludzi nie umie na te tematy rozmawiać tak wprost we dwoje, zwłaszcza przed wejściem w związek, mimo że w większym towarzystwie jest się bardziej otwartym. Tyle, że wtedy  takie wypowiedzi zwykle puszcza się mimo uszu, bo przecież nie jesteśmy sami i on/ona na pewno by mi to powiedział/ła wprost. Ale wcale tak nie jest. To tylko teoria, bo ludzie kryją własne lęki z różnych powodów: nieśmiałości, lęku przed odrzuceniem, byciem wyśmianym/ną czy mają zahamowania wynikające z braku akceptacji własnego ciała, i t.d.  Początkowe pozorne partnerstwo zamienia się wkrótce w intymną wojnę  przeplataną wymówkami i zachowaniami ucieczkowymi od niechcianego (z różnych powodów) współżycia i jego późniejszych konsekwencji ( dzieci). 

Tu ofiarą może być i mężczyzna i kobieta, bo problem chcianego-niechcianego dziecka dotyczy obu stron. Ponieważ z reguły przemoc psychiczna jest niewidoczna gołym okiem, właściwe byłoby zgłoszenie jej i po przeprowadzeniu  badania psychologicznego orzeczenie psychologa / psychiatry winno być wiążące dla lekarza mającego wykonać zabieg. Wtedy gdy jest wiadomo, że poczęcie nastąpiło w wyniku jakiejkolwiek przemocy . W takim przypadku strona pokrzywdzona powinna być też wolna od odpowiedzialności prawnej za niechciany narodzony/nienarodzony płód.

Przy założeniu, że Dusza wnika w ciało wraz z pierwszym oddechem noworodka, tzw. klauzula sumienia** na którą powołują się niektórzy, również przestała by mieć rację bytu. 

A teraz przyjmijmy, że jest zgoda na aborcję i prawo do...wchodzi w życie-  to i tak pozostają jeszcze dwa problemy:

1. umiejętności lekarzy, którzy:

a. w przypadku prywatnych praktyk, zawsze mogą umyć ręce w przypadku jakiś niespodziewanych powikłań, w jakiś czas po zabiegu

b. w szpitalu, gdzie jest się pracownikiem budżetówki ( i pod nadzorem)- odpowiedzialność jest większa bo ewentualne błędy rzutują na całość jednostki i wtedy w grę wchodziłyby ewentualne finansowe konsekwencje

2. sprawa kosztów takiego zabiegu  w szpitalu - refundowany czy nie?

Tu trzeba by było sięgnąć do czasów PRL i  statystyk, by porównać zarobki  pracownika i koszt prywatnego zabiegu w gabinecie. Tak z ciekawości, żeby wiedzieć jakie były proporcje. A ponieważ mamy obecnie taki a nie inny ustrój ekonomiczny, więc chcąc usunąć ciążę na miejscu (w szpitalu), wypadałoby za niego zapłacić przynajmniej w jakiejś proporcjonalnej części. Bo przecież nie każdego stać na wyjazd za granicę czy zabieg w prywatnej klinice.  I nie od dziś wiadomo, że  jak się wybuli z własnej kieszeni, to się wtedy bardziej ceni to co się ma ( własne zdrowie i siebie). 

W przypadku gdy dochodzi do ciąży  wskutek tzw. lekkości obyczajów ( impreza, i t.p.), aborcja powinna  być opłacana z własnych funduszy. 

 I tak z grubsza rzecz biorąc - mogłoby to wyglądać.

Ps. Jak widać wcześniejsze plany były inne , a wyszło to co wyszło. Teraz wypadałoby przyjrzeć się kwestii aborcji przy innym założeniu ....nie z tej ziemi. 


*https://rosmosis.pl/wp-content/uploads/2018/12/06-Siedem-cia%C5%82-cz%C5%82owieka.pdf

** https://pl.wikipedia.org/wiki/Klauzula_sumienia


22 czerwca 2021

Refleksje powpisowe z całunem w tle.

 No i przypomniałam sobie dzięki Jotce, co tam jeszcze chciałam dopisać  do poprzedniego postu.

Pośrednio również wpis Rademenesa  miał wpływ, bo po obejrzeniu zamieszczonego przez niego filmiku, wyświetlił mi się pasek z kilkoma innymi pozycjami- wybranymi dla mnie przez youtube. No i obejrzałam film o całunie turyńskim i przeprowadzonych badaniach naukowych, które opisywał Polak z jakiegoś stowarzyszenia (może uda mi się znaleźć link).

I tak sobie pomyślałam, że pozostawiony trójwymiarowy ślad na całunie, dzięki któremu można było obecnie dokonać rekonstrukcji postaci na nim odbitej, a który to efekt nie jest możliwy do powtórzenia, równie dobrze może wskazywać na proces odwrotny do tworzenia osobowości i ciał z nią związanych. A mianowicie - mógłby być związany z pochłanianiem/pobraniem  energii . I efektem końcowym mógłby być otrzymany obraz zawiniętej w całun postaci mężczyzny, który był określany w filmie jako negatyw. Ale to tylko takie luźne skojarzenia , bo dlaczego by nie?

