21 grudnia 2021

Różne odmiany (przedświątecznego) szczęścia.

 Niezadowolenie ( z siebie)-niezadowoleniem, ale wcale nie przeszkadza mi  cieszyć się tym co sprawia mi przyjemność.

Np. ostatnio na nowo odkryłam zbliżające się święta z dość prozaicznego powodu- nie muszę odliczać upływającego czasu powrotu :

 -do szkoły ( czas nauki szkolnej), 

-pracy ( okres niebezczynności zawodowej) 

-w inne niechciane miejsce...

Pokusiłam się nawet o kupno choinki i sznura lampek led (na baterie) . Całość pochłonęła ok.18 zł. Tak więc dobre samopoczucie mi dopisuje, a do pełni szczęścia dołączył jeszcze przedświąteczny ból zęba. Na szczęście olejek goździkowy potrafi zdziałać cuda. 

Wystarczy brak bólu i od razu człowiek robi się szczęśliwy?

Ps. Zdjęcia choinek poniżej. Też mam się czym pochwalić. :) Ta na dole ma zastosowanie jako lampka.



 

19 grudnia 2021

Boże Narodzenie i oswajanie śmierci.

 Ponieważ święta Bożego Narodzenia zbliżają się wielkimi krokami ,to nawiązując do poprzedniego niezadowolenia z siebie, nie mogło by się obyć bez poruszenia teraz tematu Śmierci. I wcale nie na przekór wszystkim  i wszystkiemu najlepszemu i  zdrowym i wesołym świętom, tylko dlatego, że Śmierć to nieodłączny element....hmmm... Życia.

Motto wspierające (komentarz Boja pod starszym wpisem) , iż " otrzymałam najniższy wymiar kary" będąc tu i teraz, rzeczywiście ze mną rezonuje i  nie będę ukrywać iż odbił się  we mnie szerokim echem i łyknęłam go bez zmrużenia okiem i bez beknięcia.

Przy okazji nie omieszkałam przypomnieć sobie, ze echo* to " fala akustyczna odbita od przeszkody", docierająca do nasłuchującego obserwatora z opóźnieniem ( przy opóźnieniu mniejszym niż 100ms jest to już pogłos). Także mamy mały=krótki pogłos i duże=długie echo.  Wychodzi więc na to, że oprócz ściany lasu, zboczy górskich, skał i jarów jest we mnie wiele innych przyjemności w postaci przeszkód/barier, więc nie dziwota, że to właśnie Echo** obrało sobie we mnie siedzibę. I gdyby to było tylko to jedno, ale nie, okazuje się, że jest tego więcej...więcej mieszkańców.

Cyt: ( Echo)'' Uchodziła za córkę Eteru i Gai. Według Owidiusza [Met. III 356-401]. Echo długimi opowiadaniami przeszkadzała zazdrosnej Herze w śledzeniu miłostek Zeusa. Gdy bogini odkryła podstęp, ukarała nimfę utratą własnego głosu. Odtąd Echo nie mogąc powiedzieć nic z własnej woli musiała stale powtarzać cudze okrzyki. " 

Tak więc  idąc za głosem własnej Natury, powtarzam np. za Wikipedią, co jej ślina na język przyniesie, bo we mnie jednak siedzi ta papuga nimfa*** . Jako gatunek najmniejszej troski ( wg. IUCN)  byłoby głupio mieć pretensje do życia, że tak mało się stara, by zaspokoić moje wszelkie egopotrzeby, mniej lub bardziej wybujałe...Pozostaje mi  zatem pogodzić się z losem i czekać ze spokojem na, przynajmniej, zwolnienie warunkowe od własnych oczekiwań lub definitywnie przewidywalny koniec, który oczywiście w pewnym stopniu jest w stanie  namierzyć echo, za pomocą np.  ultrasonografii****. 

 Słówko jak to słówko, weszło w życie wraz z urządzeniem, ale bardziej zainteresowało mnie inne - defektoskopia - ze względu na jego wadliwe( defekty) i kałowe ( defekacja*****) konotacje . Tymczasem to tylko taka metoda pozwalająca wykrywać niejednorodność (np. pęknięcia) jakiegoś materiału itd. 

Naszpikowana  tyloma informacjami  co do własnych ukrytych możliwości, wracam ponownie do żywych  czyli do kwestii śmierci i tego dlaczego i kiedy stąd odchodzimy:

1. na własne życzenie

2. na cudze życzenie

Czyli uwzględniając zarówno świat duchowy( mniej lub bardziej akceptowany czy poznany przez wierzących i niedowiarków) jak i ten ludzko materialny- przyczyna śmierci jest taka sama jak i powód naszego przyjścia na świat ( wg. mnie). Różnice dotyczą jedynie indywidualnie obranej/przypisanej nam  metody i stylu opuszczenia  naszej małej , ziemskiej kolonii karnej, chociaż niektórzy usiłują nam wmówić za wszelką ceną, że  Życie jest piękne i jest najwyższą wartością. I mają rację, na 100% - tyle że dla jednych to są narodziny, a dla innych śmierć.

