24 września 2023

Wielka smuta.

 Jest dobrze. 2.42 odpaliłam tablet po godzinie przewracania się z boku na bok. Wcześniej, oczywiście, wypiłam kawę i zjadłam wczesne śniadanie, czyli zastosowałam tradycyjne i sprawdzone środki nasenne .Niestety nie zadziałały-nie tym razem. Najwidoczniej wczorajszy dzień był na tyle mało męczący, że nie padłam na pysk i nie zasnęłam ,,snem sprawiedliwych,,. Skoro już wyszło na jaw, że na dobry sen też trzeba sobie zasłużyć, to postanowiłam napisać post o tym jak to kilka różnych elementów z poprzednich wpisów zazębiło mi się: wizyta u proktologa chwilowo rozproszyła obawy, więc przepisaną odgórnie śrubkę w dupkę sobie wkręcam już na spokojnie. Bombowe czopki mają średnicę nieco większą niż 0, 5cm ale z poślizgiem to wiadomo- lżej. Z radości, że już mam badanie za sobą ,uprzątnęłam nieco tu i ówdzie. Tak mi ulżyło. Ale nie tylko sen mi odebrało, wenę też. Ale z całkiem innego powodu. Teraz z czystym sumieniem mogę powiedzieć:,,mam to w d.....e,, ale to i tak nic nie zmieni . 


19 września 2023

Wyśrubowana refleksja.

 Dużo do powiedzenia to dzisiaj nie mam. Ta jedna śrubka trzymajaca siedzisko na zaprezentowanym wcześniej zakupie ,niespodziewanie mnie dzisiaj natchnęła, a nawet natchła. Pomyślałam sobie, że człowiek( a może tylko ja) jest jak to krzesełko . Niby jakaś całość jest, niby wszystko funkcjonuje zgodnie z założeniem twórcy, ale ile ta jedna śrubka wytrzyma? Równie dobrze może okazać się,że siedzisko wytrzyma, ale trachnie podstawa z powodu nieodpowiedniego ,,użytkowania,,, to wtedy -gleba bez dwu zdań. Trzeba będzie zrezygnować z ,,wywyższania,,. 

 A może wbrew pozorom jest kilka innych u-mocowań człowieka w życiu, o których dowiaduje się pod wpływem kolejnych doświadczeń? A może chodzi o zerwanie tych więzów i wtedy dopiero można poznać swoje prawdziwe zdolności lub siebie. a może kiedy jest się/czuje się człowiek wolnym  bez względu na fizyczne zależności...

No tak, nie na darmo gadają też o wolności wyboru: jak masz chęć, to se wkręć  śrubkę w dupkę nr.5(mm średnicy ?)

11 września 2023

Jazda bez trzymanki.

 Idąc z duchem czasu, a może nawet biegnąc, postanowiłam ułatwić życie innym, a przy okazji i sobie i nabyłam fotel biurkowo-obrotowy i do tego na kółkach. Naszukałam  i naoglądałam najpierw na żywca w Jisku, potem na stronach, żeby zorientować się czego tak naprawdę potrzebuję. Powybrzydzałam nad konstrukcją, poklęłam nad cenami, zdegustowałam nad wykonaniem i wreszcie dokonałam wyboru na chybił- trafił. Nazewnictwo iście jak w totku, bo należę do tej grupy klientów którą można nazwać: macający niewierni Tomasze,, bo jak mówią ,, na oko to chłop w szpitalu umarł,,, a nie zrobił zakupy, co  nie przeszkadza mi w zachwycaniu się czymś nieosiągalnym namacalnie.

Po czasie spędzonym przy monitorze telefonu, wreszcie podjęłam decyzję: jak ryzykować, to tak, żeby wiele nie stracić:

-dokonałam zakupu za pobraniem

-wyszukałam stosunkowo niedrogi sprzęt spełniający moje oczekiwania,żeby nie pluć sobie potem w brodę z powodu niezadowolenia i/lub żeby nie robić zwrotów, bo nie mam siły i cierpliwości na użeranie się z dodatkowymi kłopotami.

