Dawno nie komentowałam wydarzeń politycznych, więc nadszedł czas na przełamanie smaku:
Ostatnio dodaną przyprawą do zupy życia była wkładka mięsna z Trupa i z Pituna , co może wskazywać na chęć popełnienia harakiri przez jedną z wkładek. Wszak dominacja jednego smaku powoduje, ze cała potrawa traci na wartości , bo pozostałe składniki Życia stają się niezauważalne.
Zupa z tymi wkładkami, zdominowana jednostronnie może (nie)smakować jedynie osobom pozbawionym smaku. Przecież i tak jest im wszystko jedno, bo wszystko tak samo smakuje.
Babcia ,jako zaprawiona w bojach z domowymi garami i własnym lenistwem, postanowiła przecedzić składniki owej zupy , coby obejrzeć pod mikroskopem tj. przez własny pryzmat jakie zachodzą w niej procesy. I co widzę?
Wkładka mięsna ulega wraz z czasem stopniowemu rozkładowi, więc na taką zupę Życia -będzie mieć ochotę coraz mniej osób, w obawie przed zatruciem ...np..jadem kiełbasianym w formie ropnej wydzieliny. Dopływ gazów dostarczanych przez Pituna i podgrzewanie zupy aż do listopada tylko przyspiesza proces rozkładu, tym bardziej że nikt nie chce doprowadzić zupy do wrzenia, co mogłoby powstrzymać na jakiś czas procesy gnilne czy im pokrewne. O wekowaniu nawet nie ma co marzyć....bo kto zdrowo myślący będzie w niewiadomej i niepewnej przyszłości potem chciał jeść zepsutą zupę?
Nawet samobójca chce mieć przyjemną i bezbolesną śmierć, a nie będzie narażać się na boleści żołądkowe, biegunkę czy inne wymiotne atrakcje , tylko dlatego że znalazł jakieś resztki niewymagające poniesienia dodatkowych kosztów .
A tymczasem co robi się z zepsutą zupą? Wylewa się jak dziecko z kąpielą....Ma mieć miękkie lądowanie i ciepły kaftan bezpieczeństwa. Wiadomo dlaczego....żeby nie było powtórki z rozrywki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz