12 stycznia 2023

O zaspokajaniu potrzeb i fortunie, która prawem się toczy.

 Nie żebym była czepliwa, ale okazuje się, że jednak jestem. Wszak jakiś punkt zaczepienia w tej rzeczywistości musi być. Jeżeli by go nie było, to unosilibyśmy się jak duchy w zaświatach    latalibyśmy  jak gołębie na niebie , albo jeszcze lepiej/ gorzej,  jak ...jastrzębie. Niekoniecznie jak te z wypasionym kontem bankowym, ale wygłodzone i polujące na wspomniany drób czy co tam wpadnie w pazury. 

Ale wracając do punktu zaczepienia. Dla wielu ludzi jest nim dekalog* (zbiór podstawowych nakazów moralnych obowiązujących pierwotnie wyznawców judaizmu, a następnie przyjęty w zmienionej formie przez chrześcijan.......Na płaszczyźnie historycznej w Dekalogu można zaobserwować pewne treści pojawiające się również w 42 negatywnych oświadczeniach oraz kulcie egipskiej bogini Maat.)

Ciekawe jest to, że Wiki przedstawia dekalog w kilku odmianach. Np. w kościele protestanckim, katolicką wersję katechetyczną,  w księdze Mormona, w Koranie ( aż dziwne/ wcale nie dziwne, że tyle podobieństw, a tak różna otoczka).

Dla przypomnienia ( wersja kk): 

  1. Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.
  2. Nie będziesz wzywał imienia Boga twego nadaremno.
  3. Pamiętaj, abyś dzień święty święcił.
  4. Czcij ojca swego i matkę swoją.
  5. Nie zabijaj.
  6. Nie cudzołóż.
  7. Nie kradnij.
  8. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu.
  9. Nie pożądaj żony bliźniego swego.
  10. Ani żadnej rzeczy, która jego jest.


I tak sobie pomyślałam, że mimo upływu wieków powyższe przykazania zdają się być ciągle aktualne i stanowić punkt zaczepienia dla człowieka, ale..... 

Wraz z rozwojem cywilizacji powstało wiele innych dekalogów na potrzeby poszczególnych grup społecznych/ zawodowych/ państw ( konstytucje) czy  nawet indywidualne osobnicze dekalogi i systemy wartości.  W ten to sposób dokonała się magia :  nagle to co było zawsze białe stało się czarne. I nie  z powodu upływu wieków i licznych zmian klimatycznych, ale z powodu tzw. rozwoju "cywilizacyjnego" człowieka. 

I tak się zastanawiam, w obliczu zachodzących zmian i obowiązującego prawa ,czy przypadkiem cywilizacja to nie było to co było dawniej, a teraz mamy do czynienia z czymś jej przeciwnym?  Czy przypadkiem  nie wracamy do epoki kamienia łupanego, ale już nie za pomocą za pomocą kijka, siekiery i bejsbola , ale za pomocą innych bardziej zaawansowanych technologii "cywilizowanego " świata? 

 Jak wiadomo, fortuna kołem się toczy, więc i historia Ziemi/ ludzkości też musi zatoczyć swoje koło. 

Także tego, no....wiadomo już dlaczego tak ważne jest kultywowanie tradycji....( podstawowej) Pierwowzór- dekalog jest biały/ czysty ( korzenie/ podstawa), ale  jego  wyrośnięte i nieprzycinane drzewo  genealogiczne ( drzewo wiedzy dobra i zła indywidualnego/ grupowego? )już niekoniecznie.

 Na tej podstawie postanowiłam podzielić ludzi na:

a. Białych czyli tych związanych z podstawą ( korzeniami)

b. Czarnych , czyli tych związanych ze stworzonymi na własne subiektywnie egocentryczne potrzeby a'la dekalogami

" KILKA INFORMACJI O PRAWIE DAWNYM**
Prawo sięga odległych początków rozwoju ludzkości. Badania archeologiczne pozwalają najwyżej na ustalenie, kiedy pojawiły się pierwsze pomniki prawa pisanego. Między okresem, w którym panowało przeważnie prawo zwyczajowe, a pierwszymi pomnikami prawa pisanego istnieje jednak cała epoka. Prawo wywodzi się m.in. ze zwyczajów kształtujących się kiedyś w małych grupach społecznych, np. w rodzinie, a następnie przenoszonych na większe zbiorowości ludzkie, jak osady, plemiona, rody. Zwyczaje mające początkowo charakter niesformalizowany i spontanicznie stosowanych reguł zachowania się, w mirę ich upowszechniania stawały się obowiązującymi zasadami postępowania, na których straży coraz częściej stała już sankcja przymusu wyrażanego w różnej formie."