Paczka dotarła. Oto co w niej znalazłam;




Sprężynujące oparcie, przy wadze do 80kg z pewnością wytrzyma jakiś czas, poduszka -siedzisko pokryte tzw. ekoskórą .Mam nadzieję, że nie przesiąknie w razie gdyby długotrwałe wysiadywanie bez pamięci zaowocowało zlaniem w majty. Radosna zabawa żeby wśród wielu dostępnych dziur w białym niewinnym  ciele krzesła, znaleźć tą jedną jedyną, która unieruchomi siedzisko zakończyła się powodzeniem po skrupulatnym i niecierpiącym zwłoki nadziewaniu na śrubkę. Efekt końcowy przeszedł moje wszelkie oczekiwania, chociaż rozpiętość ,,kurzej łapki,,mogła by być nieco większa, żeby zaspokoić najwybredniejszego sknerusa. Ukryte pod srebrzoną nakładką spawy straciły na mocy. Wszak to nie eksponat do stania w muzeum, a do używania. Oczywiście można regulować wysokość, ale barowego hookera z tego nie będzie. 
Gra na chybił-trafił w internecie zakończyła się więc powodzeniem. 
Ps. Jest film ,, Wirujacy seks,,, a ja mam ,,wirujacy fotel,,. 
Do odpychania nogami.... Jazda bez trzymanki. Ja cie kręcę!

10 września 2023

Radość ze starości czyli obrzydliwy post dla niebrzydliwych.

Od kilku dni zabierałam się do kolejnego wpisu, ale wygospodarowanie czasu było jak gra na chybił trafił. Uda się albo nie uda. I miał być o czymś zupełnie innym niż ten, który jest. Ale temat pierwotny pozostaje ciągle aktualny, więc ...co się odwlecze to nie uciecze.

Tymczasem nawiązując do wspomnianych powyżej ud.....

Wreszcie doczekałam na stare lata namacalnych dowodów na działanie reklamy telewizyjnej. Nawet tej odsłuchanej przypadkowo. Doczekałam się wreszcie własnego ,wyhodowanego pod wpływem zewnętrznej telewizyjnej indoktrynacji, w czeluściach ciemności-ekstra konserwowego hemoroida. Pomna reklamowanych specyfików oraz internetowej wiedzy, zakupiłam bombowo-kształtne czopki z Herbapolu oraz rozpoczęłam seanse z ziołowymi nasiadówkami jako początek kuracji. Porozumiałam się również telefonicznie z proktologiem, coby potwierdzić zdrowotność owych, zanim zacznę myśleć o poważniejszym strachu związanym z zewnętrznym groszkiem , którego zdjęcia tu nie zamieszczę. Ale mam , zrobiłam, żeby w razie co , pokazać lekarce w przychodni. A co się nagłówkowałam, żeby zrobić - to moje. Oczywiście skorzystałam z odbicia w lustrze. Zamieszczać onego tu nie będę ze zrozumiałych względów...

Chcąc upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu, czyli w czasie ziołowo-herbacianej nasiadówki  napisać post, który jak się okazuje będzie dopiero następnym, zasiadłam pod ścianą na odpowiednio wytrzymałej misce, przed ładującym się tabletem, zamiast na kanapie. Już nawet napisałam wstęp, ale od ucisku na nerwy , zaczęły mi cierpnąć i drętwieć nogi. Mrówki przewędrowały po całości prawej kończyny, więc żeby w ogóle móc się podnieść bez pomocy psa czy papugi, musiałam szybko zareagować. Uda-ło się. Pokuśtykałam chwilę chcąc rozchodzić kończyny, a potem zmieniłam zamiar. Zasiadłam wygodnie, odpaliłam lapcia i zwierzyłam się na forum publicznym z zawstydzonej, wypracowanej nerwami i dźwiganiem dolegliwości. Ulżyło mi...tym bardziej dlatego, że obie nogi doszły do siebie co daje chwilową gwarancję, że dalej będę mogła chodzić z i koło domowych podopiecznych. 

06 września 2023

Osobista droga do krainy szczęśliwości.

 Eureka. Znalazłam własny sposób na odstresowanie. Pomijam dokarmianie mózgu ciasteczkami, wafelkami, czy innymi delikatesami o wysokiej zawartości cukru, co ma kojący wpływ na uspokojenie agresywnych zachowań u zaawansowanych wiekiem chwilowych niedocukrzyków i sklerotyków- bo ten etap życia już przeszłam- w okresie pracy w szkole. 