Ps. Tyle tych gwiazdek, że aż strach... ;-)

*  https://pl.wikipedia.org/wiki/Echo

** https://pl.wikipedia.org/wiki/Echo_(mitologia)

*** https://pl.wikipedia.org/wiki/Nimfa_(ptak)

****https://pl.wikipedia.org/wiki/Ultrasonografia

***** https://pl.wikipedia.org/wiki/Defekacja_(medycyna)


15 grudnia 2021

Przedświąteczne rozgrzeszenie , a pochodzenie człowieka.

 Oj chyba zbliża się koniec, bo wzięło mnie na wspominki. Tyle, że to nie roczne rozliczenie, ale z kilku ostatnich dekad. Związane jest ono z pytaniem: czy gdybym mogła zacząć od nowa i coś zmienić w swoim życiu, to bym to zrobiła czy nie? 

Nie powiem, pośrednio motywacją do tego wpisu była chwila zastanowienia  nad byciem sobą. Pomijam  dylemat związany z tym w jakim stopniu możemy być sobą, a w jakim jesteśmy ukształtowani przez otoczenie. Bo przecież nie będę sobie tutaj utrudniać życia. Wystarczy że robią to  inni w życiu codziennym - co jest zresztą czysto subiektywnym odczuciem.

W każdym razie, odnawiane przez lata pytanie , powracające jak efekt jo-jo, nieodmiennie przynosiło mi odpowiedź na NIE. Nic bym nie zmieniła, bo jestem dumna z tego na jakim etapie życia wewnętrznego jestem. Z wszelkimi doświadczeniami i wnioskami mniej lub bardziej akceptowanymi przez innych.

I tak było aż do dziś. Cie choroba! Szlag by to trafił. Najwyraźniej odbiło mi z powodu obostrzeń. Zadałam sobie pytanie, a odpowiedź dzisiejsza brzmi TAK. Wszystko bym zmieniła. Tyle że warunkiem koniecznym byłby oczywiście inny początek ( czas, warunki, środowisko itd. ). Bo przecież gdybym była ciągle tą samą sobą, co jestem - to z pewnością droga byłaby taka sama. 

Ale do czego zmierzam? A do tego, że tyle lat się oszukiwałam, że jest MI dobrze ze sobą i z tym całym zdobytym życiowym bagażem. A od dzisiaj twierdzę zdecydowanie, że wcale  tak nie jest. 

Po prostu muszę zaakceptować ten wór z piaskiem (dla innych = krzyż), bo nie może go dźwigać nikt inny prócz mnie. Wypieranie, zapominanie na siłę, zwalanie winy na innych itp. ułatwienia , niestety nie pomogą. To cała dotychczasowa ja. Stworzona przez własne wybory i dokonania.

I tak sobie pomyślałam, że skoro są kręgowce i bezkręgowce, tak samo są mózgowce i bezmózgowce. I jak miałabym już wybierać, to może lepszym wyborem byłoby bycie bezmózgowcem?

Ale znowu pojawił się dylemat...czy bycie np. takim małym bezmózgowym wirusem * to byłby dobry wybór? A może w ogóle wszelkie biologiczne życie pochodzi od wirusa ?

I człowiek ( z punktu widzenia planety ), to tylko taki duży zmutowany wirus o szerszym spektrum działania. A  do tego , patrząc dookoła i na swoje życie  mam nieodparte wrażenie, że niektóre podziały ( prócz tych związanych z rozmnażaniem) są całkiem bezpodstawne, bo może wszyscy należymy do jednego gatunku....bezmózgowców ;-)

Gnębi mnie jeszcze tylko takie pytanie: czy ewentualna zmiana okazałaby się czymś lepszym? Bo mogłoby się okazać, że nawet wirusy niosą/ mają swój krzyż, mimo że są bezkręgowcami...


*https://pl.wikipedia.org/wiki/Wirusy

08 grudnia 2021

Wróg publiczny nr. 1 i demografia.

 "Życie - nieudany eksperyment biologiczny zakończony na ramionach sześciu nieznajomych, których celem jest zatkanie tobą dziury w ziemi." Fred Allen.

Nie żebym chciała tu polemizować, ale zastanawiając się nieco szczegółowiej,  przeniosłabym powyższą formułkę na różne dziedziny życia. Np.  " życie to nieudany eksperyment demograficzny* ciągle odnawiany, którego celem jest by pozostał po tobie  ślad w postaci jakiejś części wspólnej z innymi".

Ale przecież nie o tym chciałam napisać, tylko o zmianach  związanych z pandemią. Zdalne nauczanie od 20 grudnia do 9 stycznia z pewnością wyjdzie nam na zdrowie, że nie wspomnę o statystyce ilości zakażeń w okresie późniejszym. Czyli zasiane właśnie ziarno  wyda (potem) owoce, które będą cieszyć oczy i pozwolą odetchnąć chwilowo służbie zdrowia aż do następnej fali chorych. Tym razem tej z opóźnionym zawałem , różnierozległym udarem czy nasilonymi objawami nienazwanej pobudliwości szpitalnej . 

Pozostałe zmiany obostrzeniowe - wiadomo. 

 Ktoś tam powiedział, że brak jest właściwych ustaw, a bazowanie tylko na rozporządzeniach będzie dawać pole do popisu gospodarzom np. wspólnych imprez( typu ogólnego) w kwestii zaszczepionych i niezaszczepionych.