Jak ma się Białe do Czarnego? Zdają się być w opozycji, ale przyczyna tego tkwi przecież nie w samym prawie, ale w ... człowieku. 

Czyżbyśmy mieli zatem do czynienia z powolnym upadkiem ludzkości  na co wskazuje taki a nie inny rozwój prawa?  Wszak jacy ludzie/ jaka cywilizacja takie prawo. 

BO przecież człowiek wszystko tworzy pod kątem zaspokojenia...  swoich potrzeb...


*https://pl.wikipedia.org/wiki/Dekalog

**https://sciaga.pl/tekst/42077-43-historia_prawa_i_podstawowe_pojecia_prawne

11 stycznia 2023

Refleksyjnie...o walce dobra ze złem i punkcie podparcia.

 Tak mnie jakoś naszło....

A tak w ogóle, to prócz tego, że w myślach czasem " wywołuję wilka z lasu", czyli rozbudowuję jakąś podłapaną inspirację w post, to miewam momenty , kiedy wpada mi coś niejako " z zewnątrz" do głowy i męczy dotąd dopóki nie wyjdzie na światło dzienne. Tak miałam i teraz. Po przeczytaniu posta u Lecha (http://bloginglife2.blogspot.com/2023/01/troskliwe-spojrzenie.html) zastanawiałam się czy poruszyć podobną tematykę czy nie. I wyszło mi, że nie. 

Tymczasem przyszła inna myśl: człowiek cierpi wtedy gdy nie jest tym kim jest w swej najgłębszej Istocie. Gdy nasza osobowość pociągana za sznurki przez różne siły ( zwane też szatańskimi) postępuje wbrew prawom , umownie "boskim" tkwiącym w nas, wówczas przynosi to nam  cierpienie. Tak dzieje się w odniesieniu do pojedynczego człowieka.

 Gdy mamy społeczeństwo składające się w dużej mierze z cierpiętników- można uogólniając powiedzieć, że dane państwo do szczęśliwych nie należy i swoje też musi przejść, zanim jego pojedyncze składowe ( jednostkowe osobowości)nie staną na własnych nogach, tj. szala Dobra przeważy Zło*. I nie chodzi mi o subiektywne dobro naszej egocentrycznej osobowości, ale o Dobro, które związane jest z tym że jesteśmy w jedności z naszym wyższym Ja. Każde oddzielenie wywołuje cierpienie w różnej postaci: choroby , zaburzone relacje międzyludzkie, a na większą skalę - relacje międzypaństwowe.

To co dotyka jednostki- dotyka też większe twory( firmy, grupy społ., państwa). I tak jak w przypadku jednostek łatwo jest dokonać korekty własnych zachowań, przy odpowiedniej uważności na siebie w danej sytuacji, to na większą skalę ( firmy,państwa )- służy temu między innymi historia. Jakie zachowania i działania okazują się szkodliwe dla Dobra danej społeczności ( służą tzw. diabelskim siłom), a jakie go wspierają. 

Patrzenie na np. firmę, państwo poprzez pryzmat Ducha( tj. jego wewnętrzną Istotę) , a nie odgrywaną rolę jego subiektywnej osobowości w świecie  ma podstawowe znaczenie. I podstawowe pytanie:

Kto/ co stanowi wewnętrzną Istotę państwa?

Ludzie i ich wewnętrzna jedność/ spójność. I dlatego mówi się, że jacy ludzie / społeczeństwo - takie państwo. I kółko się zamyka. A skoro ludzie- pojedyncze jednostki - są chore ( brak połączenia z wewnętrznym Ja), to i państwo. 

 Podejmowane przezeń działania są więc w dużej mierze błędne, do momentu dopóki nie nastąpią niezbędne przewartościowania. Tj. połączenie subiektywnej osobowości ( jednostki/ państwa) z Siłą Wyższą, wewnętrznym Ja.

Czasem trzeba spaść na dno, bo tam właśnie jest punkt od którego można się odbić/ podeprzeć...ale przecież można dużo wcześniej zrezygnować z niewłaściwego postępowania, chcąc uniknąć własnego Zła.