Nowa metoda nie jest niczym innym jak powrotem do szczęśliwych momentów z dzieciństwa, kiedy zabawa piaskiem była na porządku dziennym. 

A ponieważ jakiś czas temu zmieniłam nocny wystrój papuzich sypialni podsypując im piasek na dnie klatek, więc ptasie gówienka mają miękkie lądowanie. Nie tylko to się zadziało. Zakupiłam łopatkę z małymi otworami stosowaną do czyszczenia kociej kuwety( do oddzielania stolców nimf) oraz metalowe sitko z łapką do wyciągania pączków z oleju ( do przesiewania odchodów papużek falistych).

 Pod miejscem na balkonie i w pokoju , tam gdzie spędzają większość dnia, również nasypałam piasek . Także rozpoczęłam kolejny etap dziecinnienia w jesieni życia- wcale nie nowy-zabawa w piasku. W trakcie oddzielania, zamiast ziarna od plew- gówna od piasku -odczuwam niewysłowioną radość, a nawet można by powiedzieć- jestem w siódmym niebie.

Kto wie czy podświadomie nie chodziło w gruncie rzeczy o ten piasek , a nie papużki? Także dzielę się tą informacją, ku ,,przestrodze,, innych. Bo szczęśliwi ludzie to szczęśliwe otoczenie.I może często nie chodzi o to CO JEST ale o to co idzie w ślad za tym co jest, CO SIĘ Z TYM WIĄŻE i przenosi człowieka do szczęśliwych chwil?

Ps. Ale papużki, to papużki...Zdjęcia  oprzyrządowania do osobistego relaksu poniżej( piaskownice w pokoju i na balkonie na końcu posta). Wolałam najpierw napisać coby uszczęśliwić innych potrzebujących....

Pal licho, o co tak naprawdę chodzi z tym przesiewaniem i szczęściem...Zabawa piaskiem, babranie w suchym łajnie, czy może w ogóle chodzi o ten przesiew? 

Wszak badania przesiewowe też są i wiele mówią o człowieku...

Nawet fragment chusteczki do monitora się załapał po lewej stronie...


02 września 2023

Rozważania nad pośmiertnym PIT-em.

 No i przypomniałam sobie co chciałam napisać...Jest to po trosze nawiązanie do kwestii umierania i świadomosci podczas tego procesu. Nie ma lekko...nie ma co się oszukiwać, ale nie każdy sobie swoim życiem zasłużył na dokonanie własnego rachunku sumienia. Demencja,,alzheimer i inne otępienne i lekooporne choroby psychiczne wieku różnego wykluczają człowieka z bycia ksiegowym/ksiegową czy nawet fakturzystką własnego żywota. Dlatego dobrze by było jeszcze ,,za życia,, czyli przy pełnej świadomości, przemyśleć czy skórka warta wyprawki i czy możliwość rozliczenia się ze sobą i dla siebie bez wypełniania PIT-u nie jest najważniejszą rzeczą, o którą warto w życiu walczyć i zabiegać.

 Nie wszyscy mają możliwość skorzystania z kaftana bezpieczeństwa i łóżka z pasami, ale tylko ci wybrańcy losu, którzy sobie wyjatkowo na to zasłużyli. Słuchanie radia z Torunia czy innych bogobojnych audycji też nic nie zmieni, bo na zakończenie żywota w nieświadomości trzeba sobie wyjątkowo zapracować. Albo przez bycie Aniołem na ziemi (wtedy jesteśmy nieświadomi co się z nami dzieje, ale mamy czyste sumienie i jesteśmy spokojni, mało upierdliwi i szczęsliwie otępieni lekami), albo przez bycie Diabłem w owczej (tfu, ludzkiej) skórze ( wtedy wychodzi z człowieka całe zło i nęka się całe otoczenie wokół aż do momentu właściwego zejścia.)

Także odwrotu nie ma. Warto już zawczasu uporządkować się, albo drogą na skróty- odebrać sobie życie wątpliwej jakości, coby przez własną śmierć tak profilaktycznie i z dużym wyprzedzeniem ulżyć ewentualnemu otoczeniu ,na wiele lat w przód, w użeraniu sie z nami . Wszak wszystkie dobre uczynki są nagradzane...