 Podział na tych ze świadectwem i tłuków bez certyfikatów lub/i telefonów z aplikacjami poświadczającymi przynależność do określonej kasty, zatrze się w miarę upływu imprezowego alkoholu i roztańczenia powietrza wirującego w autobusowej wentylacji lub proporcjonalnego obłożenia hotelu wietrzącego się z antycovidowych rozmów. 

Wreszcie mamy wspólnego jednego wroga i przeciwko niemu winniśmy się zjednoczyć i stanąć w jednym szeregu. Bez obawy, bo....przecież tak samo jak grypą czy innym katarem, zapylać lub częstować innych wirusem mogą zarówno skażeni na własne życzenie jak i nieskażeni szczepionką , o czym zdają się zapominać dumni posiadacze śladów po wielokrotnym wkłuciu. 

Wychodzi więc na to, że rozwiązaniem optymalnym , wspólnym dla obu grup jest ogólnonarodowe codzienne testowanie, które powinno wszystkim nieodosobnionym i wielokrotnym uczestnikom życia społecznego wejść w krew jak mycie nie tylko rąk , czesanie nie tylko wylinki czy przebarwionej łysinki, zmiana skarpet i bielizny wielodniowego użytku, takoż jak pranie pampersów w rękawiczkach jednorazowych. 

I wszystko byłoby dobrze statystycznie i w ogóle, gdyby nie ten cholerny zgryz.... kto  sprawdzi te aktywne codziennie życiowo miliony i kto za to zapłaci?

Ale jedno jest w tym wszystkim pewne: kto przyszedł na świat- ten z niego odejdzie. Wcześniej lub później. Więc najważniejsze jest znane od samego początku...Problem stanowi jedynie droga.....kocie łby czy gładki asfalt ? Czołganie przez pełzanie, kangurze skoki czy sranie w locie (na skrzydłach wyobraźni)?

* https://pl.wikipedia.org/wiki/Demografia

05 grudnia 2021

Przegląd fetyszy czyli o relacjach w rodzinie i czubkach.

 Tym razem dopadło mnie natchnienie dotyczące pedofilii*. Natchnienie i pedofilia to co prawda niezbyt udana para, ale cóż- niejedna para jest życiową pomyłką. I co mnie podkusiło, żeby poruszyć ten temat? Teoretycznie nic, bo nic nie usłyszałam, nic nie przeczytałam i nic nie widziałam ( ostatnio) związanego z...Ale być może to znowu kwestia skojarzenia poza wszelką logiką. Skojarzenia związanego z fetyszami ** różnego rodzaju . Cyt:

1. "Poniżej znajduje się zestawienie spotykanych terminów:

  • agorafilia – bodźcem seksualnym są miejsca publiczne
  • akrotomofilia, dysmorfofilia – fetyszem jest okaleczone lub zdeformowane ciało partnera
  • autonepiofilia – odgrywanie ról z okresu niemowlęcego
  • endytofilia – osiąganiu satysfakcji seksualnej wyłącznie z ubranymi partnerami
  • nekrofilia – dewiacja seksualna polegająca na podejmowaniu obcowania płciowego z osobą zmarłą
  • koprofilia – bodźcem seksualnym jest kał i czynności związane z nim
  • apotemnofilia – fetyszem jest własne okaleczone ciało (zob. też samookaleczenie)
  • grawiditofilia – fetyszem jest brzuch ciężarnej kobiety
  • klizmafilia – satysfakcja seksualna jest osiągana poprzez wlew doodbytniczy
  • pigmalionizm (agalmatofilia) – osiąganie stanu podniecenia płciowego na widok wizerunków, np. zdjęć, rzeźb, obrazów
  • podofilia – fetysz związany ze stopami
  • urofilia – przedmiotem pożądania seksualnego jest mocz
  • heterochromofilia – fetysz związany z odmiennym kolorem skóry partnera[1]
  • sthenolagnia (alternatywnie „muscle worship”) – fetysz związany z odczuwaniem satysfakcji seksualnej w przypadku obcowania z wyrzeźbionymi mięśniami
  • ozolagnia – fetysz związany z odczuwaniem satysfakcji seksualnej tylko w przypadku kontaktu z zapachami partnera
  • fetyszyzm pępka "

 I aż się złapałam za głowę na widok tak szerokiego  wachlarza możliwości, by móc się jakoś sklasyfikować seksualnie, a tu bach...nie Jan Sebastian, ale zdziwienie, że zapomniałam o sferze ducha ( 2.) czyli o fetyszach religijnych.*** Czyli mamy  coś dla ciała, coś dla ducha , więc pozostaje jeszcze odnaleźć własne indywidualnie osobiste fetysze  umysłowe ( 3.)i  nazwać je we właściwie nieurągający nam w niczym sposób. Ciekawe czy ulubione hobby/pasję  też można do tej grupy zaliczyć. Hmmm. Podniecanie umysłu ulubionym zajęciem...?.

Ale pal licho chwilowo uzupełniającą nas resztę, bo miało być o pedofilii, którą zalicza się do grupy 1 .parafilii****.   