Bo przecież każdemu normalnemu chodzi o to by szczęśliwym być...Tyle, że inaczej inaczej to szczęście postrzega nasze egocentryczne małe ja, a inaczej nasze wewnętrzne Ja. I w tym tkwi  problem .

 


02 stycznia 2023

Refleksyjnie...lepiej teraz zamiast po?

 Zainspirowana wpisem u Stokrotki (https://stokrotkastories.blogspot.com/2023/01/kalendarz-na-rok-2023.html?sc=1672653339428#c1395015074715467862) postanowiłam stanąć w szranki z czasem.

Przecież nie będę się mocować z  kalendarzem, bo ten pachnie mi bukietami kwiatów. A jak wiadomo aromaty wizualne też łagodzą obyczaje. Tak więc w pełni zrelaksowana podjęłam rękawicę rzuconą przez Stokrotkę i kalendarz " Przekroju". 

Ziemia...jak wszem i wobec wiadomo ma swoje dni ziemskie, więc należy  cieszyć się/ płakać, że i każdy z nas ma swój osobisty kalendarz, z którego zrywa kartki. Dla tych , którym czas przecieka między palcami  ma on inny wymiar niż dla tych którym okresowo lub stale ciągnie się w nieskończoność. 

Dla jadących samochodem - biegnie inaczej, a dla pieszych chodnikowych i niewydeptanych ścieżek wędrowców w gumofilcach/ dowolnym obuwiu/ na bosaka też biegnie inaczej. Nie od dziś też mówimy, że czas jest pojęciem względnym. 

A ponieważ wszystko ma rozmaite strony, w zależności od tego kto patrzy/ obserwuje (tak przy okazji też W.Heisenberg *), więc trzeba wspomnieć i o bezwzględności czasu. A jest to związane z tym, że nie da się go zatrzymać w odróżnieniu od tego co może zrobić człowiek. Może co jakiś czas stanąć w miejscu jak Słońce w układzie słonecznym i odpocząć, chociaż czas i tak robi swoje i nie oglądając się na nic i nikogo biegnie swoją drogą, a za nim goni reszta ziemskiej Natury. I może stąd ta jego bezwzględność?

W obliczu powyższych rozważań śmiem twierdzić, że nasza ocena czasu jest bardzo mocno przesiąknięta niezbyt pochlebnym subiektywizmem, bo przecież upływający czas oznacza, że żyjemy. Wszak moment, kiedy nasz  zegar staje w miejscu i  przestajemy zrywać kartki osobistego kalendarza, nazywamy śmiercią. 

Także tego, no ...chyba nadszedł czas zmienić podejście do upływającego czasu, bo może to nie czas jest czasem problemem, ale właśnie człowiek? Zwłaszcza wtedy gdy się spieszy....Uciekającego czasu i tak się nie dogoni.... no chyba że chce się wcześniej złapać za nogi Nieuniknione. 

A jak już tego dokonamy, 

to  mamy ziemski kalendarz z bani. 

Nie pozostaje wtedy nic innego

niż straszyć z zaświatów niewinnego człeka,

że jemu czas nadal bieży, 

a nam już nie ucieka.


Ps. Nie, żebym gloryfikowała bycie anemikiem, ale czy nie warto czasem zwolnić tempa?

 

* https://pl.wikipedia.org/wiki/Werner_Heisenberg

 https://pl.wikipedia.org/wiki/Kopenhaska_interpretacja_mechaniki_kwantowej

Pojawia się kwestia tożsamości obserwatora w takiej sytuacji oraz aparatury, jaką musiałby się posługiwać. W tej sytuacji interpretacja kopenhaska wprowadza świadomego obserwatora i postuluje, że nie sam akt pomiaru powoduje redukcję funkcji falowej, ale redukcja ta nastąpi wówczas, gdy wynik pomiaru dotrze do świadomości obserwatora. Więc na pomiar zjawiska kwantowego muszą się składać trzy elementy: świadomy obserwator, badany układ i aparat pomiarowy[3].

01 stycznia 2023

Noworoczne szaleństwo skrytego drapieżcy.

 No i jest . Pierwszy dzień  kolejnego odliczania do końca roku. Z tej okazji postanowiłam zaszaleć noworocznie. Pomna obezwładniającego lenistwa po wybuchowej nocy sylwestrowej przespanej zwykle połowicznie, jeszcze w ubiegłym roku przygotowałam sobie zaczyn pod noworoczną profanację. Rozdrobniłam dużą cebulę z ogórkami kiszonymi i konserwowymi i zapakowałam w słoik. Potem ciach-do lodówki, bo podobno tam się całkiem nieźle leżakuje. Po całonocnym bara-bara w słoiku nadszedł czas na połączenie wszystkich składników.