Pośmiertnie.

27 sierpnia 2023

Świetny kod świętości i filozofia,,złotego graala,,

 Za chwilę ,być może, siądę do wcześniejszych komentarzy, ale póki łeb mnie jeszcze boli (sorki ..napierdala) od stuknięcia się w głowę o otwarte okno, napiszę kilka zdań w temacie poprzedniego posta. Oprócz wspomnianego guza, wpływ miał też film obejrzany wczoraj niespodziewanie i niezaplanowanie ,,Za wszelką cenę,, (m.in. z Clintem Eastwoodem ). No i poprzednie komentarze.  To bezpośrednie oddziaływanie, a przeczytane ostatnio posty też po trosze pośrednio, miały swój udział w przemyśleniach.  A skoro już podziękowałam za współpracę - Życiu- to przejdę do kolejnej ,, złotej myśli,,, która zakwitła niczym kwiat jednej nocy: ,,ważne żeby być przygotowanym na swoje najgorsze myśli,, . Albo może inaczej ,, dobrze jest ( po)znać swoje własne Zło,,. Co to oznacza?

Jeżeli człowiek buduje/pokazuje na zewnątrz najlepszy obraz siebie, z różnych powodów, to z czasem się z nim utożsamia i traktuje/uważa siebie za świętego/ świetnego. W swoich myślach, oczywiście. Gdy pojawia się sytuacja, zakłócająca w jakiś sposób zbudowaną przez nas otoczkę dla naszej świętości / świetności , to nagle okazuje się, że oprócz zewnętrznego Anioła siedzi w nas Diabeł ( zło i pełne nienawiści itp. nieprzyjemne myśli), który tylko czeka by dorwać się do...władzy nad nami . Zburzenie anielsko-sielskiego obrazu nas samych, obrazu który budowało się czasem latami ( nie zawsze świadomie), przed Zło, które wreszcie miało okazję się ujawnić ( w mowie, myślach, czynach) to źródło cierpienia. A na samą myśl o zburzeniu tego idealnego obrazu, aż człowieka skręca ( z ukrywanej złości) albo dopada deprecha...Nieuzasadniona, bo przecież na zewnątrz, to  człowiek tryska świetnością ( w swoim rozumieniu) i np. wiedzą, zdolnościami czy innym życiem samotnie-towarzysko-rodzinnym. Tak to właśnie bywa z przerostem ego, zamiast np.prostaty, które nagle musi się skurczyć do rozmiarów groszku lub 1-groszówki ( co kto woli). A obkurczanie musi boleć, bo ego ma /dobrze by było .....wrócić do normalnych rozmiarów. I nie wzlatywać ponad przeciętność, bo należymy do jednego gatunku.

Na problem powyższy spojrzałam przez pryzmat indywidualnego poczucia czym jest dla mnie/kogoś osobiście dobro-zło, a nie z punktu widzenia społecznego( zasady współżycia społecznego i  regulacje ,,prawne,,) 

W skrócie można by powiedzieć tak: sytuacje, które uważa się za ,,zagrażające,,zburzeniu  obrazu, który zbudowaliśmy na własny temat - też są powodem ujawnienia się naszego Zła . Dzięki temu mamy też obraz tego co uważamy za złe dla nas osobiście, bo być może nie byliśmy do tej pory tego świadomi lub upychaliśmy (tą małą prawdę o sobie) gdzieś w kąt...zapomnienia.

Także, tego no, w kilku zdaniach pisząc. Nie ma rady. Trzeba się oswoić ze swoim złem by móc trzymać go na smyczy i pozostać zdrowym na umyśle. Tak to widzę.

Ps. A tak w ogóle to cały czas mam wrażenie, że większość tzw. ,, świętych ksiąg,, to podręczniki  psychologii/psychiatrii, ale napisane specjalnym kodem zawartym w przypowieściach , do rozważań ( jak w każdej bajce - jakiś morał musi być...ukryty/jawny). Tylko dla wtajemniczonych, oczywiście, i poszukujących prawdy ,,złotego graala,, czyli źródła swojego osobistego szczęścia.

