"Życie - nieudany eksperyment biologiczny zakończony na ramionach sześciu nieznajomych, których celem jest zatkanie tobą dziury w ziemi." Fred Allen.
Nie żebym chciała tu polemizować, ale zastanawiając się nieco szczegółowiej, przeniosłabym powyższą formułkę na różne dziedziny życia. Np. " życie to nieudany eksperyment demograficzny* ciągle odnawiany, którego celem jest by pozostał po tobie ślad w postaci jakiejś części wspólnej z innymi".
Ale przecież nie o tym chciałam napisać, tylko o zmianach związanych z pandemią. Zdalne nauczanie od 20 grudnia do 9 stycznia z pewnością wyjdzie nam na zdrowie, że nie wspomnę o statystyce ilości zakażeń w okresie późniejszym. Czyli zasiane właśnie ziarno wyda (potem) owoce, które będą cieszyć oczy i pozwolą odetchnąć chwilowo służbie zdrowia aż do następnej fali chorych. Tym razem tej z opóźnionym zawałem , różnierozległym udarem czy nasilonymi objawami nienazwanej pobudliwości szpitalnej .
Pozostałe zmiany obostrzeniowe - wiadomo.
Ktoś tam powiedział, że brak jest właściwych ustaw, a bazowanie tylko na rozporządzeniach będzie dawać pole do popisu gospodarzom np. wspólnych imprez( typu ogólnego) w kwestii zaszczepionych i niezaszczepionych.
Podział na tych ze świadectwem i tłuków bez certyfikatów lub/i telefonów z aplikacjami poświadczającymi przynależność do określonej kasty, zatrze się w miarę upływu imprezowego alkoholu i roztańczenia powietrza wirującego w autobusowej wentylacji lub proporcjonalnego obłożenia hotelu wietrzącego się z antycovidowych rozmów.
Wreszcie mamy wspólnego jednego wroga i przeciwko niemu winniśmy się zjednoczyć i stanąć w jednym szeregu. Bez obawy, bo....przecież tak samo jak grypą czy innym katarem, zapylać lub częstować innych wirusem mogą zarówno skażeni na własne życzenie jak i nieskażeni szczepionką , o czym zdają się zapominać dumni posiadacze śladów po wielokrotnym wkłuciu.
Wychodzi więc na to, że rozwiązaniem optymalnym , wspólnym dla obu grup jest ogólnonarodowe codzienne testowanie, które powinno wszystkim nieodosobnionym i wielokrotnym uczestnikom życia społecznego wejść w krew jak mycie nie tylko rąk , czesanie nie tylko wylinki czy przebarwionej łysinki, zmiana skarpet i bielizny wielodniowego użytku, takoż jak pranie pampersów w rękawiczkach jednorazowych.
I wszystko byłoby dobrze statystycznie i w ogóle, gdyby nie ten cholerny zgryz.... kto sprawdzi te aktywne codziennie życiowo miliony i kto za to zapłaci?
Ale jedno jest w tym wszystkim pewne: kto przyszedł na świat- ten z niego odejdzie. Wcześniej lub później. Więc najważniejsze jest znane od samego początku...Problem stanowi jedynie droga.....kocie łby czy gładki asfalt ? Czołganie przez pełzanie, kangurze skoki czy sranie w locie (na skrzydłach wyobraźni)?
* https://pl.wikipedia.org/wiki/Demografia