Wyciągnęłam promocyjnie przemieloną  wołowinkę na tatara i  zaczyn ogórkowo-cebulowy. No i zaczęło się....Mięsko, przegryziona zielona mamałyga ogórkowo-cebulowa, olej, przyprawy i maggi. Uformowałam gniazdo, bo przecież inaczej być nie może. Wszak szuflada to za dużo dla jednej osoby. W gniazdku posadziłam niezalężone żółtko elegancko trzymające się kupy. 

Ponieważ papużki jeszcze nie podjęły działań powiększających domową populację, poprzestałam na jajku kurzym, tak żeby profanacja była zjadliwa na bank. A bo to wiadomo co tam w tym papuzim jaju siedzi i czy ta kauczukowa (po ugotowaniu na twardo masa) nadaje się w ogóle do spożycia na surowo? 

Tym razem wolę nie eksperymentować...wystarczy, że grzybki marynowane przeżyły tatarski najazd.

Ps. A tak w ogóle, to kiedy nowy rok zaczyna być starym? Po połówce/ połowinkach/ półroczu? Ot i kolejny dylemat....

 

31 grudnia 2022

Wywłoki, curvy niezgody i nowatorskie okulary XD.

 Wywlekanie faktów z przeszłości i ocenianie ich przez pryzmat teraźniejszości- oto przyczyna fałszywego świadectwa*. 

Postępując w ten sposób otrzymujemy  obraz rzeczywistości, o którym można powiedzieć, że  jest pokazany w fałszywym świetle. Robi się to całkiem świadomie dla  własnych celów rozmaitej maści, np. wybielenia siebie/ państwa/ grupy społ./ narodu itp. lub pokazania z jak najlepszej strony w porównaniu do innych  korzystając z wyselekcjonowanych fragmentów przeszłości pasujących do realizowanego aktualnie celu.

Pal licho, jeżeli dotyczy to pojedynczych zaburzonych niechlubnymi doświadczeniami osobników wypierających fragmenty niezapomnianej przeszłości własnej. Wszak to skala mikro, a nawet mili, albo czasem  też niemili.**. Gorzej gdy takie zachowanie dotyczy władzy / rządów pojedynczego państwa lub większych regionów (połączonych np. w unię, kraje związkowe itp inne wielopaństwowe twory). 

Jeżeli kolejne władze/ rządy będą wypierać niechciane i niepasujące do przyjętej polityki  fakty z  przeszłości, czyli wybielać się/ państwo itp.to  prowadzić to może,  w konsekwencji, jedynie do bielactwa zamiast do np. pożądanego odgórnie konserwatyzmu. 

W innym przypadku stosuje się metodę porównawczą jako zabieg podnoszący własne poczucie wartości na skalę partyjną, według wzoru : my teraz - oni w przeszłości. 

Za ch...., takiego wała. Wszak to linie równoległe czasoprzestrzeni, a nie proste przecinające się. Więc jak może dojść do zgody, skoro nie ma punktów stycznych? Gdzie tu logika, bo o geometrii to już nie wspomnę. 

By coś uformować czyli nadać czemuś  kształt potrzebne są punkty styczne. A nie rozrzucone w czasoprzestrzeni  będące w chaosie nieuporządkowane krzywe( curva, ae), bez szans na przecięcie się w teraźniejszości i stworzenie choćby kąta prostego, a o trójkącie czy wielokącie to już w ogóle można zapomnieć. Tym bardziej, że niektórzy zawędrowali do roku 2050, a korzenie innych tkwią w czasach przedwojennych , wczesnych powojennych.  I nie można takiego sposobu myślenia  wykorzenić. 

Europejskość/ światowość*** to nie styl wychowania, bycie członkiem UE/ innych organizacji o zasięgu światowym tylko umiejętność odnalezienia się w chwili obecnej na danym terenie.

Jak więc pogodzić zwaśnione strony? Wystarczy być w chwili obecnej i działać dla dobra państwa/ regionu itp. a nie dla dobra własnych interesów partyjnych/ osobistych/ związkowych. 