24 sierpnia 2023

Popłynęłam ...

 I znowu mnie przywaliło. Do tego stopnia, że odpaliłam starego lapcia, żeby mieć siłę do wywalenia co mi znowu siedzi na wątrobie zamiast utrudniać sobie życie szukaniem ułatwień na tablecie.

 Bo jak się okazało to co zdawało się, że minęło i nie wróci- to jest, a brak informacji dawał tylko wrażenie, że wszystko wróciło do,, normy,, i można mieć chwilę odsapki. Ale nie. Przecież nie może być  spokojnie, tylko chyba przyjdzie mi szarpać się z życiem do usranego końca. 

Nie będę się rozpisywać o sednie sprawy, bo nie ma to najmniejszego sensu i nic nie zmieni, ale wniosek nasunął mi się taki, co do definicji ZŁA w kontekście tego co doświadczam:

ZŁO to nadmiar/niedomiar MIŁOŚCI ( DOBRA). 

Chcąc żyć w spokoju ducha musiałabym oddzielić się całkowicie od otoczenia i wylądować ....na pustkowiu...na księżycu albo tam gdzie wylądują wszyscy, po przeżyciu jakiegoś swojego osobistego piekiełka na ziemi.....czyli w grobie. 

A tymczasem niektórzy idą na łatwiznę i wybierają tzw.mniejsze zło... czyli wieczny pobyt w więzieniu pod specjalnym nadzorem czy szpitalu psychiatrycznym o zaostrzonym rygorze. Na darmowych lekach, pod opieką, pod ochroną/ obserwacją. O żarcie, o rachunki za prąd, wodę i inne medialne nieczystości oraz pensje dla pracowników obsługujących owe usługowe obiekty dla ludności ,,drugiego,, obiegu nie trzeba  się wtedy martwić, bo za to płaci tzw. normalne społeczeństwo, a nie korzystający z wyspecjalizowanej sanatoryjno-wychowawczej opieki klienci.

Tam myślenie o innych/ planecie i o sobie też -ma się przeważnie z bani, bo albo się nie jest w stanie( na silnych lekach wspomagających pustkę w głowie) , albo wreszcie przestało się chcieć myśleć nie tylko głupio i pozostały tylko popędliwe instynkty. 

Ale takie życie to chyba bardziej pachnie ... szczęśliwością niż czymkolwiek innym. Szczęście bowiem tkwi w niewiedzy i nieświadomości. I może dlatego tak wielu  udaje głupka? Chcą być szczęśliwi inaczej niż świadome prawie wszystkiego i znający się na rzeczy-mądrale- bulące na ich utrzymanie.

Ps. W ten oto sposób , idąc takim właśnie tokiem rozumowania, jak powyżej doszłam do sedna wpisu : SZCZĘŚCIE TKWI W NIEWIEDZY I NIEŚWIADOMOŚCI. A miałam tylko napisać jedno kluczowe zdanie: ZŁO to nadmiar/niedomiar DOBRA.

 Popłynęłam...

19 sierpnia 2023

O perspektywach życia w idealnym państwie. Słów kilka.

 No i nastał nam nowy dzień. 

Refleksyjny spacer w spokoju ducha przyniósł ze sobą , nic innego przecież nie mógł, idealne myśli o doskonałym państwie polskim i szczęśliwych ludziach. Wiem, zabrzmiało to jak bajka, ale kto wie co będzie za parę lat? Prognozy wyglądają całkiem optymistycznie:

-część społeczeństwa będzie pracować na emeryturze z radością zagospodarowując emerycką nudę dnia powszedniego, unikając bawienia wnuków lub samotności w pojedynkę lub we dwoje , dorabiając na wybryki i zachcianki warte/niewarte zachodu

-druga część-ta w wieku produkcyjnym , będzie robić to samo będąc na rencie lub z innym orzeczeniem o niepełnosprawności psycho-fizycznej tyle, że z powodów bardziej urozmaiconych i ograniczonych

-tzw.państwo ( czyli społeczeństwo odprowadzające podatki) będzie płacić za wszystkich jednakowe składki do zus , a to, co ktoś sobie odłoży na czarną godzinę podczas pracy 24h/dobę/7 dni- będzie należeć do niego lub rodziny i będzie dziedziczone. Oczywiście wczesnopośmiertnie.