Poza tym skoro Dusza sama podejmuje decyzję o wcieleniu się w stworzoną przez siebie osobowość, wg. treści podanej na stronie ( *https://rosmosis.pl/wp-content/uploads/2018/12/06-Siedem-cia%C5%82-cz%C5%82owieka.pdf) to tym samym skazuje się na doświadczenia, które chce/musi poznać. 

Kierując się takim założeniem ,teoretycznie rzecz biorąc, np. aborcja czy samobójstwo, mogą mieć całkiem inny status/wymiar jeżeli spojrzymy na problem od indywidualnie duchowej strony, a nie od strony osobowościowego ego-otoczenia. 

21 czerwca 2021

Od niesportowej eliminacji do życia Wyższych Sfer.

 Nie są to eliminacje sportowe, ale zasada jest ta sama- odpadają najsłabsi. Eliminacja słabszych  jednostek może przybrać  w Naturze  różne formy:

a. czasowa lub trwała niezdolność do samodzielnego uczestniczenia w  życiu codziennym przy zachowaniu funkcji życiowych

b. przypadki losowe i chorobowe wskutek których następuje zatrzymanie funkcji życiowych i śmierć organizmu.

Kiedyś posługiwano się metodą opartą głównie na obserwacji delikwenta, którego stan i rozmaite objawy wskazywały na rychły koniec. A obecnie, wiadomo, cywilizacja miejscowo poszła naprzód i wiedza o t. zw. ustaniu funkcji życiowych wiąże się np. z odczytem wskazującym, że ani nóżka, ani rączka, ani główka już nie pracuje, bo Ktoś odłączył prąd. Ale ciągle nie wiadomo Kto.  Linia ciągła i koniec. Martwa Natura.

I chociażby z tego prostego odczytu można wysnuć wniosek, że jakaś energia opuściła ciało. I wreszcie nadszedł czas na rozpad ciała fizycznego.

Jak dokonuje się zwykle badań? Poprzez przekrój podłużny i poprzeczny.

Mogę sobie tylko wyobrazić, że gdy dobierzemy się do energii życiowej, to wygląda ona właśnie tak jak poniżej i że związana jest z posiadaniem przez człowieka wielu ciał i czakramów (więcej informacji w podanym linku *) :

a.  u osobowości mamy 4 ciała (fizyczne, eteryczne, astralne, mentalne)

b. u duszy mamy 4 ciała (przyczynowe, budhialne, atmaniczne,ponadatmaniczne)

c. oraz cztery ciała wyższej Jaźni 

Bez względu jednak w co wierzymy, czyli co bardziej do nas przemawia, i z czym się identyfikujemy, to trudno oprzeć się wrażeniu, po bliższym zapoznaniu się z materiałem, który mówi :,, najwyższym znanym nam obecnie ciałem jest nasze wspólne ciało trzynaste, źródło miłości, w którym wszyscy jesteśmy położeni jeden obok drugiego. I ciało to zbudowane jest z najwyższej znanej nam energii - energii miłości."*

....że  pomijając słownictwo i inne różnice, esencja Życia jest taka sama- Miłość, a iskierką w źródle miłości jest Nadjaźń.

Jest podobieństwo do tego czym jest Bóg?. Jest.

Więc nie ma o co kruszyć kopii, bo przecież do jednego celu drogi bywają różne. Tyle, że nie jest to w sumie cel do osiągnięcia, bo już go mamy. W sobie, to ta iskierka, która opuszcza ciało.

 Wybrane fragmenty * w skrócie:

1. wszystkie nasze ciała i jaźnie są ze sobą nieustannie połączone kanałem miłości

2. kiedy iskierka ( nasza Nadjaźń) schodzi kanałem miłości na niższe poziomy, wydziela część energii ( emanacja) zaniżając własne wibracje by stworzyć duszę, a kiedy dusza chce się wcielić, musi zrobić to samo, by stworzyć osobowość i to co jest z nią związane(ciało fizyczne, eteryczne, astralne, mentalne)

3. serce jest czakrą wspólną dla wszystkich pozostałych jaźni, bo przez ten czakram przebiega kanał miłości

4. aby wejść w kontakt z własną duszą i jaźnią, ważne jest by kanał był drożny i by nie mieć przekierowań do innych istot

5. nasze ciała subtelne stanowią naszą Duszę i potrzebują rozwoju i nagromadzenia doświadczeń, aby powrócić do prawdziwego świata - duchowego . Pierwotnie bowiem jesteśmy Boskimi cząstkami, które mogą powrócić do domu tylko z tym doświadczeniem, które odpowiada Boskiemu wzorcowi. 

                                                             *

W każdym razie jeżeli mamy jakieś dylematy związane ze snami, miłością do zwierząt czy skąd się wzięły krasnale , elfy, a może poszukujemy odpowiedzi na pytanie jak to się dzieje, że ktoś  telepatycznie odbiera nasze zamiary , to tu* znajdziemy odpowiedź, jak również inne ciekawostki z życia Wyższych Sfer.

Warto sięgnąć do innych/ różnych źródeł i zadać sobie pytanie: co czuję i czy to co czytam do mnie przemawia...


*https://rosmosis.pl/wp-content/uploads/2018/12/06-Siedem-cia%C5%82-cz%C5%82owieka.pdf