Każde źródło konfliktu tkwi w przeszłości, od której nie każdy umie się wyzwolić. Nawet w tej przeszłości sprzed godziny....Tyle, że nie każdy chce iść z Duchem Czasu. I w tym jest problem. 

Niektórzy zatrzymali się na poziomie kolosa na glinianych nogach sprzed stuleci i w końcu się  rozpadną. Wiadomo o kim mowa...

A ci, którzy próbują utrzymać się na powierzchni wody  trzymając brzytwę, zamiast odejść na zasłużoną/niezasłużoną emeryturę i zająć się ulubionymi wspominkami przeszłości nie zawsze swojej a cudzej - igrają z życiem. Wszak podczas  walki z żywiołem można się samemu pochlastać.

I gdzie w tym wszystkim logika? Brak. Tak samo jak i Ducha Czasu.

Ale cóż można wymagać od płaskomyślących? Może jedynie tego, żeby czasem spojrzeli przez wielowymiarowe okulary. Tyle, że nie wiem ile tych D powinno być...Może tyle ile prostych przechodzących przez jeden punkt? 

Niech więc będzie z wielką niewiadomą : XD...


* budowanie obrazu sytuacji/ okresu historycznego w taki sposób, aby coś zdeprecjonować lub waloryzować

** stopniowanie w dół: - wyrób własny na potrzeby posta:  makro- mikro- mili- niemili

*** własna definicja


25 grudnia 2022

Gwiazdorski blask bywa czasem ...do dupy.

 Święta rozpoczełam od śniadania i dość wczesnego przeglądu prasy na blogach. Tym razem moją uwagę przykuła świeżynka u Ultry (https://bezpukania.wordpress.com/2022/12/24/wyciekly-nagie-selfie-proboszcza/).

Z powodu własnej nieudolności (najprawdopodobniej) i niemożności skomentowania na wordpressie czegokolwiek, chociaż przez przypadek mi się kiedyś udało, postanowiłam odnieść się do jej tekstu u siebie.

Mając na uwadze wcześniejsze doświadczenia z tego typu wyklikanymi tekstami, czasem sprawdzam dla rozrywki o jakich głupotach znowu napisano i ile razy więcej trzeba będzie kliknąć, żeby osiągnąć spełnienie. I nie o orgazm intelektualny mi chodzi, ale o zaspokojenie chorej z nudy ciekawości, zamiast  poszerzać w tym czasie wiedzę o coś bardziej przydatnego czy prać ręcznie przepocone gatki w łatki. 

Nieznane mi przeważnie nazwisko celebryty/tki kojarzy mi się tylko i wyłącznie z sąsiadami z dalszego z bloku, z którymi nie mam styczności, ale znam z widzenia i podejrzewam, że z racji np. statusu materialnego prezentowanego na zewnątrz, idealnie wpasowali by się w opisany wizerunek kogoś znanego . Znanego oczywiście niewielkiemu kręgowi, związanemu z jakąś wybraną niekoniecznie żwawą dziedziną życia.

Zatem z okazji wszystkich świąt, tak na pocieszenie i nie tylko, odważam się zauważyć iż każdy z nas jest dla kogoś jakąś gwiazdką.Tyle, że różne są nieboskłony..No i ten blask...też przecież bywa różny.

Zatem rozbłyskam dzisiaj światłem  teks(t)- tylnego bloga, dopóki czytacz/ słuchacz czy inny ciekawski...nie przerzuci mnie jak kolejną stronę książki, albo odłoży na bok, tak post factum, jak papier , podobno jednorazowego użytku , ze słowami: dziś jest do dupy...

Ps. Wesołych świąt życzę wszystkim Gwiazdkom na niebie.


24 grudnia 2022

Już , już, tuż, tuż, roboty w bród?

 Już połozyłam się spać

już witałam się z gąską

już zamknęłam oczy

już nadszedł sen proroczy...

...ale długo nie potrwał. Taaa. 23. 30 a ja już na nogach. 

W stroju wieczorowym .Piżama wygodna.

Skoro nie mogę chwilowo spać, to...

Postanowiłam podzielić się osobistym przepisem na :

1.podrasowany kompot/nektar z suszu:

śliwki, rodzynki , czyli susz i świeże jabłka w proporcjach - do smaku kuchmistrza - rozgotować do uzyskania odpowiedniej konsystencji ( moje proporcje 100gr : 100: 200gr jabłek) na tzw. oko pańskie. Dodać cynamon, goździki i świeży lub sproszkowany imbir. Ilość cynamonu ma podstawowe znaczenie, zwłaszcza dla cukrzyków ( cynamon obniża poziom cukru w cukrze). Napitek o barwie mętnej, ale za to smakowy zasługuje  na nieprzezroczysty puchar. Wszak to nektar bogów...