Powoli zaczną zacierać się różnice społeczne, a z czasem zniknie podział na tych z orzeczeniem/rentą i tych na emeryturze. 

A tymczasem w nieidealnym świecie o znamionach wczesnego kapitalizmu i opóźnionego niezrealizowanego socjalizmu- trwa walka o zachowanie rentowych przywilejów zusowskich lub zdobycie zawodu i pracy, po których można przejść na emeryturę w wieku przedszkolnym. I najlepiej z zachowaniem wszelkich funkcyjno -niezobowiazujących do niczego dodatków. 

Różnice pomiędzy obu modelami są widoczne na pierwszy rzut oka, więc żeby przyspieszyć proces przemian- proponuję tuż po urodzeniu nowego obywatela zacząć odkładać mu składki do zus  na założone, automatycznie z  peselem, konto. Bez względu na to kiedy podejmie pracę i czy w ogóle. Po osiągnięciu wieku emerytalnego w wieku 80 lat z pewnością znajdzie robotę, do której poleci jak na skrzydłach z powodu wieloletniego wyposzczenia oraz głodowej stawki zapewniającej prowadzenie zdrowego i spokojnego trybu życia już bez młodzieńczych wyleniałych z lenistwa wyskoków . 

Przy takich perspektywach na przyszłość, to aż chce się żyć....a nie umierać. Tym bardziej, że robotyzacja postępuje, więc trzeba szykować się psycho-fizycznie na nadejście nowego , lepszego , leniwego jutra. Wszak posługiwać się pilotem do telewizora to większość potrafi...chociaż powoli staje się on analogowym sprzętem i umiejętność jego obsługi też.  

Jest niemal pewne, że algorytm będzie wiedział lepiej co nam się chce, więc wystarczyć może tylko podłączenie się do odpowiedniego gniazdka ,odpowiednim kabelkiem i każdy problem będzie ,,z głowy,, .A nawet ,,z dupy,,.- ten związany z załatwianiem potrzeb fizjologicznych. Wszak robotyzacja postępuje.

18 sierpnia 2023

Smętki nieudacznika.

 Rzadko zdarza mi się chodzić jak potrącona, ale dzisiejszy dzień do takich najwidoczniej należy. Przynajmniej ta chwila. Chyba z braku zajęcia. Także przy dalekim abstrahowaniu , można to nazwać syndromem opuszczonego gniazda. Nie tylko z powodu papużek, które wybyły, ale i ubytku obowiązków. Najwyraźniej jestem w trakcie przejściowego okresu przystosowawczego przysposobiającego do bardziej zrównoważonego trybu życia. Chwilowo czuję się jak przememłana i wypluta . Tyle tego dobrego, że lądowanie jest miękkie.

Tymczasem, papierologia związana z uzupełnianiem zusowskich formularzy i zdobywanie  dokumentów poświadczających rzeczy oczywiste posuwa się swoim rytmem. Szkoda tylko, że człowiek ciemny jak tabaka w rogu, bo przecież żeby wiedzieć o co się pytać, to trzeba się choć trochę orientować w temacie. A jak tu się znać, skoro babranie  w przepisach zusowskich czy innych bankowo-prawnych to nie moja broszka ani zawód, więc dymanko może odbywać się na wszystkie strony w świetle prawa i na oczach obstukanych i zainteresowanych dymaniem. Nie ma lekko..jak to w życiu.

I chociażby z tego powodu, żeby nie być do cna oskubanym z wszystkich piórek, w jakie się obrosło, dobrze byłoby mieć kogoś oblatanego , poinformowanego i chętnego do pomocy lub zarobienia kasy. A tu dupa blada i trzeba samemu szarpać z ,,życiem,, ku uciesze nieprzyjaciół i udawanemu zainteresowaniu zajętych swoimi sprawami znajomych różnej maści i pochodzenia. Przecież swoje trzeba przejść żeby wyszarpać z przepastnego instytucjonalnego  i urzędniczo-państwowego gardła coś dla siebie. Tak na koniec żywota.

No to posmęciłam, jak na nieudacznika życiowego przystało. Nieudacznik chyba lepiej brzmi niż ofiara losu...