W związku z nią bowiem -pedofilią nie tylko księży, przyszło mi do głowy, że jej przyczyną czy nieodkrytą skłonnością do...może być fakt iż dzieci czy w ogóle to co i /lub małe, delikatne, drobne, młode może być przyczyną podniecenia  ponieważ nie stanowi fizycznego i psychicznego zagrożenia dla silniejszego (z racji wieku i postury) dorosłego osobnika. Przecież zboczenia bywają różne a nieodkryte lęki mają  różne oblicza.

Ale, (nikomu nic nie ujmując) najzwyklejsza wybitnie rodzicielska miłość do dzieci uchodzi za normę, podczas gdy za nią może kryć się też lęk przed przyszłością i samotnością, a tzw. zimny chów bywa często negowany, podczas gdy może być świadectwem  silnej wewnętrznie jednostki  rodzicielskiej, obok  oczywiście typowego braku zainteresowania tzw. rodziców - drobnicą tj. własnym potomstwem, z różnych powodów ekonomicznie-niedojrzałych.

Tymczasem, korzystając z wypielęgnowanej latami doświadczeń - czepliwości, uczepiłam się w pierwszej kolejności  pazurami  siebie w poszukiwaniu  słabości do fetyszy. I co zauważyłam? Moją uwagę zdecydowanie absorbuje obserwowanie "kurzych łapek". Nie, nie tych zmarszczek w kącikach oczu, ale po prostu uogólniając- wszelkich drobiowych i nie tylko - łapek i dziobów ( pyszczków) w różnych sytuacjach. I pomyśleć, że jednych podniecają książki, innych góry, sport, pawie pióra czy inne konkursowe sterówki z lotkami, koroniate winerki , uszate bażanty, itd.

 O czubkach   nie zapominając...

 

* https://pl.wikipedia.org/wiki/Pedofilia

** https://pl.wikipedia.org/wiki/Fetyszyzm_(seksuologia)

***https://pl.wikipedia.org/wiki/Fetyszyzm_(religioznawstwo)

****https://pl.wikipedia.org/wiki/Parafilia

03 grudnia 2021

Mechanika kwantowa i stylizacja antywolności .

 To miał  być krótki tekst, a wyszło jak zwykle....Tak mnie coś naszło, a może nawet diabeł podkusił, aby zastanowić się nad wzajemnymi zależnościami, które elegancko nazywa się stosunkami międzynarodowymi na poziomie państw,  rodziną na poziomie podstawowej komórki społecznej oraz myślami i skojarzeniami na poziomie łba na karku.  Złapałam się za głowę gdy spostrzegłam że nie mogę myśleć o jakiejkolwiek wolności, skoro nawet własny umysł mnie ogranicza.  I pomyśleć, że kiedyś myślałam że mogę myśleć co chcę...co tylko dusza zapragnie.

Tymczasem pojęcie wolności* wygląda tak:

 "Wolność – brak przymusu, możliwość działania zgodnie z własną wolą. Sytuacja, w której można dokonywać wyborów spośród wszystkich dostępnych opcji."

 Kluczowe tu są słowa :" wszystkie dostępne opcje" i "działanie zgodnie z własną wolą". Tymczasem nawet przychodzimy na świat   w dużym stopniu niezgodnie z własną wolą, bo kto by chciał dobrowolnie narażać się na cierpienie z racji posiadania cieleśnie cielistego ciała wyposażonego w zdenerwowane odbiorniki bodźców płynących z otoczenia i zarządzający tym komputer z różnej jakości oprogramowaniem z wątpliwymi sterownikami? Chyba tylko masochista jakiś, a nie człowiek ducha  ( w odróżnieniu od tego z krwi i kości)

Odnoszę nieodparte wrażenie, że wolność jako taka nie istnieje. Nawet po śmierci. 

Oznacza  to że jest to jedno z pojęć, które jest  wymysłem naszego umysłu bez żadnego racjonalnego uzasadnienia. A raczej wirus naszego komputera osobistego, który jest do namierzenia ale czy do dezaktywacji- nie wiem. Może zależy u kogo? 

Zarówno pytanie o własną wolę ( kto-co ją kształtuje) jak i  dostępne opcje - warunkują ograniczenia i podważają zasadność istnienia pojęcia wolności u samej podstawy ( w fundamencie).

Słyszy się od czasu do czasu powiedzenie, żeby "zejść z chmur na ziemię". Tym razem zrobię coś wręcz odwrotnego, tj. z poziomu namacalnego świata materialnego rządzącego się własnymi prawami stworzonymi przez ludzi dla ludzi, w ramach własnej ściśle ograniczonej  wolności, pokuszę się o wspinaczkę na niewidzialny poziom cząstki fundamentalnej ** ( której podobno jeszcze nie odkryto). Śmiem przypuszczać, że nawet ona jest zawieszona w jakiejś większej strukturze, bez względu na to czy przemieszcza się czy jest elementem stałym ( z punktu widzenia fizyki). Ale skoro jest i skoro tworzy tą strukturę (i  nią jest jednocześnie) to wychodzi na to, że ogranicza sama siebie.(!) 