2. sałatkę "ad hoc":

seler marynowany (w słoiku) odsączony, kapusta pekinka drobno posiekana ( jako baza i wypełniacz), sardynki/ szprotki/ dowolne rybki wędzone -w oleju ( z puszki) w ilości dowolnej , tak do smaku. Sól, pieprz, i co kto woli jeszcze. Mało roboty i bez majonezu. 

Opcjonalnie: mogą być szprotki w pomidorach, ryż zamiast kapusty pekińskiej, kukurydza konserwowa.

3. śledzie pod pierzyną "własnej roboty":

śledzie marynowane/ w oleju lub odsolone matiasy, np.biedronkowa obiadowa surówka z pora w delikatnym sosie . Starte jabłka wymieszać z gotową surówką z pora,  podprawić majonezem, jogurtem greckim lub śmietaną do smaku, sól, pieprz. Taką mieszankę nałożyć na śledzie ( kołderka) lub drobne kawałki pokrojonego śledzia wrzucić do powyższej mamałygi i wymieszać( sałatka śledziowa).

Opcjonalnie zakupiłam sos czosnkowy i sezamowy( w przypadku dwóch lewych rąk do babrania się z jabłkiem i gotową surówką) by na kawałki ryby/ jajka na twardo/ czy roladki z wędliny- pieczeni ( do wyboru) nałożyć właściwie dekoracyjny smaczek.

Smacznych i leniwych...też życzę.Świąt.


 



22 grudnia 2022

Świąteczne zamieszanie i planetarny kocioł.

Teoretycznie rzecz biorąc, to mamy w roku :cztery pory roku , okresy przed i po świąteczne,nowy rok co rok oraz tzw.okres wakacyjno-urlopowy w wydaniu letnim i zimowym. Tyle teorii...w praktyce, wiadomo, każdy ma swój osobisty życiowy grafik mniej lub bardziej powiązany z innymi. Okres świąteczny  nie odbiega od standardowego dnia codziennego na pewno w jednym: dobrze by było gdyby do kociołka, a raczej gara,  było co wrzucić , tak jak i na ząb.

A wzięło mnie tak kulinarnie, bo obudziły mnie o 1- szej myśli prawie kulinarne. Prawie, bo związane  z wyobraźnią. Tej, co prawda, sam producent/ posiadacz skonsumować dosłownie nie może, może ją natomiast zasuszyć zgodnie z zasadą, że" organ nie używany ulega zanikowi".  Na szczęście owoce buszujących mi po łbie impulsów nerwowych nadają się czasem do spożycia przez wzrokowych i słuchowych przeżuwaczy bo najwidoczniej nie są to rajskie jabłuszka okryte złą sławą.

Ale czas przejść do meritum dania. Wyobraźnia jak człowiek, też lubi płatać figle, więc dostało się i mnie. Tak przedświątecznie.  Najpierw moja wyobraźnia przybrała kształt kociołka bez przykrywki. Jest dobrze - pomyślałam. Jestem co prawda ograniczona, ale i otwarta więc mam wolną drogę w jedną stronę.

Potem przyszła inna wizja, już mniej radosno-świąteczna. Ziemia to kociołek, w którym wszyscy pływamy a raczej gotujemy/dusimy się pod przykrywką i tylko podczas mieszania mamy chwilę wytchnienia. Wtedy ,wiadomo,  części ludzkości uda się wyparować, a reszta w zależności od tzw. ciężaru właściwego/ masy molowej/ ciężaru gatunkowego  urzęduje na samym dnie  lub zalega warstwowo, aż do tych o najlżejszym kalibrze - pływających na samej powierzchni i czekających na odkrycie.  Ci ostatni , oczywista, są  przeznaczeni  jako pierwsi do opuszczenia kociołka podczas kolejnego .... zamieszania. 

Niestety, nie miałam wizji kto jest masterszefem, więc tajemnicy Bożego Narodzenia też nie odkryję. Jedno wydaje się być pewne. Jest szansa na wcześniejsze opuszczenie naszego planetarnego gara z licznymi przyprawami  i wielogatunkowym mięskiem.

 Należy jak najszybciej porzucić własne ciało, które bezwładnie opadnie na dno , a lekki duch wyparuje na powierzchnię.Wiadomym jest, że pokrywka  kociołka z czasem nie wytrzyma oddolnego parcia/ciśnienia i zgromadzone w między czasie gazowe i ( nie)gazujące lekkoduchy podważą pyrkające przykrycie.Może więc i dobrze, że nie jest to współczesny szybkowar, ale znany nam sprzęt analogowy sięgający wieczności. Jest przynajmniej szansa na uwolnienie ducha...( cztery litery i reszta członków czekają na rozgotowanie).

Teraz już wiem skąd się u niektórych bierze niechęć do gotowania...

Mają nieuświadomione lęki z przeszłości...pardą.. to jest...z wcześniejszego wcielenia.

Ps. Pewien zamęt wprowadził mi wok...

A może w ogóle zasada brzmi "jaki kraj taki gar" to i nic dziwnego, że i Masterchef jest inny...

 

14 grudnia 2022

Oda do młodości czyli o miłych perspektywach na starość.

 Zbliża się koniec roku drobnymi kroczkami,

 Trzech Króli kalendarz nowy dźwiga.

Medycyna , jak zawsze, się rozwija.

Oj będzie zaraz zadyma

  jak to jest z dzieciakami... 

 Tyle tytułem wstępu. Obudziłam się o czarnej godzinie to i myśli pojawiły się  z czarnej dziury. Nadszedł czas by przejść  do kalendarza na kilka pokoleń wstecz/ wprzód czyli do planowania rodziny na starość.

Tzw.kalendarzyk małżeński, jak wiadomo,  ma swoją cierpliwość ograniczoną popędem i układami w rodzinie, więc i przydatność do spożycia jest różna. Nie zawsze jest respektowany. Tak samo zresztą jak prezerwatywa czy inna tabletka niekoniecznie po i dowcipna. Dzieciaki pojawiają się na świecie w sposób kontrolowany i/lub nieprzewidywalny nawet dla bociana,o wszystkich świętych i Mikołaju nie zapominając.

 A rodzice jak to rodzice...( nie)muszą się standardowo cieszyć lub (nie)udają że nie ma problemu. Z dziadkami  też bywa różnie. Wszak jakie dziecko taki potem dziadek/ babcia wyrośnie. Nie każdy nadaje się do zabawy (wychowania) ze świeżym narybkiem. Ale gdy narybek potem dorasta....itd.bywa różnie z koligacjami rodzinnymi.Więc...

... będąc babcią, wzięłam się wreszcie za ( po)rachunki rodzinne związane z rodzicielstwem. Takie tam ,spóźnione przemyślenia, wyrachowanie i mocno spóźniona symulacja umysłowa.

W głowie babcinej zalęgło się pytanie całkiem nie na czasie : kiedy byłoby najlepiej mieć dzieci? Ale zanim rozwiąże się tę łamigłówkę, dobrze byłoby zadać sobie pytanie dotyczące przyszłych perspektyw życiowych:

-czy w wieku tzw. poprodukcyjnym/ emeryckim itp. chcę się zajmować ewentualnymi wnukami czy nie?

1.Jeżeli nie, to wtedy najlepiej  starać się o własne dzieci zdecydowanie po 40- stce ( lub w ogóle). Zanim je odchowamy będziemy mieć powyżej  60-tki, więc jest wielce prawdopodobne, że wydołamy fizycznie ( z psychiką różnie bywa) i finansowo żeby nasz przychówek stanął na własnych nogach. Gdy dorośnie  i pojawią się mocno spóźnione wnuki mamy kolejną szansę od życia, że będziemy wystarczająco małosilny, schorowani i drętwi, że oddanie wnucząt pod naszą opiekę będzie wyglądało na chęć zamordowania wysuszonego rodzica rękami podrastających energicznie małolatów.

2. Jeżeli tak, chcemy zajmować się wnukami w wieku tzw. podeszłym, realizując swoje ciągle nie zaspokojone  ambicje macierzyńsko-tacierzyńskie , wtedy proporcjonalnie wcześniej należy wyszukać chętnych do podzielenia się z nami swoimi genami. Jako młodzi rodzice a potem młodzi dziadkowie( w przypadku szczęśliwego biegu zdarzeń) ostatnie lata życia spędzimy na zaspokajaniu potrzeb dzieci i wnucząt, zamiast brylować na spacerach do/ z biblioteki, teatru czy siłowni czy latać jak kot z pęcherzem po leżakujących na działkach/ w domu sąsiadach z niewydolnością krążeniowo-oddechową po wyjeździe ukochanych wnucząt.