Ponieważ pojawiło się w fizyce swojego czasu pojęcie antymaterii i antycząstki, więc może lepiej mówić o antywolności w ramach której funkcjonuje świat, bo byłoby to zgodne ze stanem faktycznym?

Ale przejdźmy dalej:

"Według teorii superstrun, każda cząstka fundamentalna ( cząstki fundamentalne,to cząstki z których złożone byłyby wszystkie inne cząstki „elementarne”, a które same nie byłyby już złożone z niczego innego ) jest przejawem innego rodzaju drgań superstruny (struny drgają bezustannie w sposób podobny jak fale stojące: cząstki miałyby być obrazem drgań analogicznie jak orbital. Wszystkie struny są takie same, różne są jedynie sposoby ich wibracji. Masywniejsze cząstki odpowiadają drganiom strun o większej energii. W teorii superstrun jednakże cząstki nie zawierają strun – one są strunami. "**

 Wniosek dotyczący pojęć  wolności i antywolności "z piekła rodem" tj. z mechaniki kwantowej nasunął mi się nie sam, ale oczywiście z wiki (** cd.):

"Zgodnie z wynikami badań nie ma nigdzie żadnych cząstek elementarnych póki nie nastąpi ich obserwacja, tj. dekoherencja kwantowa[4]."***

 W ten to sposób dotarłam do sedna.  Dopóki nie nastąpi obserwacja wolności - dotąd jej nie będzie. 

Pozostaje więc  zaakceptować antywolność , którą światowi styliści ubrali (na przestrzeni dziejów) -by była lekkostrawna i dobrze przyswajalna oraz atrakcyjna wizualnie i mentalnie oraz zgodna z oprogramowaniem większości umysłów- w kapelusz parlamentaryzmu i biżuterię praw obywatelskich oraz bieliznę z rozmaitych systemów polityczno-gospodarczych, które wszem i wobec mają dawać poczucie wolności, chociaż nią sensu stricte nie są.

 

* https://pl.wikipedia.org/wiki/Wolno%C5%9B%C4%87

**https://pl.wikipedia.org/wiki/Cz%C4%85stka_elementarna

***Dekoherencja kwantowa – w mechanice kwantowej proces opisujący oddziaływanie obiektu kwantowego z otoczeniem.

30 listopada 2021

Od L4 do historii naturalnej samodzielnej pępowiny.

 Nie wiem co tam jest z opinią publiczną (ogólnie pojętą), ale wiem co ze mną się zadziało. 

Nie była to co prawda wiadomość mrożąca krew w żyłach, a wręcz przeciwnie- można powiedzieć, że nastąpiła odwilż. Prawie taka jak w dawnych stosunkach wschód- zachód z XX w. Obiło mi się o uszy iż ( wreszcie?) wypalenie zawodowe zostało uznane przez WHO* jako powód , by wystawić L4.**

Spojrzałam na siebie, skrzywiłam się na samą myśl o tym jak wielka przepaść dzieli to co się dzieje na dole( w społeczeństwie), a (jak się okazuje już oficjalnie) decyzyjną górą w sprawie zdrowia tj. WHO). Przepaść ma wielkość zgoła wielką. A mianowicie sięga początków powstania WHO ( w najgorszym razie), a ok. 50 -70 lat w najlepszym.

I pomyśleć, ile musieli się nakombinować co poniektórzy medycy , aby chore ze zmęczenia jednostki jakoś sklasyfikować i przyznać pożądane dla podratowania zdrowia chwilowe zwolnienie obywatela  z pracy generującej uciążliwie nierozpoznany odgórnie stres. 

Tymczasem sięgając do wiedzy o WHO , nie omieszkałam sięgnąć do równie oficjalnej kieszeni tj. źródeł finansowania (p.2), ponieważ swojego czasu było parę kontrowersyjnych decyzji ( p.1) wspomnianej organizacji:

1. "W styczniu 2010 roku Rada Europy przesłuchała przedstawicieli WHO oraz koncernów farmaceutycznych. Zarzucono im nieuzasadnione nagłośnienie zagrożenia zachorowaniami na grypę H1N1 oraz niepotrzebne ogłaszanie pandemii. Zdaniem Rady Europy powyższe działania miały na celu umożliwienie sprzedaży szczepionek firmom farmaceutycznym. W trakcie przesłuchania doradca WHO ds. pandemii grypy Keiji Fukuda oświadczył, że oenzetowska organizacja „nie była przesadnie naciskana przez koncerny farmaceutyczne” oraz powtórzył, że eksperci proszeni o konsultacje muszą podpisać deklarację o braku konfliktu interesów. Ponadto Fukuda oświadczył, że pandemia została „formalnie ogłoszona i nie zakończyła się”, a wirus A/H1N1 „jest obecny na całym świecie”. Komisja ekspertów wybranych przez WHO oceniła jednomyślnie, że spełnione zostały wszystkie kryteria potrzebne by ogłosić pandemię – mówił Fukuda. Z kolei w opinii uczestniczących w przesłuchaniu ekspertów – epidemiologów doktorów Wolfganga Wodraga oraz Ulricha Keila nie było realnych podstaw od ogłoszenia pandemii. Ich zdaniem, na tę decyzję miały wpływ koncerny farmaceutyczne, które finansują badania[24]."*

2. ''WHO jest finansowane poprzez składki państw członkowskich oraz dotacje. Obecnie[kiedy?] praca WHO skutkuje szerszym spektrum współpracy: około 80 organizacji pozarządowych oraz z zakresu przemysłu farmaceutycznego, a także fundacje, m.in. Fundacja Billa i Melindy Gates i Fundacja Rockefellera. Dobrowolne datki na rzecz WHO lokalnych i państwowych rządów, fundacji i organizacji pozarządowych, innych organizacji ONZ i sektora prywatnego przekroczyły[kiedy?] szacowaną sumę składek z 193 państw członkowskich[18]" *

Tymczasem okazuje się, że WHO nie jest czubkiem góry lodowej, tylko jest nim Międzynarodowa Klasyfikacja Chorób i Problemów Zdrowotnych *** ( ICD- 10), której nomen omen  twórcą jest WHO. Nie inaczej.
''W Polsce ICD-10 obowiązuje od roku 1996[12]. Polskiego tłumaczenia dokonało Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia zgodnie z umową TR/10/017-019 ze Światową Organizacją Zdrowia o udzielenie praw do tłumaczenia i publikacji''

 I tak ciągle się zastanawiam, w jakim stopniu i w dziedzinach życia jesteśmy tak naprawdę samodzielni, a w jakich mamy ciągle nieodciętą pępowinę? A raczej to nie tyle pępowina ( =naturalny kranik uzależniony od stanu psycho-fizycznego jednego żywiciela w stanie błogosławionym), a raczej jest to sztuczna instalacja hydrauliczna, której źródłem jest wielu żywicieli o zróżnicowanej diecie międzynarodowej.

Sny o wolności można sobie zatem wsadzić gdzieś....To jest chciałam powiedzieć ...między bajki włożyć.

Bo to już historia...

* https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Awiatowa_Organizacja_Zdrowia

** Czasowa niezdolność do pracy spowodowana chorobą pracownika nakłada na niego obowiązek dostarczenia zwolnienia lekarskiego(L4) za czas choroby. Pracownik w tym czasie jest zwolniony z obowiązku świadczenia pracy.

Zobacz więcej: https://poradnikprzedsiebiorcy.pl/-l4-w-formie-elektronicznej

*** https://pl.wikipedia.org/wiki/Mi%C4%99dzynarodowa_Klasyfikacja_Chor%C3%B3b_ICD-10

25 listopada 2021

Czasem trzeba coś schrzanić, żeby było lepiej...

 Lubię chrzan. Ostatnio sięgam po niego  niewyobrażalnie częściej niż tylko w święta. Pomijam tu fakt, że czasem zdarza mi się też coś schrzanić - jak to w życiu. Zresztą nie tylko mnie, co wcale nie jest usprawiedliwieniem. Tym razem pokusiłam się o inną formę. Pomyślałam sobie, że schrzanię tekst. A że nadal temat wirusa (np. covid 19) jest na topie więc dlaczego by nie o tym.

Sięgając do źródeł czyli własnej dość ograniczonej wyobraźni,pomyślałam sobie co by było gdyby prawdą była moja osobista spiskowa teoria dziejów.

 Ponieważ jak wiadomo, najpierw jest ktoś kto wymyśla cuda, potem znajdują się wariaci, którzy materializują odlotowe wizje, a następnie wchodzą one w życie, jako produkt mniej lub bardziej udany. Mam wrażenie( nie wiedzę) , że część nowoczesnych technologii różnego rodzaju jest tworzona  najpierw na potrzeby określonej grupy militarno-bio- farmaceutycznej, a  wykorzystane usprawnienia są potem adoptowane w całości lub częściowo na potrzeby życia codziennego bogaciej  uposażonego luda zamieszkującego rozmaite systemy parlamentarne i nieokrzesane cywilizacje. 

I gdyby tak wspomniany wirus , tak samo jak np. odkurzacz typu Irobot roomba * został przygotowany na potrzeby społeczne określonej grupy ludzi dla określonego celu  oczyszczającego tj. depopulacji, to w efekcie okazałoby się, że spiskowa teoria dziejów nawiązująca do próby stworzenia silnej i odpornej jednostki o zmienionym DNA może lec w gruzach. Bo jak wiadomo, okazuje się nie od dziś, że umierają również teoretycznie zdrowe osobniki w różnym wieku, a pozostają zdechlaki faszerujące się wziewnymi preparatami np.na astmę , tudzież zażywający leki przeciwdepresyjne podnoszące poziom serotoniny i zadowolenia z życia w sposób doustny oraz leczący własne i zwierzęcopochodne pasożyty środkami typu iwermektyna**. 

Tak więc rokowania co do siły materiału genetycznego społeczeństwa przyszłości wyglądają mało obiecująco. I jak tu stworzyć człowieka nowej generacji? Chyba tylko na bazie nanotechnologii...*** 

Schrzaniłam całkiem poważny temat, ale przecież nic nie dzieje się bez przyczyny...( patrz tytuł wpisu).