Ale  zanim popuścimy wodze wyobraźni co do naszego przyszłego w pełni sił dziad(k)owania należy skonfrontować się z obecną starszą częścią rodziny. Zwłaszcza że trzeba będzie liczyć na ich pomoc, gdy nie zamierzamy siedzieć z założonymi rękami przy dzieciaku tylko wolimy życie towarzyskie w pracy. Niestety przedszkoli czy szkół dla chorych niedorostków nikt nie prowadzi, więc obowiązki ciążą albo na opiekunce albo na tzw. starszych.

Także z tym planowaniem rodziny, to wcale nie taka prosta sprawa jest, bo trzeba wziąć pod uwagę i to co chcemy potem robić w jesieni życia. Bawić/ uzdrawiać wnuki czy odpoczywać w spokoju leżakując na własnych warunkach lub  będąc pod czujnym okiem dzieci i wnucząt, czy innej prywatnej opiekunki z powodu dorobienia się w trakcie życia nie tylko odcisków ale, tak całkiem przy okazji ,  niewydolności do spokojnego i niezmąconego niczym snu, z powodu której  powstał ten post.

Ps. Ale żebym to ja taka mądra w młodości była, to bym .....

Taaa....Teraz to sobie mogę tylko na zimne odciski dmuchać...

11 grudnia 2022

Przedświąteczne dokarmianie zwierząt.

 Tymczasem, przedświątecznie, obudził się  wreszcie i mój wąż w kieszeni. Spał dość długo, być może z powodu poczynionego zapasu tłuszczyku w postaci 2 kostek świątecznego mixełka. Nie od dziś  jest mi wiadome, że zamiast zwinąć się jak wąż ogrodowy, poszerzył  swoją kubaturę o wymiar tych wysokoenergetycznych cegiełek. Tak na przekór inflacji i galopującym ciągle cenom. Te zaś, jak wiadomo wszem i wobec, dopóki nie dostaną zadyszki, to się nie zatrzymają, w przeciwieństwie do miłośnie ciepłego wężulka zalegającego  w kieszeni zakupowej kurtki. 

Tak więc obudził się  i znowu zaczął wołać papu. Pomna na jego wołania poczyniłam świąteczne zakupy nieco wcześniej i albo dotrwają, albo zostaną pochłonięte wcześniej i trzeba będzie uzupełnić braki. Idąc z duchem czasu i inflacją pod rękę, oraz biorąc pod uwagę czarne myśli( i nigdy nie wiadomo czy trafione prezenty), postanowiłam w tym roku zaszaleć. Przecież trzeba węża nakarmić na zapas. Z prostej przyczyny: kto ich tam wie, czy będą jakieś następne święta , a jeżeli już to czy z wypasionym wężem w kieszeni czy z zagłodzoną wężową skórką? Także , tego no, mam dwie flaszki wina półwytrawnego ( białe i czerwone) i ten niezbędny pod nie podkład pokarmowy. Flaszki schowane w koszu wiklinowym, a żarełko mrozi się. Dodatki też się chłodzą, wszak mamy zimę, więc nie będę ich przecie grzać...Chrzan, ćwikła, musztarda, keczup i cytryna , razem z zapasowym majonezem zimują na balkonie. Podzielona na pół sklepowa wędlinka i oraz śledzie po grecku i świąteczne jaja okupują lodówkę. A wszystko to jak wiadomo, do czasu, bo ma swoją datę przydatności do spożycia. I nie jest to wigilia, bo wąż mógłby nie dożyć.

Także szaleję, chociaż to nie karnawał. Na prezenty wydałam mniej niż ostatnio ( 150 zł za wsio), ale oczywiście więcej, zgodnie z zasadą ;"mniej znaczy więcej".  Choinki ubiegłoroczne nie postarzały się , bo klimat im widocznie służy. No i wiadomo...ewentualni goście ( termin do uzgodnienia)) też przyjdą ze swoimi wężami do wykarmienia. Rodzinna hodowla węży wraz z upływem lat i wzrastających na starość ( tfu...jesień życia) potrzeb - to podstawa...do dobrego zdjęcia. 

Także, tego no:

 Udanej handlowej niedzieli 

życzy ....wąż z kieszeni.