*https://www.google.com/search?q=odkurzacz+i+robot+roomba&ie=utf-8&oe=utf-8&client=firefox-b

**https://www.medonet.pl/koronawirus-pytania-i-odpowiedzi/leczenie-koronawirusa,covid-19--gwiazdor-leczyl-sie-iwermektyna--lekarze--to-niebezpieczne,artykul,59073423.html

więcej tu : **https://www.wapteka.pl/blog/artykul/iwermektyna-co-to-jest-i-kiedy-sie-ja-stosuje-iwermektyna-a-covid-19-czy-dziala-na-koronawirusa

*** https://pl.wikipedia.org/wiki/Nanotechnologia

23 listopada 2021

O życiu na właściwym poziomie czyli węzeł gordyjski do rozwiązania.

 Jest całkiem prawdopodobne, że ten wpis będzie powiązany z poprzednim. Jest też całkiem prawdopodobne, że poszybuję w całkiem innym kierunku w trakcie pisania tekstu. Początek jest, zamysł ogólny jest- co chcę przekazać, ale jak będzie wyglądać rozwinięcie i koniec- ni hu-hu. 

Wczoraj wróciłam pośrednio myślami do wcześniejszych tekstów( kilka lat wstecz) o różniczkach. Nie tych stricte matematycznych, ale do zdrobnienia od  różnicy. Różniczki między widzeniem( typowym patrzeniem) a postrzeganiem ( obserwacją z dystansu). Potem przyszła mi na myśl książka A. Huxleya " Sztuka widzenia" a w ślad za nią inna jego pozycja - " Nowy wspaniały świat" *. Abstrahując od treści tej drugiej, nie omieszkam wspomnieć o pierwotnej przyczynie/myśli, która skierowała mnie na książki. W uszach zadźwięczało mi " Prawo rezonansu" ( Pierre Franckh). I przyznam szczerze, że nabrałam ochoty by dowiedzieć się czegoś więcej o tej pozycji.  Najwidoczniej coś zarezonowało i  poszło skojarzenie z A. Huxleyem. 

Tak czy owak, będzie o postrzeganiu pozazmysłowym czyli o tym, że coś zadziało w moim mózgu, że skompletował taki zestaw myśli: 

Myśl nadrzędna domagająca się wyróżnienia kolorem:  walka dobra ze złem toczy się na wielu poziomach: 

a. na poziomie naszej psychiki dokonujemy oceny własnych słabości-mocy i tego co jest wg. nas dobre/złe

b. na poziomie naszego subiektywno- indywidualnego odbioru rzeczywistości zewnętrznej, dokonujemy ocen na termometrze dobro - zero - zło ( i czasem zastanawiamy się ile kresek jest coś/ktoś na minusie czy plusie) patrząc przez pryzmat własnego ego-umysłu i posiadanego doświadczenia

c. na poziomie większych ugrupowań/ związków/ partii / klas społecznych/ religii - kiedy identyfikujemy się z czymś niejednostkowym

d. na poziomie państw/narodów/ regionów geograficzno-gespodarczo-politycznych 

e. na poziomie planetarnym/ kosmicznym

Wygląda więc na to, że mamy jedno wielkie zamieszanie i chaos, ponieważ nie zawsze moje dobro/ zło, będzie dobrem /złem dla innych i do tego na wielu poziomach. Do tej mikstury trzeba dodać to, że można być ze sobą w niezgodzie, ulegając lub nie wyższym celom/ poglądom na poziomach b, c, d i e . I mamy klops.

Brak zainteresowania innymi poziomami sprawia, że postrzegamy życie tylko przez pryzmat a i b lub tylko przeważnie b i oceniamy resztę rzeczywistości tylko z tej jednej perspektywy. Uzyskujemy w ten sposób jednostronny obraz rzeczywistości- czysto indywidualny, zamiast np. w 3 D ( w tym wypadku zamiast = a,b,c,d,e)

Gdy patrzy się na coś z punktu widzenia np. c, z powodu przynależności do większej grupy -  uczymy się( lub nie) patrzeć na życie również z tej perspektywy. Mimo że często nie umiemy się pogodzić z czymś co stoi w opozycji do naszej subiektywnej oceny ( z poziomu a i/lub b) - to dobrze jest chociaż pewne rzeczy poznać i dostrzec - coś więcej niż czubek własnego nosa  ( jeżeli patrzy się tylko przez pryzmat jednego, ulubionego i pasującego nam poziomu)

I tak wchodząc na kolejne poziomy, okazuje się że mamy niezły węzeł gordyjski do rozwiązania związany z naszymi wartościami i przekonaniami co do pojęć dobra i zła, bo mogą one ulegać zmianom w zależności od tego, przez pryzmat którego poziomu patrzymy na jakiś problem.

Czy jest możliwe osiągnięcie stanu wewnętrznej równowagi? 

Po rozpatrzeniu wszystkich za i przeciw wyszło mi, że bycie w punkcie zero rozwiązuje wszelkie problemy.  Z byciem zerem - bywa różnie.

I teraz pozostaje spojrzeć na np. problem z migrantami i relacje z Białorusią, z kilku poziomów: poczynając od prywatnego subiektywnego zdania związanego z naszym ego- umysłem ( z emocjami-uczuciami- rozsądkiem) poprzez pryzmat naszej identyfikacji z jakąś grupą ( c),  potem spojrzeć na problem z punktu poczucia przynależności narodowej/ państwowej/ regionalnej,  by wreszcie przyjrzeć się danej sprawie z punktu widzenia planety/ kosmosu.

 W końcowym rozrachunku wychodzi na to, że na najwyższym poziomie  jest to samo co na poziomie tzw. najniższym( a i b) - są klimatyczne trzy możliwości: 

- dobro ( spokój / rozwój/ stabilizacja)

- 0 - stanie w miejscu(= bezruch) 

- zło ( wojna/zniszczenie/ destabilizacja) . Tym razem w skali globalnej.

 A wszystko to zależy - jakby nie patrzeć - od tego: 

1 - w jakim stopniu jesteśmy indywidualnie jednomyślni/ niejednomyślni na kolejnych( wszystkich) poziomach

2 - na ile są nasze poglądy stabilne/zmienne

3 - na ile jesteśmy w stanie/musimy/ chcemy zrezygnować z własnych, subiektywnych ocen/poglądów/dobra  na rzecz innych , wyższych ( umownie) poziomów

Ps. Napisałam co myślałam i jak to widzę. A może nawet postrzegam? Ale przecież mogę się mylić...

* https://pl.wikipedia.org/wiki/Nowy_wspania%C5%82y_%C5%9Bwiat

16 listopada 2021

Graniczne dylematy ciągle na czasie.

Tak się zastanawiam, jak to jest z tą wschodnią granicą Polski /UE....i z tymi emigrantami na granicy z Białorusią. 

Docierają do mnie wiadomości, serwowane przez media, o podejmowanych działaniach i zastanawiam się co ja bym zrobiła będąc na miejscu obozu rządzącego?  No i wyszło mi, że dokładnie to samo. 

Dopóki istnieją odrębne państwa- należy bronić granic przed niekontrolowanym zalewem emigrantów. Gdy weźmie się pod uwagę nierozwiązaną czy nieuregulowaną  sytuację socjalną wielu tubylców zarzewie konfliktów z elementem napływowym ,na różnym tle,  gotowe. A przecież każdy chciałby żyć w spokojnym kraju i bez lęku o przyszłość.

Nieograniczone możliwości przemieszczania się mają przeważnie Ci, w ślad za którymi idą grube pieniądze, bo jak wiadomo kasa może wiele zdziałać i przełamać różne opory. Pozostali muszą liczyć na siebie i łut szczęścia zwany w tym przypadku reżimem Łukaszenki. Ciekawe zatem, jaki jest przekrój społeczny ludności, która dała się omamić wizją lepszego świata? A może to świadomy wybór jednostek, które nie wiedzą co ze sobą zrobić w kraju ojczystym i liczą, że zmiana miejsca zrobi za nich coś czego sami nie potrafią?

I tak na moje oko, to sytuacja która pojawiła się na granicy UE/ Polski z Białorusią- nie jest przypadkowa. To wcześniej zaplanowana akcja , związana z wyborem określonej grupy ludzi. To ludzie którzy chcą czegoś więcej. I chociaż Polska dla wielu z nich byłaby tylko krajem tranzytowym, to z pewnością  to " więcej" dałoby o sobie znać w momencie braku zaspokojenia podstawowych potrzeb. Przecież tak funkcjonuje wielu ludzi na całym świecie. Wieczni malkontenci * ciągle niezadowoleni bez względu na sytuację i posiadany status.

Rozmowy A. Merkel z Łukaszenką, w sprawie rozwiązania problemu napływowej ludności ? 

Sorki, ale rozwiązanie nasuwa się samo: powrót do kraju ojczystego tą samą drogą, którą przybyli. A inscenizacje i gra na uczuciach odstawiane przez białoruskie siły , mające na celu wzbudzić "humanitarną reakcję" ludzi po drugiej stronie granicy-powinny być ignorowane. 

W obliczu pewnych problemów powinien zniknąć dylemat: rozsądek czy serce . Zasada : jaka akcja - taka reakcja. Tam gdzie jest gra polityczna i wzbudzane emocje ( Łukaszenka) - winna być zastosowane gra polityczna, spokój i przewidywanie.

 Serce i uczucia z pewnością trzeba zostawić dla prywatnych kontaktów międzyludzkich.

Ciągle mówi się o tym by umieć sprawy zawodowe zostawiać za progiem mieszkania i życia rodzinnego. Tak więc politykę międzynarodową i walkę o strefę wpływów należy umieć oddzielić od spraw humanitarnych, bo to dwie różne bajki.

 Można pomagać, gdy sytuacja jest uregulowana, a nie robić coś po łebkach jak miało to miejsce w przypadku indywidualnych akcji porywania się z motyką na słońce przez bohaterskich posłów( posłanki) - oszołomów wiadomości TV jednego dnia.

Ps. Współczuję wszelkim nieświadomym tego w co się władowali, ale przecież każdy ponosi odpowiedzialność za swoje wybory ( a przynajmniej powinien), bo tak wygląda życie.

 Ale jest jeszcze jedno ale....może o tym później?

* https://sjp.pwn.pl/sjp/malkontent;2480876.html